Wilk w Polsce – perspektywy racjonalnej koegzystencji z człowiekiem
W krajowej prasie część artykułów, których treść dotyczy konfliktu pomiędzy wilkiem a człowiekiem, przedstawia kontrowersyjne dane i opinie, które dezinformują nasze społeczeństwo.
W krajowej prasie część artykułów, których treść dotyczy konfliktu pomiędzy wilkiem a człowiekiem, przedstawia kontrowersyjne dane i opinie, które dezinformują nasze społeczeństwo.
W obliczu narastającej debaty społecznej o wilkach i ich przyszłości w Polsce, dostrzegliśmy rosnącą potrzebę zebrania w jednym miejscu faktów i obaleniu mitów dotyczących tych drapieżników. Tak powstała broszura „Stop wilczej dezinformacji” wydrukowana przez Oficynę Wydawniczą Oikos.
Nieczęsty to przypadek, kiedy Senat organizuje konferencję, na której politycy, leśnicy, naukowcy, działacze ekologiczni i myśliwi zasiadają do dyskusji nad jednym z rodzimych drapieżników. Konferencję „Przyszłość wilka w Polsce” (9 kwietnia) zorganizowano za przyczynkiem m.in. senackiej i sejmowej komisji środowiskowych. I choć pokonferencyjna konkluzja była jedna – wilk wymaga ochrony, to już z wizjami tejże było różnie.
W parlamencie trwają prace nad opiniowaniem senackiego projektu zmian w ustawie o ochronie przyrody. W proponowanych poprawkach Skarb Państwa odpowiadałby za wszystkie szkody wyrządzone przez wilki, bobry, niedźwiedzie, rysie i żubry. Bez znaczenia miałoby być, czy szkoda powstała na gruncie leśnym, rolnym, rybackim czy jeszcze innym.
Maria Nurowska „Nakarmić wilki” Wydawnictwo W.A.B., 254 s. Nie znoszę książek o miłości. Są odrealnione, płytkie i nudne. Z zasady takich nie czytam. Biorąc do rąk książkę Marii Nurowskiej, bałem się, że nie zdzierżę i rzucę ją w kąt. Po dwóch godzinach czytania otrząsnąłem z siebie resztki bieszczadzkich igieł, kilka wilczych kłaków i odłożyłem „Nakarmić wilki”. W całości przeczytane. Jest to książka o miłości, a właściwie o miłościach – bo tych jest w powieści kilka. Kasia, główna bohaterka, kocha bowiem wiele, choć na początku tego sama chyba nie wie: kocha Bieszczady, przyrodę, wolność, a nade wszystko kocha wilki. I, z biegiem kart, Olgierda. Te uczucia są nie tylko motorem całości, ale też nicią zgrabnie łączącą wszelkie wątki i wydarzenia przedstawione w książce. Czemu to właśnie książka „Nakarmić wilki” mogłaby trafić do czytelników „Lasu Polskiego”? Może dlatego, że śledząc historię młodej absolwentki Wydziału Leśnego SGGW część z Was zobaczy siebie. Być może przypomnicie sobie swoje, ponoć najlepsze, lata, gdy niepomni na trudy i niewygody podróży, ruszaliście w poszukiwaniu swojej przyszłości, marzeń i przygód. Niewykluczone, że część z Was, czytając najnowszą powieść Marii Nurowskiej zobaczy, co straciła, nie decydując się na karierę naukową, a być może upewni się w słuszności podjętych decyzji. „Nakarmić wilki” jest książką, którą powinien przeczytać każdy student leśnictwa w Polsce. Nie zawsze bowiem w ogólnodostępnym obiegu można zdobyć pozycję, która właśnie tę grupę, tak specyficzną i pełną emocji, przedstawia w taki emocjonalnie pozytywny sposób, jak czyni to Maria Nurowska. Powinni ją także, drodzy leśnicy i adepci sztuki leśnej. przeczytać wasi rodzice, mężowie, żony, partnerzy i dzieci – może dzięki niej w końcu zaczną Was w pełni rozumieć. Wydawnictwo W.A.B. wydając książkę Marii Nurowskiej postarało się – sztywna okładka i przyjazny (czyt. łatwy do trzymania w dłoni) format, a zarazem niewielka waga, duże litery i przejrzystość całości – oto przepis na dobrą książkę od strony edytorskiej. Dodatkową referencją dla tej pozycji jest współpraca przy jej tworzeniu młodych ludzi, którzy poznali wilcze obyczaje i podzielili się tą wiedzą z autorką. Książkę czyta się naprawdę wartko i z wypiekami na twarzy, a zakończenie zaskakuje jak pełna lodówka w akademiku. I tylko na koniec chce się wyć. Nawet mieszkając w środku miasta. BASZA
Kiedy ponad trzy lata temu padła propozycja: „a może zorganizujmy obóz na temat wilków w Bieszczadach?”, nikt nie brał tego na serio. Przecież trzeba załatwić mnóstwo formalności, znaleźć opiekuna, a i o pieniądze nie będzie łatwo… A poza tym kto będzie chciał w zimie, w śniegu po pachy łazić po górach? A jednak znaleźli się tacy, co chcieli. Na pierwszy, trwający 10 dni obóz, w lutym 2004 r. wybrało się ośmiu studentów Wydziału Leśnego SGGW. Mieliśmy dwie pary rakiet śnieżnych i dużo zapału.