Jedna mistrzowska pasja

Fot. Monika Wysokowicz

O tym, jak podąża swoją leśną ścieżką i jak las przenika jego życie, rozmawiamy z Kamilem Szarmachem, trzykrotnym Mistrzem Polski Drwali oraz Wicemistrzem Świata Drwali w ścince.

Czy na wybór twojej drogi życiowej mieli wpływ rodzice i środowisko rodzinne?

Mój dziadek dorabiał w lesie, tata całe życie związany jest z leśnictwem, więc i ja od dziecka wzrastałem w otoczeniu lasu. Zawsze był mi bliski. Rodzice, a szczególnie ojciec, proponowali mi naukę w szkole leśnej, więc za ich namową podjąłem ją w 2005 r. w pobliskim Zespole Szkół Leśnych (obecnie szkoła działa jako Technikum Leśne) w Tucholi.

Skąd pojawił się pomysł, aby zacząć startować w zawodach drwali?

Szczęśliwy traf chciał, że w tym samym czasie w ZSL Leszek Suwalski i już niestety śp. Piotr Grzywacz zaczęli zawiązywać drużynę drwali i przecierać szlaki dla rozwoju tej dyscypliny na poziomie szkolnym w kraju. Kolega zaproponował moją osobę do drużyny, ponieważ na kursie pilarza wypadłem bardzo dobrze. Długo się nie zastanawiałem. Już w 2008 r. pojechałem jako rezerwowy na Mistrzostwa Europy Szkół w Umiejętnościach Leśnych do Norwegii. Bez eliminacji, bez regulaminu po polsku, z pożyczonymi pilarkami. To były naprawdę trudne początki.

Ale nie zniechęciłeś się…

Na szczęście nie, a nawet wręcz przeciwnie! Mimo braku ogólnego przygotowania miałem okazję napatrzeć się na młodych dobrych zawodników, pozazdrościłem im wtedy i zacząłem sam intensywnie trenować. W 2009 r. oficjalnie zacząłem swoją przygodę z zawodami drwali, a były to I Ogólnopolskie Zawody Drwali w Tucholi, na których reprezentowałem zul mojego ojca i Nadleśnictwo Woziwoda.

Co było największym wyzwaniem na początku kariery sportowej?

To był dobry i ciekawy czas w moim życiu. Odkrywałem zupełnie coś nowego i równocześnie poznawałem siebie, swoje możliwości. Tym bardziej że nie zawsze było łatwo. Jako drobny i szczupły chłopak często spotykałem się z opiniami, że mi się coś nie uda, byłem skazywany na porażkę. Teraz z satysfakcją wspominam pewien upalny dzień, gdy jako młody chłopak z ojcem trenowałem ścinkę, a przechodzący leśniczy wyśmiał moją budowę ciała, uznając, że nie nadaję się na drwala. Podobnie jeden ze starszych doświadczonych zawodników i właściciel pobliskiego zul, który przez kilka lat spoglądał na mnie z pobłażaniem, mawiał, że mogę trenować, ale i tak nigdy nie osiągnę tyle co on. I choć wtedy przeżywałem takie uwagi, to z czasem zacząłem traktować pewne komentarze jako mobilizację do treningu. I właśnie radzenie sobie z zewnętrznymi opiniami często okazywało się największym wyzwaniem.

A jak twój ojciec odnosił się do twoich treningów?

Ojciec wspierał mnie na każdym etapie, a na starcie szczególnie. Kupił sprzęt i drewno do ćwiczeń. Rodzice od początku popierali moje wybory i zawsze starali się, abym miał możliwość poznawania świata i sięgania po marzenia. Jak wspomniałem, mój ojciec Leszek też był drwalem i wciąż prowadzi zul. Na pierwsze zawody to właśnie on naostrzył mi łańcuch i, jak twierdzi, to dlatego tak dobrze mi poszło, gdy zająłem 2. miejsce na wspomnianych już wcześniej I Ogólnopolskich Zawodach Drwali w Tucholi. Mogę powiedzieć, że Leszek Szarmach to prawdziwy ojciec sukcesu. Na dodatek ojciec, który w końcu uznał z dumą, że syn jest w czymś lepszy.

