Przeczytasz w 7 minut

Wścieklizna

Fot. www.stock.adobe.com
Do zarażenia ludzi może dojść w wyniku kontaktu bezpośredniego z zakażonym zwierzęciem, poprzez pogryzienie czy oślinienie, a jednym z objawów choroby u zwierząt jest brak naturalnego lęku przed człowiekiem

Jakie skojarzenia wywołują w Was, drodzy Czytelnicy, choroby odzwierzęce? Strach, niesmak czy brak reakcji? Jaka choroba pierwsza przychodzi na myśl? Wścieklizna, borelioza czy tasiemczyca? W naszej nowej serii zapraszamy Was do świata pasożytów, czyli organizmów, które nas, swoich żywicieli, „kochają najbardziej na świecie”. Dzięki nim nigdy nie jesteśmy samotni, ale też rzadko jesteśmy zupełnie zdrowi.

Zapraszamy w podróż po bardziej i mniej znanych chorobach i najnowszej wiedzy o nich. Będziemy pisać o najnowszych badaniach polskich zespołów, w tym naszego, o chorobach przenoszonych przez dzikie zwierzęta. Zaczynamy od wścieklizny, czyli przykładu choroby, w której legendy i dezinformacja wciąż grają pierwsze skrzypce w umysłach wielu ludzi.

Skala problemu

Każdego roku na świecie umiera na wściekliznę ok. 60 tys. osób. Dotyczy to dziś przede wszystkim Azji, a ściślej Indii, którym przypisać można największą liczbę zmarłych. Taki stan rzeczy wynika oczywiście z ogromnej populacji tego kraju, która dzieli swą przestrzeń z milionami bezpańskich psów, rzecz jasna, nieszczepionych. Na drugim miejscu w tym niechlubnym rankingu jest Afryka borykającą się z podobnymi problemami społeczno-ekonomicznymi. Bez względu na kontynent, znaczna część ofiar to niestety dzieci poniżej 15. roku życia, najbardziej ufne i nieostrożne w postępowaniu z pozornie przyjaznymi zwierzętami. W Unii Europejskiej problem wścieklizny ma już dziś marginalne znaczenie, choć z racji braku konsekwentnych szczepień dzikich zwierząt poza jej granicami pewne ogniska pojawiają się jeszcze od czasu do czasu i tu. W naszym kraju szczepienia przeciw wściekliźnie psów obowiązują od 1954 r., a w 1993 r. rozpoczęto (regularnie prowadząc zrzuty szczepionek) szczepienia lisów w Polsce Zachodniej, a od 2002 r. na terenie całego kraju. Nie tylko lisy zjadają szczepionki, także inne podobne im ssaki, co bardzo poprawiło stan epidemiologiczny. Dzięki tej i poekspozycyjnej profilaktyce ostatni przypadek śmiertelny wśród ludzi wywołany wirusem wścieklizny miał u nas miejsce w 2002 roku. Nie znaczy to jednak, że choroba ta już nigdy nie stanie się dla nas zagrożeniem. W konsekwencji wyeliminowania tak ważnego regulatora populacji drapieżników, jakim była wścieklizna, rozrosły się one w sposób niemal niepohamowany i stanowią dziś armię potencjalnych żywicieli i wektorów, z której wścieklizna chętnie skorzysta, gdy tylko choć na chwilę zaniedbamy działania profilaktyczne.

Etiologia i żywiciele

Tę od wieków budzącą grozę chorobę powoduje wirus zwany Lyssavirus rabies kodowany jako [RABV]. Jako że od wybuchu pandemii COVID-19 problematyka wirusów stała się nam mniej obca, wypada nadmienić, iż wirus wścieklizny należy do tej samej, dużej grupy wirusów RNA, co czynnik sprawczy COVID-19 – w obu przypadkach nośnikiem informacji koniecznych do namnażania jest bowiem kwas RNA. Wirion, czyli pojedyncza cząstka wirusa, przypomina swoim kształtem popularnego tic-taca o długości do 300 nm, uchodząc tym samym za dużego wśród wirusów. Omawiany patogen ma lipidowo-białkową otoczkę, która pomaga mu wnikać do komórek żywiciela. Jednocześnie stanowi ona jego piętę Achillesową, narażając go na działanie czynników zewnętrznych. Jako że najstarszym znanym człowiekowi środkiem niszczącym wirusa wścieklizny jest temperatura, aż do 1885 r. wypalanie rany gorącym żelazem było jedynym, jaki stosowano. Pozaustrojowo jest w stanie przetrwać kilka dni w temperaturze pokojowej, lecz decydować o tym będzie także wilgotność i promieniowanie UV. Wirus jest ponadto wrażliwy na tak powszechne substancje jak mydło, detergenty, alkohol czy formalina.

