Mapa "miejsc ograniczenia wycinek" zaprezentowana przez resort klimatu i środowiska
Pamiętnego 8 stycznia 2024 r. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wydało polecenie oznaczające m.in. dla Nadleśnictwa Bircza (RDLP w Krośnie) wyłączenie z pozyskania terenu o powierzchni 8210 ha (tzw. strefa czerwona). Ponadto, ponad 4004 ha lasów objęto ograniczeniami w prowadzeniu gospodarki leśnej (tzw. strefa niebieska), która wskutek interwencji leśników, prezentujących merytorycznie uzasadnienie przeciwko jej utrzymaniu, została ostatecznie przez MKiŚ zniesiona.
Powyższe działania poskutkowały spadkiem pozyskania drewna w stosunku do założonego w planie na ten rok aż o 34%.
Polecenie to, określane jako tzw. moratorium na wycinkę na terenach cennych przyrodniczo, w pewnym sensie usatysfakcjonowało aktywistów, dążących m.in. do utworzenia Turnickiego Parku Narodowego i wywołało niepokój u mieszkańców terenów, których dotyczyło. Pojawiły się głosy porównujące to polecenie do ręcznego sterowania, czy nawet do dekretów Bieruta, z których skutkami przez dziesięciolecia musieli męczyć się Polacy.
Nowa rzeczywistość
Od czasu wprowadzenia w życie tego polecenia minęły już dwa lata. I przez ten czas Nadleśnictwo Bircza musiało jakoś funkcjonować. I to w sytuacji trudnej przede wszystkim formalno-prawnie. Polecenie ministra nie jest przecież aktem nadrzędnym nad ustawą, czy chociażby nad rozporządzeniem, i rygorystycznie przestrzegając kategoryzacji aktów prawnych, można było je zignorować. Leśnicy zdecydowali o wykonaniu tego polecenia, a… historia osądzi, czy tak należało postąpić.
Dodatkowym problemem był fakt, że początek obowiązywania polecenia nastąpił w momencie najgorszym z możliwych, czyli po rozstrzygnięciu postępowań przetargowych na 2024 r., obejmujących oczywiście tereny, na których wprowadzono zakaz cięć. Nadleśnictwo Bircza, aby uniknąć procesów odszkodowawczych, musiało więc, dla firm, z którymi zawarło już umowy, zabezpieczyć przynajmniej 70% zakresu prac. I to zarówno w obszarze kwot, jak i pozyskanej miąższości surowca.
Ratując się w tej sytuacji, zgodnie z zaleceniem z ministerstwa, przesuwano pozyskanie z przyszłych lat na rok 2024. Umożliwił to fakt, że Nadleśnictwo Bircza było w ostatnich latach 10-letniego pul i mogło to zrobić, przesuwając prace zaplanowane na lata 2025 i 2026 na terenach, których nie objął zakaz pozyskania. Zapewnienie odpowiedniej ilości prac nie udało się tylko w przypadku jednej firmy i sprawa trafiła do sądu.
Oczywiście w przetargach na rok 2025 i obecny, nie planowano już żadnych prac oznaczających wycinkę na terenach objętych moratorium. Pozyskanie planowano tylko na pozostałych terenach tego nadleśnictwa, a na tamtych zaplanowano jedynie prace z zakresu hodowli i to w niewielkim zakresie, czyli pielęgnację lub zabezpieczanie upraw. Wszystko to w atmosferze niepewności i braku wiedzy o tym, co dalej. A przecież leśnictwo to dział, w którym konieczne jest planowanie na kolejne dziesięciolecia, a nie na lata.
Dwa różne podejścia
Obecnie, zgodnie z harmonogramem, w Nadleśnictwie Bircza przygotowywany jest nowy pul na kolejną dekadę, czyli obowiązujący od 2027 roku. I leśnicy z Birczy stanęli przed nowym dylematem. Czy podczas tych prac przygotowawczych uwzględniać tereny objęte moratorium, a jeśli tak, to jak je traktować? Podjęto jedyną możliwą decyzję o traktowaniu moratorium, jako aktu niższego rangą, nie znoszącego zapisów ustawy o lasach i prace nad pul są prowadzone tak, jakby moratorium nie było. Ale czy tak przygotowany plan zostanie zaakceptowany przez ministerstwo? Raczej nie. Jak więc sytuacja zostanie rozwiązana? Nikt tego nie wie. Na razie trzeba poczekać na to, jak resort potraktuje tak przygotowany dokument.
