Mała limuzyna

Fot. Kacper Wyrwas

Segment B to segment najmniejszych, miejskich samochodów. To wiadomo. Segment premium to zaś luksus, prestiż i skojarzenia z największymi limuzynami. To również wiadomo. Czy te dwa kompletnie różne światy mogą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego? Lexus modelem LBX pokazuje, że tak.

Wiele firm już próbowało, nawet Aston Martin, który pod swoją marką sprzedawał kiedyś dwumiejscową Toyotę IQ. Wtedy? Wyszło przeciętnie. A jak to zrobić dzisiaj i zrobić to dobrze? Lexus demonstruje to modelem LBX.

Z zewnątrz zwyczajny

Czym jest LBX? To – oczywiście w dużym uproszczeniu – Toyota Yaris Cross w trochę bardziej eleganckim przebraniu. Powiedziałem w uproszczeniu, bo Lexus, tworząc LBX-a, wykonał kawał dobrej roboty i większości klientów nawet nie przyjdzie do głowy, że pod karoserią z „L” na masce kryje się mała Toyota. Stylistycznie najmniejszy Lexus nie ma nic wspólnego z biedniejszym krewnym. LBX jest też minimalnie szerszy i dłuższy od Yarisa Cross. Sam design nie jest może szczególnie kosmiczny, ale wygląda świetnie.

Wewnątrz czuć premium

Jest bardzo dużo skóry i jeszcze więcej alcantary, są świetne tworzywa i bardzo wysoka jakość wykonania. W tym wnętrzu jest wszystko, co znamy z większych Lexusów, więc jest również dużo fizycznych przycisków i świetna ergonomia. Za kabinę w kategorii jakości należy się LBX-owi komplet punktów, bo o tym, że to segment B, świadczą tylko i wyłącznie wymiary. Wyjątkowo denerwującą awangardą są natomiast elektroniczne klamki. Aby otworzyć drzwi, trzeba wcisnąć przycisk, a jeśli coś się stanie z prądem, jest też zwykła, awaryjna klamka, za którą po prostu się ciągnie. Sztuka dla sztuki…

Jazda? Bez rewelacji

LBX nie grzeszy osiągami i absolutnie nie jest rakietą. Układ hybrydowy oparty na benzynowym silniku 1,5 i silniku elektrycznym produkuje systemowe 136 KM. W połączeniu z bezstopniową skrzynią całość rozpędza się do pierwszej setki w trochę ponad 9 s. Szału nie ma, ale… LBX jeździ zaskakująco wdzięcznie. Mały Lexus, chociaż jego zawieszeniu daleko do sportowego, prowadzi się zaskakująco pewnie i pozwala na naprawdę sporo, jednak zdecydowanie więcej przyjemności daje podczas spokojnej, ekonomicznej jazdy. Zawieszenie to kompromis między komfortem a pewnością prowadzenia, a stosunkowo wysokie opony i spory prześwit dają dodatkowe możliwości i są świetnym dodatkiem do napędu na cztery koła.

Jest drogo

Ceny? Tutaj robi się interesująco i dla niektórych pewnie wręcz… abstrakcyjnie. Dlaczego? Bo podstawowy LBX kosztuje prawie 135 tys. zł, o prawie 25 tys. więcej niż podstawowy Yaris Cross. Mało tego, żeby pokazać perspektywę, wspomnę, że za 135 tys. zł można mieć już Kię Sportage, a więc SUV-a większego o dwie klasy. Topowa odmiana LBX-a, wyposażona po dach i z napędem na cztery koła, to już 230 tys., a więc tyle, ile trzeba zapłacić np. za Citroena C5 Aircross z hybrydą plug-in pod maską. Lexus modelem LBX pokazał, że połączenie segmentu B z zaletami, które dotychczas dawały najbardziej prestiżowe modele, jest jak najbardziej możliwe i może mieć sens, ale… nie zabraknie też takich, którzy powiedzą, że LBX to nic więcej niż tylko sztuka dla sztuki.

Fot. Kacper Wyrwas