Fot. www.stock.adobe.com
Wirion wścieklizny, czyli pojedyncza cząstka wirusa, przypomina swoim kształtem popularnego tic-taca o długości do 300 nm

Zakażeniu mogą ulec wszystkie ssaki i ptaki. Na półkuli północnej za jego występowanie w środowisku odpowiedzialne są przede wszystkim ssaki dziko żyjące: lisy, jenoty, borsuki, nietoperze a także gryzonie. Zwierzęta domowe, takie jak psy czy koty, odgrywają ważniejszą rolę w krajach rozwijających się.

Do zarażenia może dojść w wyniku kontaktu bezpośredniego, poprzez pogryzienie, oślinienie lub zanieczyszczenie tkankami chorego zwierzęcia uszkodzonej skóry. Aerozol biologiczny – np. zawiesina pyłowa odchodów nietoperzy może być przyczyną inwazji drogą oddechową. Znacznie rzadziej występują zakażenia przezspojówkowe, prześluzówkowe czy w wyniku przeszczepienia tkanek. Od wrót inwazji wirus przemieszcza się do mięśni szkieletowych, w komórkach których następuje replikacja. Następnie, drogą jaką pokonują impulsy czuciowe, przenika do włókna nerwowego (aksonu), rdzenia kręgowego i mózgu. To właśnie tam, a dokładniej w jego istocie szarej, gwałtownie się namnaża. Faza inkubacji przechodzi wówczas w objawową i śmiertelną. Po ostatecznym namnożeniu, wykorzystując neurony ruchowe, rozprzestrzenia się w organizmie żywiciela dążąc przede wszystkim do skóry i ślinianek. Proces ten zachodzi od tygodnia do roku, a najczęściej choroba rozwija się w ciągu 2–3 miesięcy od kontaktu z wirusem.

Objawy u zwierząt i ludzi

Objawy wścieklizny zostały już udokumentowane wieki temu. Najważniejsze objawy choroby możemy odnaleźć w prawie Esznunny (Mezopotamia, okolice Babilonu; XVIII w. p.n.e.), jak również w późniejszym Talmudzie. W ramach objawów możemy rozróżnić dwa rodzaje wścieklizny – „szałową” oraz „cichą”. Pierwsza z nich, najczęstsza, objawia się zapaleniem mózgu, czy niepohamowaną agresją ze strony zakażonego człowieka. Drugi, rzadszy niż pierwszy rodzaj wścieklizny (ok. 20% chorych), to wścieklizna charakteryzująca się przebiegiem porażennym. W tej postaci choroby pierwszym symptomem jest porażenie mięśni kończyny, w której doszło do zakażenia. Następnie porażeniu ulegają pozostałe kończyny oraz mięśnie gardła. W dalszej kolejności występuje narastające pobudzenie, agresja, lęk i splątanie, a także ślinotok i drgawki. Warto dodać, że charakterystycznymi objawami u człowieka są wodowstręt (hydrofobia) oraz wstręt przed powietrzem (aerofobia). Osoba zakażona dostaje gwałtownych i bolesnych skurczy mięśni gardła na sam widok wody, czy pod wpływem wiatru. Co więcej, chory człowiek może mieć problemy z funkcjonowaniem niektórych narządów wewnętrznych, może wystąpić arytmia i niewydolność serca, czy zapalenie płuc, hiperwentylacja i bezdech. Autonomicznymi objawami, wynikającymi z pobudzenia, mogą być również rozszerzone źrenice gałek ocznych, czy tzw. gęsia skórka (piloerekcja). Objawy te kończą się śmiercią.

A jak rozpoznać chore zwierzę, aby uniknąć kontaktu i ryzyka, jakie on niesie? To m.in. brak naturalnego lęku przed bliskością człowieka, agresja i pobudzenie, porażenie mięśni kończyn, drgawki, trudności w przełykaniu, a także ślinotok… Jak nietrudno zauważyć, brakuje wśród nich objawów specyficznych, jednoznacznie wskazujących na wściekliznę. Mimo to, te wymienione powyżej, zwłaszcza występujące jednocześnie, powinny być dla nas alarmujące.

Leczenie?

Nie opracowano dotychczas skutecznych sposobów leczenia rozwiniętej wścieklizny. Zdecydowana większość przypadków u ludzi kończy się śmiercią w ciągu kilku–kilkunastu dni. Jeden (według źródeł) przypadek wyleczenia za pomocą niestandardowych metod nie wszedł do powszechnej praktyki medycznej i nie jest stosowany standardowo (tzw. protokół z Milwaukee). W praktyce pozostaje jedynie leczenie objawowe i paliatywne, stosowanie leków przeciwbólowych i uspokajających.

