X-Trail – na niezbyt trudne szlaki

30 marca 2011 09:25 2011 Wersja do druku

Problem z Nissanem X-Trail, jakim miałem okazję pojeździć, był tylko jeden – auto było... zbyt nowe.
Na liczniku miało zaledwie 12 kilometrów. Współczesne samochody są produkowane w tak wysokim reżimie technologicznym, że teoretycznie nie ma mowy o czymś, co dawniej nazywano okresem docierania – gdy spasowane niemal „na oko” części musiały się właśnie „dotrzeć” w pełnym znaczeniu tego słowa.

A jednak, wsiadając do tego nowiutkiego SUV-a nie mogłem sobie pozwolić na wykorzystanie pełnej mocy silnika, na obciążanie go nad miarę podczas pokonywania trudniejszego terenu, czy na jazdę zbyt szybką. Bo kolejny użytkownik auta zachodziłby w głowę, czemu całkiem niezły samochód zrobił się dziwnie ociężały i nie ma ochoty pokazać, co naprawdę potrafi...

X-Trailem jeździłem w pełni zimy i akurat w okresie, gdy panował siarczysty mróz, a odpowiedzialne (?) służby miały tradycyjne kłopoty, by nadążyć z odśnieżaniem po obfitych opadach śniegu. Ani razu nie miałem najmniejszych (!) kłopotów z uruchomieniem silnika w tych trudnych warunkach. To co mnie uwierało, to dość długi czas dochodzenia silnika do normalnej temperatury pracy (co dodatkowo nakazywało delikatniejszą jazdę), ale taka już uroda większości silników wysokoprężnych, z turbodoładowaniem, które muszą mieć większą objętość układu chłodzenia. Natomiast podgrzewane fotele w pierwszych minutach jazdy były niezwykle wręcz przydatne... Po kilkunastu minutach można było podgrzewanie siedzeń wyłączyć, bo w kabinie działał już wydajny system klimatyzacji.

X-Trail nowej generacji różni się od swego poprzednika nie tylko wyglądem, choć trzeba przyznać, że zmiany zdecydowanie go poprawiły – poprzedni model był mało wyrazisty. Zmiany w nadwoziu obejmują modernizację przodu (inna osłona chłodnicy, zmienione reflektory i zderzak), z tyłu lampy z diodami LED, efektowne alufelgi. Niby niewiele, ale X-Trail jest teraz zdecydowanie ładniejszy. Samochód w niewielkim stopniu (mniej więcej po centymetrze w każdym wymiarze) urósł, (wykorzystano płytę podłogową Qashai) polepszył się również współczynnik oporu powietrza i zwiększyła pojemność bagażnika (w nim chytrze schowana szuflada), który jest największy w swojej klasie. Przyjemniejsze i bardziej przyjazne jest także wnętrze. Trzeba docenić i jakość materiałów wykończeniowych, i liczne schowki, i fakt, że konstruktorzy zdecydowali się przenieść zegary za kierownicę, a więc na wprost oczu kierującego, podczas gdy w poprzednim modelu były one umieszczone centralnie i trzeba było zezować.

Silnik dCi (z takiej samej dwulitrowej pojemności można wybrać jednostkę 150 lub 173-konną) jak na masę pojazdu i jego rekreacyjny a nie roboczy charakter znakomicie spełnia swa rolę. Nawet w słabszej wersji ma duży moment obrotowy, dostępny przy niskich obrotach. Współpracuje z 6-biegową skrzynią manualną lub automatem o takiej samej liczbie przełożeń. Wersja z automatem ogranicza dmc ciągniętej przyczepy
z 2,2 do 1,35 tony.

Bardzo skuteczne hamulce (zarówno z przodu jak i z tyłu wentylowane tarcze), samochód nie nurkuje przodem nawet przy ostrym hamowaniu, współdziałają z EBD i Brake Asist.

Widoczność z fotela kierującego bez zastrzeżeń, a przeszklony dach, sięgający aż do tylnych foteli jest dodatkową atrakcją dla podróżujących.

O bogatym wyposażeniu standardowym i opcjonalnym można by pisać wiele, wspomnę więc
tylko o sprytnej kamerze cofania, W
większości samochodów tej klasy to już standard, ale w Nissanie mamy dodatkowo coś bardzo przydatnego: otóż prócz obrazu z tyłu samochodu, na dużym ekranie pojawia się także zaznaczony dwiema liniami tor jazdy, zależny od tego, jak ustawimy kierownicę.

Na nawierzchniach twardych samochód prowadzi się bez zastrzeżeń. Siedzenia są wygodne, a miejsca z tyłu wystarczająco dużo dla trzech dorosłych osób. Zawieszenie – z przodu MacPherson, z tyłu niezależne typu Multi-Link – nie powoduje dyskomfortu na wybojach i dziurach, układ kierowniczy (wspomagany elektrycznie) jest precyzyjny. Ze względów, o których pisałem na wstępie, nie mogę podać zużycia paliwa w teście, na odpowiedzialność producenta informuję więc, że na szosie wynosi ono 5,5, a w cyklu mieszanym 6,4 litra oleju napędowego na 100 kilometrów.

Wydaje się, że auto, jak na SUV w średnio trudnym terenie sprawuje się nieêle. Nie szukałem wprawdzie stromych wzniesień i wyjątkowo skoleinowanych polnych dróg, ale też i nie zakopałem się w głębokim śniegu, w którym po to, by sprawnie jechać nie musiałem męczyć silnika, ani specjalnie znęcać się nad skrzynią biegów.

Spore koła 17 lub 18-calowe, z oponami odpowiednio 225/60 R17 lub 225/55 R18, stosunkowo wysoki prześwit i niewielki promień skrętu to zalety tego auta. Satysfakcjonujący jest również zmodernizowany system sterowania napędem kół typu All Mode. Zjazdy ze stromych wzniesień ułatwia system DSS, a system UCC sprawia, że wjazd pod górę jest prostszy i bezpieczniejszy. Ciekawostką są dodatkowe światła wkomponowane w relingi, które według producenta doświetlają drogę na dystansie 180 metrów, wiązką szeroką na 15 m co zwłaszcza w terenie jest bardzo przydatne.

Oczywiście w trudny teren bym się X-Trailem nie pchał bez asekuracji, ale jako auto rodzinne i rekreacyjne wydaje się godne polecenia.

W badaniu przeprowadzonym przez OBOP na temat aut wybieranych przez menagerów Nissan jest liderem wśród segmentu 4x4. No cóż, ta klasa pracowników zarabia „stosunkowo” więcej niż zwykły śmiertelnik. Bo w zasadzie jedyną wadą X-Traila jest jego cena: najtańszy wariant kosztuje 118 tys. brutto...

MTR