Wiadomo już dzisiaj, że utworzenie Turnickiego Parku Narodowego w najbliższym czasie się nie uda. Z różnych powodów, z których głównym jest opór miejscowych samorządów przeciwko zastosowaniu tego rozwiązania na tym terenie. Przez minione dwa lata zaczęły więc pojawiać się różne rozwiązania…
Jednym z pomysłów, które pojawiły się ze strony ministerstwa, było utworzenie rezerwatu Reliktowa Puszcza Karpacka na terenach objętych moratorium. Takie rozwiązanie ze strony formalnej jest wykonalne, bo w tym przypadku decyzję samodzielnie podejmuje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, a w przypadku parku narodowego konieczna jest zgoda samorządów lokalnych, czyli społeczeństwa, zdecydowanie przeciwnego utworzeniu parku.
Mimo, że utworzenie rezerwatu ze strony formalnej jest możliwe, to ze strony miejscowych realiów nie jest rozwiązaniem, które można bezproblemowo przeprowadzić. Tereny objęte tutaj moratorium nie stanowią jednolitego monolitu, tylko dotyczą ok. 60 kompleksów leśnych, pomiędzy którymi znajdują się np. powierzchnie powojennych nasadzeń sosnowych, w których konieczne będzie prowadzenie przebudowy. A utworzone rezerwaty uniemożliwią dostęp do tych terenów i powstanie konieczność budowania nowych szlaków. Opłacalność takich działań zostanie bardzo obniżona, a przebudowy są konieczne. No i powstaje pytanie o sens tworzenia 60 odrębnych rezerwatów…
Szukanie kompromisu
Postawieni w takiej sytuacji leśnicy zaczęli szukać kompromisowych rozwiązań. Tworzenie nowego pul jest przecież idealnym momentem na zbadanie tzw. stanu rzeczywistego i zaplanowanie przyszłych działań. I tak się obecnie dzieje – taksatorzy opisują drzewostany i nanoszą swoje uwagi. I już widać wiele problemów, chociażby takich, jak wynikająca z pojawiających się okresów suszy słaba zdrowotność zaatakowanej przez jemiołę jodły czy buków rosnących w partiach przyszczytowych, u których też, ze względu na susze, pojawiają się suchoczuby. A te zagrożone rozpadem drzewostany jodłowe i schnące buki porastają także tereny właśnie objęte moratorium. Stwierdzenie tych faktów stawia w całkowicie innym świetle trwałość tych ekosystemów leśnych.
Po pewnym okresie zmagania się z sytuacją wynikającą z moratorium na pozyskanie drewna na niektórych terenach, z inicjatywy Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych powstał projekt określany jako Nadleśnictwa Puszczańskie. Nadleśnictwo Bircza zostało objęte tym projektem. W dużym skrócie koncepcja ta polega na podzieleniu na trzy strefy drzewostanów na terenie, których prace wykonywane są z różną intensywnością. Pierwsza strefa oznacza wstrzymanie wszelkich prace, a np. druga oznacza zmianę zasad gospodarowania i stosowanie rębni mniej intensywnych. Projekt ten nie spotkał się z przychylnością ze strony ministerstwa i organizacji pozarządowych (NGOS).
Niestety osoby związane z NGOS widzą tylko stare lasy, które ich zdaniem trzeba chronić przez zakaz jakiejkolwiek ingerencji, a te lasy przetrwały przecież pod zarządem leśników. Nie zostały zdewastowane, bezmyślnie wycięte ani zniszczone w żaden inny sposób, jaki zarzuca się leśnikom opiekującym się nimi. I brakuje zrozumienia tego, co obecnie się z nimi dzieje.
Opracowania naukowe, m.in. prof. Sochy, kładą nacisk na to, że należy zwrócić uwagę przede wszystkim na młode pokolenie w lasach. Stare drzewa zagrożone suszą nie są w stanie szukać aktywnie wody i będą skazane na zamieranie. Zadbać należy o zainicjowanie powstania i późniejsze wypielęgnowanie młodego pokolenia pochodzenia naturalnego, które będzie w stanie przystosować się do postępujących zmian klimatycznych. Taki cel osiągnąć można wyłącznie poprzez umiejętne prowadzenie cięć pielęgnacyjnych, których celem jest skuteczna regulacja warunków świetlnych w drzewostanie.
Podobnie jest w przypadku analiz pochłaniania i wbudowywania dwutlenku węgla. Stare drzewa robią to już w stopniu minimalnym a młode bardzo intensywnie. Niestety taka wiedza jest chyba obca osobom próbującym narzucać, jakie działania należy w lasach prowadzić, a jakie nie. Zdają się nie dostrzegać oczywistego faktu, że jeśli drzewostany ulegną rozpadowi i w porę nie wprowadzi się nowego pokolenia, to chronione, cenne gatunki ptaków i innych zwierząt stracą miejsca umożliwiające ich przetrwanie i skuteczny rozród. Osoby te zdają się tylko widzieć, że jest ładnie, więc to trzeba chronić, nic nie robiąc, a leśnicy doskonale wiedzą o tym, że trzeba mocno pracować, aby nadal tak było.