Choroba jest uleczalna tylko wtedy, gdy procedury zostaną wdrożone natychmiast po ugryzieniu lub kontakcie ze śliną chorego zwierzęcia. Tylko szybkie szczepienia i podanie immunoglobuliny mogą całkowicie powstrzymać rozwój choroby, dlatego natychmiastowa reakcja oraz obserwacja zwierząt, które mogły być wektorami wścieklizny (o ile to możliwe) – zgodnie z procedurami weterynaryjnymi – ma kluczowe znaczenie. Warto pamiętać, że ostatnio ofiara wścieklizny w Polsce w XXI w. odmówiła profilaktyki poekspozycyjnej czyli szczepionki (pięć dawek) i immunoglobuliny u osób nieszczepionych lub dwie dawki szczepionki u osób szczepionych wcześniej. Warto zaznaczyć, że aktualnie stosowane szczepionki podaje się w ramię lub w udo, a nie w brzuch jak niegdyś podawano szczepionkę Pasteura. Dolegliwości bólowe tych zastrzyków oraz potencjalne NOP są zdecydowanie mniejsze.

Fot. www.stock.adobe.com
Choroba jest uleczalna tylko wtedy, gdy natychmiast po ugryzieniu lub kontakcie ze śliną chorego zwierzęcia podana zostanie szczepionka. Leśnicy mogą także zaszczepić się profilaktycznie

Prewencja

Działania profilaktyczne w przypadku wścieklizny polegają przede wszystkim na szczepieniu zwierząt. Do tej grupy zalicza się psy, które należy zaszczepić w czwartym miesiącu życia, a następnie powtarzać szczepienie nie rzadziej niż co 12 miesięcy. W niektórych sytuacjach szczepienia mogą również obejmować koty. Ponadto profilaktyczne szczepienia z wykorzystaniem doustnej szczepionki obejmują lisy wolnożyjące na obszarach zagrożonych wścieklizną. W takiej sytuacji szczepionka jest rozrzucana z samolotu lub śmigłowca, albo wykładana ręcznie dwa razy w roku w ilości nie mniejszej niż 20 dawek na 1 km2 powierzchni.

Przed wścieklizną możemy się zaszczepić. Chociaż szczepienia te nie należą do szczepień obowiązkowych dla ludzi, są zalecane szczególnie dla
niektórych grup zawodowych o podwyższonym stopniu ryzyka, czyli osób zawodowo narażonych na kontakt z dzikimi zwierzętami. Do grup podwyższonego ryzyka należą m.in. weterynarze, myśliwi, leśnicy, pracownicy zoo, grotołazi, osoby zajmujące się zawodowo diagnostyką wścieklizny u zwierząt lub kontaktujące się z nietoperzami oraz osoby podróżujące w obszary częstego występowania wścieklizny. Szczepienia profilaktyczne stosowane są w trzech dawkach szczepienia podstawowego w odstępach 0, 7, 21–28 dni. Następnie po 12 miesiącach podaje się dawkę uzupełniającą, a dalej dawki przypominające co 5 lat.

Wciąż groźna

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zalicza wściekliznę do neglected tropical diseases (NTD), czyli zaniedbanych chorób tropikalnych. Są to choroby dotykające kraje słabo rozwinięte i społeczności marginalizowane. Niech nas to jednak nie zwiedzie, to choroba groźna wciąż w Europie, wciąż nie znamy na nią lekarstwa i warto rozważyć zaszczepienie siebie i swojej rodziny oraz nie zaniedbywać kalendarza szczepień domowych pupili.

Mity o wściekliźie

W Polsce nie ma już wścieklizny – wścieklizna nadal jest obecna, a jednym z ich głównych rezerwuarów są dziś nietoperze. W 2024 r. wścieklizna wystąpiła
43 razy, głównie u lisów, w województwach lubelskim i podkarpackim.

Nietoperz, który wleci nam do domu jest chory na wściekliznę – takie zachowanie to najczęściej czysty przypadek. Co więcej, w okresie jesienno-zimowym nietoperze szukają cieplejszego schronienia na czas hibernacji i przeczekania tego okresu.

Wścieklizna dotyczy tylko dzikich zwierząt – psy i koty też mogą zachorować. A 99% zgonów u ludzi jest spowodowanych pogryzieniem przez psa.

Wścieklizna przenosi się tylko poprzez kontakt z krwią chorego zwierzęcia – wirus
wścieklizny przenosi się przez kontakt ze śliną zakażonego osobnika. Polizanie, czy zadrapanie też może być niebezpieczne. W pewnych okolicznościach niebezpieczny jest nawet aerozol (droga wziewna).

Po pojawieniu się objawów można się jeszcze wyleczyć – niestety, po wystąpieniu objawów choroby wyleczenie człowieka jest praktycznie niemożliwe. Jest to choroba zawsze śmiertelna.