Okres po ukończeniu technikum to moment, w którym młodzi ludzie zazwyczaj nie dysponują jeszcze własnymi środkami finansowymi, ponieważ dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową. Dlatego tak istotna jest pomoc i aprobata najbliższych na tzw. starcie. Jako nauczyciel w szkole, niejednokrotnie słyszę od swoich wychowanków, że nie otrzymują podobnego wsparcia od rodziców, a zamiast tego słyszą komentarze typu: „po co to robisz”, „to nie ma sensu”, „zajmij się czymś innym”. Uważam, że jest to bardzo demotywujące i ubolewam, że takie sytuacje wciąż się zdarzają.

Czy równie dobrze układała się współpraca z firmami, na których pilarkach trenowałeś i startowałeś?

Zacząłem ćwiczyć na pożyczonym sprzęcie, potem z regulaminu dowiedziałem się, że jednak potrzebuję mocniejszej pilarki. Na szybko ojciec kupił mi pilarkę STIHL MS 361, którą mam do dzisiaj, jako model sentymentalny. W 2010 r. Wyższa Szkoła Zarządzania Środowiskiem, na której studiowałem, zaproponowała mi, abym ją reprezentował podczas startów w zawodach. Wówczas marka Makita była partnerem technologicznym uczelni i to na pilarkach tej firmy startowałam przez kolejne osiem lat. Z Makitą zdobyłem tytuły wicemistrza Polski juniorów w 2013 r. w Kielcach, tytuł mistrza Polski seniorów w 2017 r. w Koszęcinie oraz medale na Litwie i Słowacji. Współpracę z Makitą uważam za bardzo dobrą. Niemniej marka stopniowo zmieniała swoje priorytety, kładąc nacisk na inne maszyny i urządzenia niż pilarki.

Dlatego po Mistrzostwach Świata Drwali w Norwegii w 2018 r. nawiązałem współpracę z marką Stihl i od kolejnego sezonu „wróciłem” do Stihla. Ja i moi koledzy startujący w teamie Stihla otrzymujemy spore wsparcie ze strony producenta; mamy też możliwość uczestniczenia w treningach pod okiem zagranicznych trenerów m.in. Gottharda „Gottl” Schwendera, który jest byłym reprezentantem Niemiec, selekcjonerem młodzieżowej kadry drwali swojego kraju oraz trenerem pierwszej drużyny Białorusi, z którą zdobywał drużynowe mistrzostwo świata i ekspertem od pracy pilarką.

Kiedy podjąłeś decyzję, że zawodowo chcesz podążać w leśną stronę?

Jako że rozwijałem się w kierunkach leśnych i sprawiało mi to przyjemność, stało się oczywiste, że chcę pozostać na tej ścieżce. W 2014 r. rozpocząłem pracę w Technikum Leśnym w Tucholi, w którym uczę przedmiotów zawodowych, leśnych. Otrzymałem też propozycję prowadzenia własnego zespołu oraz szkoleń dla młodych drwali. W pierwszym roku pracy szkoliłem drużynę żeńską, równocześnie Leszek Suwalski przez rok prowadził chłopaków, a w następnym roku nastąpiło przekazanie przysłowiowej pałeczki, przejąłem chłopaków, gdyż Leszek przeszedł na emeryturę. Rozwijałem moją drużynę, ale i swoje umiejętności techniczne. Startowałem w zawodach drwali coraz częściej.

Byłeś wraz ze swoim ojcem organizatorem zawodów Super Drwal przez sześć lat w rodzinnych Borach Tucholskich…

Pomysł organizacji zawodów drwali pojawił się w rodzinie w 2013 r., a ich źródłem były moje starty w zawodach. Nie chcieliśmy jednak powielać standardowych zawodów jakie odbywają się w kraju, dlatego przygotowałem autorski regulamin zmagań, który łączył w sobie prawdziwie sportową rywalizację ze sporą dawką humoru. Inspirowaliśmy się imprezą rozgrywaną w Niedźwiedziu w województwie lubuskim. Początkowo przewidywaliśmy, że zawody będą miały charakter lokalny. Ostatecznie po skompletowaniu sześciu drużyn po trzy osoby okazało się, że pierwszy Super-Drwal w 2014 r. będzie od razu miał status zmagań ogólnopolskich.

Od strony technicznej wsparcie zapewnił mój ojciec, a zawody wspierały miejscowe samorządy, sponsorzy prywatni oraz Lasy Państwowe. Zawody organizowaliśmy corocznie do 2019 roku. Niestety czas pandemii uniemożliwił kontynuowanie naszych imprez sportowych. Ale mamy wielką satysfakcję, że udało nam się przygotowywać zawody, na które chętnie przybywali zawodnicy i publiczność. Zależało nam i wciąż zależy, aby przybliżać społeczeństwu na czym polega i jak trudna jest praca pilarza oraz omawiać tajniki naszej pracy.