Podjęliśmy decyzję o wydaniu pierwszej decyzji o ograniczeniu i wstrzymaniu wycinek najcenniejszych obszarów leśnych w Polsce. Czas wyprowadzić piły z części polskich lasów, zwłaszcza te, które cięły najcenniejsze obiekty przyrodnicze – mówiła w styczniu 2024 r. minister klimatu i środowiska Paulina Henning-Kloska
Niepewna przyszłość
Niestety, przedstawienie pul będącego kontynuacją wcześniejszych kierunków działań, może zakończyć się problemami z zaakceptowaniem go przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. A przecież to te kierunki doprowadziły tereny leśne w Nadleś-
nictwie Bircza do obecnego stanu, chwalonego nawet przez NGOS-y, bo jeszcze jest co chronić. Jednak pieniądze na wszelkie działania w kierunku ochrony przyrody na tym terenie wypracowywało właśnie Nadleśnictwo Bircza. I m.in. przez to nigdy nie było nadleśnictwem wybitnie dochodowym, bo miało zawsze dużo zadań ochronnych. Środki z celów produkcyjnych były przenoszone na zadania ochronne i jakoś dało się to finansować. Przy obecnym ograniczeniu cięć, wynikającym z moratorium, nadleśnictwo nie będzie w stanie sprostać tym obciążeniom. Ochrona przyrody kosztuje i pochłania naprawdę duże kwoty.
Starania nadleśnictwa o utrzymanie dotychczasowego sposobu zarządzania tymi terenami popierają i rozumieją przedstawiciele miejscowych samorządów i mieszkańcy tych terenów. Zorganizowany przy Nadleśnictwie Bircza Zespół Lokalnej Współpracy zdecydowanie jest przeciwny tworzeniu nowych form ochrony przyrody na tych terenach. Zwłaszcza, że już i tak jest tutaj osiem rezerwatów o ł?cznejącznej powierzchni 1550 ha. Do tego dochodzą jeszcze inne formy biernej ochrony przyrody, takie jak strefy ochronne dla zwierząt, roślin i grzybów. Razem wyłączonych z gospodarki leśnej jest ponad 3 tys. ha, nie wliczając w to terenów objętych moratorium. Dodać należy, że cały obszar objęty jest ochroną w ramach Natura 2000, gdzie nakładają się na siebie dyrektywy ptasia i siedliskowa, a także funkcjonuje ochrona w ramach parków krajobrazowych. To wszystko daje pewność, że nie może być zagrożenia dla tych lasów nadmierną eksploatacją i ludzie żyjący tutaj doskonale to rozumieją.
Opór tutejszych mieszkańców, reprezentowanych przez samorządowców, nie jest bezpodstawny. Przedstawiciele samorządów z tych terenów mają sporą wiedzę na temat tego, jakie zmiany spowodowało powołanie innych parków narodowych. Kontaktują się z innymi samorządami i wymieniają doświadczeniami. Takie informacje, jak chociażby dotyczące utworzonego w 1995 r. Magurskiego Parku Narodowego, docierają tutaj i nie są dobrą rekomendacją do tego, aby na tych terenach podziało się coś podobnego. Samorządowcy doskonale wiedzą, że to, co tam obiecywano, było utopią i nic z tego nie zostało później spełnione. Z tego powodu dążenia leśników do zarządzania tutejszymi lasami w ramach racjonalnej gospodarki znajdują daleko idące zrozumienie i poparcie wśród tutejszych samorządowców i innych mieszkańców.
Bardzo istotnym zagadnieniem jest także funkcjonowanie na tych terenach Tarczy Wschód, mającej na celu zabezpieczenie granicy z Ukrainą. Przy planowanych ogromnych wydatkach związanych z obecną sytuacją geopolityczną, należy przewidywać, że wydatki na ochronę przyrody zostaną, jak zwykle w takiej sytuacji, odsunięte na dalszy plan.
Te wszystkie uwarunkowania zmuszają niestety do przekonania, że moratorium na prace pozyskaniowe wprowadzone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska raczej nie będzie działaniem, które szybko zostanie w jakiś cywilizowany sposób sformalizowane. Można się tym martwić albo z tego cieszyć, ale na pewno dla takich nadleśnictw jak Nadleśnictwo Bircza oznaczać to będzie działanie bez precyzyjnego planu, z niepewnością jutra i ze świadomością stosowania się do zaleceń prawa, które prawem nie jest.