Szkoda, że na prąd

Fot. Kacper Wyrwas

Nadeszły smutne czasy i Abarth, sportowa submarka Fiata, stała się całkowicie elektryczna. Testowałem model 600e. I co? I dawno nie miałem tak mieszanych uczuć. Włosi stworzyli auto z ogromnym potencjałem, które ma wszystko poza… odpowiednim silnikiem.

Nie polubiłem „zwykłej” sześćsetki od Fiata. Dużo bardziej przypadł mi do gustu bliźniaczy technicznie Jeep Avenger, ale Abarth 600e to już zupełnie inna historia.

Mięsisty design

Nie da się przejść obok tego auta obojętnie. Okazuje się, że kilka spojlerów, większe koła i parę emblematów sprawiają, że ta włoska klucha na kołach zaczyna mieć charakter. Co ciekawe, auto dostępne jest tylko w dwóch kolorach: wściekłym limonkowym i intensywnie fioletowym. Nadwozie z każdej strony dosłownie oblepiono emblematami skorpiona. Wewnątrz i na zewnątrz naliczyłem ich 15! Jedyne, czego tutaj brakuje, to… rura wydechowa.

Idealne wnętrze

Idealne, bo ma fantastyczną małą kierownicę i świetne kubełkowe fotele – to wystarczy. Cała reszta w sportowym samochodzie przestaje mieć znaczenie. Momentami miałem wrażenie, że wsiadłem do auta, które przed chwilą wyjechało z początku lat dwutysięcznych. Funkcjonalność? Poza fotelami, które podczas codziennej, miejskiej jazdy trochę męczą, Abarth nie różni się niczym od tego, co oferuje kabina zwykłego Fiata 600.

To auto chce jechać!

Abarth 600e jest szybki. 280 KM i masa własna wynosząca 1,5 t pozwalają na osiągnięcie pierwszej setki w nieco ponad 6 s. Podczas testu było bardzo zimno, więc nie byłem w stanie sprawdzić do końca, jak to auto skręca i jak hamuje, ale jednego jestem pewien. Dawno nie jeździłem samochodem, który był tak piekielnie twardy. Konstrukcja i masa aut elektrycznych zawsze wymagały zastosowania twardszych nastawów zawieszenia, ale tutaj Włosi wręcz otarli się o abstrakcję. W tym samochodzie nie ma nawet śladowego komfortu.

Pali jak smok

Papierowe dane obiecują zasięg ponad 300 km na jednym ładowaniu. Nieźle, ale już po kilku godzinach jazdy po mieście komputer pokładowy mocno sprowadził mnie na ziemię. Ogrzewanie kabiny, podgrzewanie fotela, trochę stania w korkach i… prądu wystarczyło na niecałe 150 km. W takich warunkach właściciele elektryków wyjątkowo dotkliwie poznają wady tego typu konstrukcji.

Jest drogo

Cena? Minimum 195 tys. zł, a za bogatszą wersję Scorpionissima – 212 tys. zł. Drogo, ale producenci, gdy dochodziły do głosu emocje, zawsze się odpowiednio cenili. Konkurenci? Jest elektryczny MINI Cooper i jest Alpine A290. Oba w bardzo podobnej cenie, o podobnym charakterze i… oba elektryczne. Abarth 600e to samochód… dziwny. Włosi stworzyli auto z wyjątkowym charakterem i ogromnym potencjałem, potencjałem pod… silnik benzynowy. Wyszło, ale nie do końca. Szkoda.

Photo: Simon Palfrader
Photo: Simon Palfrader
Fot. Kacper Wyrwas