Pierwszy raz tytuł Mistrza Polski zdobyłeś w 2017 roku…

Było to dla mnie wielkie osiągnięcie. Gdy zaczynałem starty w zawodach drwali, moim marzeniem było po prostu zakwalifikować się kiedyś na mistrzostwa Polski. Niestety w następnych latach przez obostrzenia covidowe oraz zawirowania organizacyjne odbyły się tylko raz w 2021 r. MPD w Koszęcinie. Na szczęście dzięki powstaniu Lignatora udało się wskrzesić i dopracować regulamin startu w zawodach na warunkach IALC i w 2024 r. odbyły się kolejne MPD.

Krajowe zawody to jednak nie wszystko…

O tak! W tak zwanym międzyczasie, reprezentowałem kadrę Polski na Mistrzostwach Świata Drwali. Impreza rozgrywana jest od 1970 r., początkowo corocznie, potem w cyklu dwuletnim. W 2010 r. pojechałem na MŚD do Chorwacji i były to wówczas moje czwarte zawody w życiu, a już w kadrze. Cztery lata później startowałem na mistrzostwach w Szwajcarii, w 2016 r. w Wiśle, w 2018  r. w Norwegii. Kolejne, po przerwie związanej z Covidem, odbyły się w kwietniu w 2023 r. w Estonii i bardzo dobrze je wspominam, bo do tych zawodów byłem najlepiej przygotowany. Cięło mi się tam najlepiej, czułem się bardzo dobrze, myślałem pozytywnie. Faktycznie byłem przygotowany i cieszyło mnie, że sam tego dokonałem. Zdobyłem w Estonii 9. miejsce w klasyfikacji ogólnej i był to mój wtedy największy sukces.

Rok 2024 był dla ciebie ważny. Kolejne 35. MŚ, tym razem we wrześniu w Austrii, i kluczowa konkurencja, jaką jest ścinka, oraz MPD w Buszowie…

Na długo zapamiętam MŚ w Austrii, bo na nich zdobyłem mój pierwszy medal mistrzostw świata. Uzyskałem drugi wynik w ścince, co było kolejnym spełnieniem marzeń. Podczas tych mistrzostw poczułem wraz z kolegami z kadry, że reprezentujemy mocny środek światowej rangi zawodników. Faktycznie rok 2024 był wyjątkowy, bo kilka dni później, z końcem września, zdobyłem w kraju po raz drugi tytuł Mistrza Polski. No i w minionym roku udało mi się utrzymać tytuł mistrzowski podczas MPD w Koszęcinie.

Wspomniałeś o Lignatorze, który współtworzyłeś i którego jesteś prezesem. Potrzeba uregulowania zasad stawała się już od kilku lat paląca…

Od dawna brać drwalska odczuwała potrzebę uregulowania w kraju zasad organizowania zawodów drwali. Pandemia dodatkowo utrudniła sytuację. Zwróciliśmy się m.in. do SIOMOLU o wsparcie. Marek Bodył, ówczesny redaktor naczelny miesięcznika „Drwal”, był jednym z pomysłodawców, abym objął pieczę nad zawodami. I wówczas uznaliśmy w grupie zaangażowanych zawodników, że powołanie do życia własnego stowarzyszenia da nam niezależność, statut i mechanizm działania. I udało się, w styczniu 2024 r. powołane do życia zostało OSD Lignator. Tworzą go ludzie z bogatym doświadczeniem, zdobytym podczas pracy w lesie oraz w trakcie startów w zawodach drwali. Dostrzegamy niesamowity potencjał tej dyscypliny i zależy nam na organizowaniu, wspieraniu i koordynowaniu imprez, aby poprawiać bezpieczeństwo wśród drwali, podnosić kulturę naszej pracy oraz upowszechniać w społeczeństwie temat zrównoważonego użytkowania lasu.

Naszym celem jest budowanie pozytywnego wizerunku drwala. Od maja 2024 r. Lignator jest członkiem International Association Logging Championships. Dzięki stowarzyszeniu zaczęło przybywać imprez (również na poziomie RDLP) i zawodników, do kalendarza wróciły też Mistrzostwa Polski. Od początku działalności nawiązujemy współpracę z Lasami Państwowymi, udało się przekonać kierownictwo do naszej wizji. LP – to bardzo ważny partner oraz beneficjent naszych działań. Liczymy na rozwój dalszej współpracy, regularne wspieranie kadry na MŚ, abyśmy godnie reprezentowali Polskę na arenie międzynarodowej. Tym bardziej że nasz kraj jest tak bogaty w tradycje leśno-drzewne.

