Prawie premium

Fot. Kacper Wyrwas

Myślisz „premium”, mówisz „Audi, BMW, Mercedes”, ale są marki, które aspirują do bycia właśnie premium. Jedną z nich jest francuski DS. Czy to możliwe? SUV DS7 pokazuje, że tak.

Z zewnątrz auto absolutnie nie szokuje. Widać w tej stylistyce trochę Audi, może trochę Infiniti. Zamiast ostrych kantów są krągłości, ale nie brakuje też dynamicznych, designerskich cięć.

Liczą się detale

DS7 jako całość to prosta bryła klasycznego SUV-a. Bez udziwnień czy robienia z tego na siłę wydumanego coupe. Jest elegancko i umiarkowanie, a żeby dostrzec ten pierwiastek premium, trzeba mu się przyjrzeć trochę bliżej. To np. pięknie zaprojektowane wewnętrzne części reflektorów i tylnych lamp, to umieszczone w zderzaku pionowe linie pełniące funkcję świateł do jazdy dziennej i kierunkowskazów, to wreszcie dwukolorowe nadwozie z kontrastowym dachem. Jako całość DS7 broni się lepiej niż dobrze.

Jest klimat

Kabina to hektary skóry i alcantary, którą wykończono nawet tunel środkowy z klasycznym lewarkiem skrzyni biegów. Po francusku wygodne fotele ozdobiono efektownymi wzorami wyhaftowanymi kontrastową nicią. Przez środek deski rozdzielczej biegnie szeroki pas kremowej alcantary, na którym wypalono laserowo kształt latającego balonu. To cecha wersji wyposażenia Jules Verne i nawiązanie do twórczości francuskiego pisarza. Ergonomia miejscami trochę kuleje, ale Francuzi przez lata przyzwyczajali nas do swojej fantazji.

Mocy pod dostatkiem

Egzemplarz, którym jeździłem, to hybryda plug-in z napędem na cztery koła. W tym segmencie, jeżeli coś ma być premium, musi mieć pod maską coś konkretnego. Wsiadłem do auta z czterocylindrowym, doładowanym silnikiem o pojemności 1,6 l i dwoma silnikami elektrycznymi. Taka całość przekłada się na bardzo przyzwoite 300 KM (a jest jeszcze wariant o mocy 360 KM!). Jak radzi sobie wspomniane 300 KM? Lepiej niż dobrze. To pierwsza setka w 6 s i niezła trakcja dzięki napędowi na cztery koła.

Przede wszystkim komfort

Wszystko za sprawą francuskiego zawieszenia, które dzięki kamerze dostosowuje się do nawierzchni. Elektroniczne oko patrzy na 20 m do przodu, analizuje drogę i błyskawicznie dopasowuje pracę każdego z amortyzatorów do sytuacji. Działa to fenomenalnie, chociaż zupełnie inaczej niż stara, legendarna hydropneumatyka, którą przez dekady zachwycał Citroen.

Co oferuje DS7?

Bez wątpienia daje ten francuski motoryzacyjny pierwiastek, który znamy ze starszych modeli Citroena. Pierwiastek niepodrabialny, który powstał w chwili debiutu starego DS-a. Ten współczesny DS7, podobnie jak inne modele, nie jest autem dla tych, którzy szukają absolutnego premium. To jeszcze nie ten poziom. Nie jest też autem dla ludzi, którzy cenią porządek, funkcjonalność i czysty pragmatyzm. Jest bez wątpienia autem dla tych, którzy lubią oryginalność, awangardę, odrobinę szaleństwa i fantazji, a te wszystkie cechy bardzo sprytnie wynagradzają niedoskonałości DS7.

Fot. Kacper Wyrwas