Znowu to zrobili!

Fot. Kacper Wyrwas

Kto? Koreańczycy. Najnowszy Santa Fe pokazuje, że Hyundai naprawdę dobrze wykorzystał ostatnie lata i z przeciętnej, nudnej marki stał się jednym z liderów – i to nie tylko segmentu SUV, lecz także motoryzacji w ogóle.

Ostatnia generacja Hyundaia Santa Fe to zupełnie nowe auto, które odcina się od poprzednika bardzo grubą kreską. Jest absolutnym przeciwieństwem trendów, które królowały wśród SUV-ów. Producenci prześcigali się w pomysłach na opadającą linię dachu i udawanie coupe, a tutaj?

Prostota wygrywa

Kwadratowe, kanciaste nadwozie przywodzi na myśl długiego Land Rovera Defendera albo nawet Volvo 740 kombi. Szczególnie tylna część, z praktycznie pionową klapą i długim zwisem, wygląda kontrowersyjnie, ale w tym szaleństwie jest metoda, co widać szczególnie we wnętrzu. Długie na ponad 4,8 m nadwozie i 175 cm wysokości to już bardzo poważne gabaryty. Całość, którą jeździłem, postawiono na 20-calowych felgach, ale w najtańszych wersjach są zaledwie osiemnastki.

Jakość wnętrza celuje w BMW

Materiały? Lepiej niż dobre, podobnie jak ich spasowanie. Naprawdę nie ma się do czego w tym wnętrzu przyczepić. Bardzo duży plus należy się też za wyciszenie. To dobrze, bo czterocylindrowy silnik pod obciążeniem brzmi w tak dopracowanym samochodzie… niespecjalnie. Hyundai konsekwentnie szuka balansu pomiędzy ekranową dotykologią, a tradycyjnymi przyciskami, i trzeba przyznać, że potrafi znaleźć złoty środek, a dotykowy, mocno pochylony ekran sterowania klimatyzacją można obsługiwać, opierając ramię na podłokietniku, dzięki czemu obsługa jest dużo bardziej wygodna i mniej absorbująca.

Brakuje mocy

Z silnikami w Hyundaiu mam pewien problem. Nie są złe, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w palecie silnikowej czegoś brakuje i zabolało mnie to szczególnie w Santa Fe. Nowy SUV dostępny jest jako hybryda plug-in i zwykła hybryda (ta, którą jeździłem). Czterocylindrowy motor o pojemności 1,6 l przy wsparciu motoru elektrycznego produkuje 239 KM. W tak dużym samochodzie to trochę za mało. Oczywiście auto nie jest zawalidrogą i odpycha się całkiem sprawnie, ale próżno szukać w tym wszystkim emocji. Gdyby tych koni było… tak z 50 więcej, co w tym segmencie nadal wcale nie musi robić wielkiego wrażenia, byłoby naprawdę dobrze.

Dobrze wyceniony

Wariant pięciomiejscowy dostępny jest w trzech najniższych poziomach wyposażenia, a cennik otwiera kwota 210 tys. zł za najtańszą wersję Smart. Opcja siedmioosobowa, czyli ta z dwiema kanapami, to już dwie najwyższe wersje wyposażenia, najtańsza za 278 tys. zł. Topowe rozwiązanie, a więc to, w którym w drugim rzędzie zamiast kanapy są dwa fotele, zarezerwowana jest już tylko dla wersji Calligraphy za 293 tys. zł.

Kawał dobrej roboty

Santa Fe to wyjątkowo przemyślany, przestronny i komfortowy samochód, który definitywnie kończy dyskusję na temat tego, czy koreańskie samochody są gorsze od japońskich czy europejskich. Absolutnie. Pod wieloma względami to inni powinni uczyć się od Koreańczyków.

Bądź częścią naszej społeczności!

Dołącz do grona subskrybentów Las Polski! Otrzymuj najświeższe informacje, ekskluzywne artykuły i specjalne oferty bezpośrednio na swoją skrzynkę e-mail.

Fot. Kacper Wyrwas