Wróćmy do TL w Tucholi. Co sprawia ci w wykonywanym zawodzie największą satysfakcję i czy charakter pracy pomaga w rozwoju własnym?

Zdecydowanie możliwość pracy z młodzieżą dodaje mi energii, mam kontakt z ludźmi, którzy podzielają moją pasję. „Moje Synki” to inspiracja do rozwoju. Praca w szkole pomaga mi w treningach m.in. ze względu na kalendarz pracy, gdyż szczyt sezonu zawodów przypada na czas urlopowy. Głównie trenuję u siebie w domu, w terenie i na terenie szkoły podczas wakacji w nowej wiacie treningowej. Szkolenie młodzieży to przyjemność, ale lubię trenować też sam na spokojnie, nagrywam wtedy swoje próby, analizuję i poprawiam detale tzw. michałki. Myślę, że dobrze poznałem siebie, potrafię przewidzieć na co mnie stać w danym dniu. Od kilku miesięcy korzystam też z wiaty treningowej postawionej przy domu i obtaczarki treningowej do formowania kłód, dzięki czemu drewno do treningów przygotowuję sobie sam. Dlatego często trenuję sam, bo wtedy lepiej poznaję własne możliwości.

„Synki”? Rozwiniesz?

Oczywiście, bo jestem bardzo dumny z moich wszystkich „Synków”. Choćby na ostatnich MPD w 2025 r. startowało wielu moich wychowanków, których właśnie nazywam synkami. Jakub Rzepa, który zdobył tytuł wicemistrza Polski, a rok wcześniej został Mistrzem Polski Drwali w kategorii junior, Dominik Kazimierowski, Maciej Pilarski, Łukasz Stromski, Adam Hinc i Karol Laskowski, który w tym roku uplasował się na 3. miejscu w kategorii U24. Podczas organizowanych corocznie Mistrzostwach Polski Szkół w Umiejętnościach Leśnych moi wychowankowie są zawsze na podium w klasyfikacji indywidualnej i drużynowej, najczęściej zajmując pierwsze miejsce. Podczas Mistrzostw Europy Szkół w Umiejętnościach Leśnych moi wychowankowie zdobywali złote (Arkadiusz Filipski, Dawid Pietrkiewicz) i srebrne medale (Karol Laskowski). To tylko fragment naszych osiągnięć. Startujemy z sukcesami w kraju i za granicą, kibicuję moim wychowankom i cieszę się z ich osiągnięć.

Czy chciałbyś, aby twój syn podążał twoją ścieżką?

O tak, bardzo chciałbym. Mam takie marzenie, aby startować w zawodach z synem, podobnie jak robią to ojciec Jiři Andĕl z synem Janem z Czech, czy Słowak Jaroslav Kukuc z synem Šimonem. Na ten moment mój synek ma plastikową pilarkę i mnie podpatruje.

Jak długo planujesz startować w zawodach drwali?

Najdłużej, jak tylko będzie mi to sprawiało przyjemność. A zacne wzorce doświadczonych drwali, którzy od lat startują w zawodach, mamy konkretne. Choćby w osobie Marka Bagrowskiego, Zenka Sobolewskiego czy Zbyszka Piwko. Jest w tej dyscyplinie jeszcze wiele do zrobienia…

Kamil Szarmach jest nauczycielem przedmiotów zawodowych w Technikum Leśnym w Tucholi, w którym prowadzi również szkolenia dla młodych drwali. Jest prezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Drwali Lignator. Pracuje z ojcem w ZUL Szarmach oraz w Branżowym Centrum Umiejętności w Dziedzinie Zawodowej Leśnictwo w Tucholi. Jednak najbardziej rozpoznawany jest dzięki swoim licznym sukcesom odnoszonym w startach w zawodach drwali w kraju i za granicą. Jest trzykrotnym Mistrzem Polski Drwali, Wicemistrzem Świata Drwali w ścince. W ciągu kilkunastu lat startował w zawodach aż 74 razy. Jest szczęśliwym mężem i tatą, ma nadzieję, że kiedyś razem z synem wystartuje w zawodach drwali.

Fot. Monika Wysokowicz