Precyzyjny pomiar, czytelne oznakowanie i porządnie sporządzony raptularz to podstawa dobrze wykonanych szacunków brakarskich
Ośnieżone drogi, piękne białe kolaże usnute na koronach i gałęziach drzew czy trzeszczący pod podeszwami butów śnieg. Można się przy tym rozczulić, a nawet zakochać w takim wyobrażeniu zimy i początku kolejnego roku. Ten czas oprócz sielskich wspomnień kojarzy się z rozpoczęciem zupełnie świeżego rozdania w każdym nadleśnictwie – z początkiem roku gospodarczego.
Nowe umowy, nowi odbiorcy drewna, wykonawcy usług leśnych to jedynie kilka przykładów, które jako pierwsze przyszły mi do głowy. Ten jeszcze zimowy czas jest też momentem, w którym w naszych głowach pojawia się cichy, ale stanowczy głos przypominający o zbliżających się szacunkach brakarskich. Kolejna czynność będąca solą pracy w lesie. Przybliżana i to z dużym naciskiem już w szkole średniej, co tylko podkreśla jej wagę. Szacunki robimy corocznie. Nie jest to jednorazowa czynność, którą można szybko wykonać i o której można równie szybko zapomnieć. Temat szacunków brakarskich ciągnie się kilka dobrych miesięcy, a pochodne tego mają duży wpływ nie tylko na gospodarowanie w lesie, lecz także na finanse nadleśnictwa. A skoro nadleśnictwa, to i Skarbu Państwa. Po tym jakże poważnym wstępie i porównaniu usiądźmy głęboko w fotelach oraz krzesłach obrotowych i przypomnijmy sobie, jak ważne są szacunki brakarskie.
Nie takie błahe szacunki
Szacunki brakarskie jako czynność w spojrzeniu holistycznym służą do opracowania planu pozyskania na następny rok. Z tegoż planu wprost wynikać będzie plan sprzedaży. Z niego zostanie zaś określona suma przychodów dla jednostki. Te z kolei mają wpływ na sumę możliwych do poniesienia kosztów i szereg makrowskaźników. I chociaż dosyć szybko i sprawnie przebyliśmy drogę od wyjścia ze średnico- i wysokościomierzem do lasu do planu finansowo-gospodarczego, to chciałbym podkreślić znaczenie i późniejszy wpływ prawidłowo (lub nie) wykonanych szacunków. Pracochłonność, wybór pozycji, prawidłowa klasyfikacja, dobór współczynników zwiększających, intensywności cięć z hektara – to i wiele innych czynników determinuje późniejsze, o wiele bardziej poważne aspekty prowadzenia nadleśnictwa na wielu poziomach. Nie będę w tym tekście wypisywał kolejnych „przykazań” podczas terenowych prac nad szacunkami brakarskimi. Są to na tyle głęboko zakorzenione zasady, że ich przypominanie nie ma sensu. Sensem jest za to pewne uświadomienie nam wszystkim, co z pewnych niedokładności może później wyniknąć. Błędy wynikające z niedokładności pomiaru pierśnicy czy wysokości wśród drzew reprezentacyjnych mogą wynosić całkiem spore wolumeny późniejszej miąższości przewidzianej do pozyskania. W przypadku błędu o tylko jeden metr na pomiarze wysokości masa do pozyskania może się różnić aż o 7%. To samo w przypadku błędu w pomiarze pierśnicy o jeden centymetr – może to dać różnicę w późniejszym pozyskaniu wynoszącą jeszcze więcej, bo 10%. Nie są to wartości, którymi można się nie przejąć. Jeśli same wartości procentowe, mogące wystąpić podczas niedokładności pomiarów, nie robią wrażenia, to spróbujmy przeliczyć to na walutę wyniku finansowego uzyskanego, bądź nie, ze sprzedaży takiej masy. To już z pewnością wyobraźnię pobudza.
Pamiętać należy…
Podtrzymuję, że szkoda czasu na przypominanie o prawidłowej wysokości przykładania średnicomierza i wypełniania raptularza. Są to rzeczy, które mamy niejako we krwi. Z kolei warte wspomnienia są inne przykłady. Pierwszym niech będzie konieczność oznaczania drzew, w których upatrujemy sortymentów cennych, a także drzew zagranicznych na działce zrębowej. Oznaczane powinny być również drzewa spełniające rolę ekologiczną. Tu jednak chciałbym podkreślić pewną zasadność i rozsądek ich pozostawiania. Niektóre z nich mogą bowiem być również drzewami niebezpiecznymi. Wówczas sens pozostawiania takiego drzewa jako ekologicznego z pewnego punktu widzenia się wyklucza. Pisałem wcześniej o mogącej wystąpić różnicy podczas pomiaru wysokości drzew. Czy zatem nie warto byłoby rozważyć trwałego oznaczenia drzew, które podlegałyby pomiarowi jako reprezentatywne? To mogłoby rozwiać wątpliwości inżynierów nadzoru lub inspektorów podczas kontroli. Dla leśniczego taki zabieg oznakowania drzew podlegających pomiarowi wysokości w szacunkach mógłby dużo znaczyć. Pozostając jeszcze przez jedno zdanie w temacie pomiaru wysokości drzew, należy pamiętać o wyborze reprezentatywnych dla konkretnej powierzchni. Takimi reprezentatywnymi z pewnością nie będą drzewa skrajne czy inne, których pokrój odstaje znacząco od reszty. Ostatnim praktycznym aspektem, do którego chciałbym nawiązać, jest podejście do posługiwania się średnicomierzem. Prawidłowo wykonany pomiar jest wtedy, kiedy średnicomierz ma trzy punkty styczności do pnia drzewa, nie dwa.
Szacunek do szacunków
Podejście do szacunków brakarskich rozpoczyna się w momencie wyboru metody wykonania tej czynności. Te mamy cztery. Podejmując się próby przyjrzenia się im kolejno, na „pierwszy ogień” opiszmy metodę obrębową. Nazwa może być trochę myląca, ponieważ w tej metodzie zaleca się, by pozycje do porównania były brane z całego nadleśnictwa, a nie tylko z obrębu. Rozszerzenie bazy porównawczej ma pozwolić na lepsze dobranie pozycji do porównania. Metoda ta ma jednak swoje pewne wady, które zaniżają jej atrakcyjność. Po pierwsze w uzyskanym wyniku porównań niemożliwe jest ingerowanie. Zatem układ sortymentowy, jaki wskaże w tej metodzie ACER, nie może być ręcznie korygowany przez użytkownika. To przy dosyć często występującej zmianie sortymentu S2B na WKK może być kłopotem. Ponadto wybrane przez program pozycje do porównania mogą okazać się pozycjami nietypowymi, których warunki będą nieadekwatne do pozycji podlegającej szacunkowi. Czy tego chcemy czy nie ręczna ingerencja użytkownika w wyniki porównania szacunków z reguły jest niezbędna. Trudno rezygnować z tego narzędzia, tym bardziej że ma ono pozwolić jak najbardziej odzwierciedlić te sortymenty, które jesteśmy w stanie pozyskać i sprzedać.
Znacznie bardziej responsywną metodą szacunków jest metoda przez porównanie. Metoda ta jest najbardziej praktyczna i chyba najbardziej popularna. Przesłanie pozycji do szacunków, porównanie i w zasadzie szacunki gotowe. Kolejną zaletą metody przez porównanie jest wygoda, którą mamy podczas ich wykonywania. W zasadzie kluczowy jest jeden fundamentalny aspekt, pod którym kryją się dwa pomniejsze. Tym nadrzędnym jest czynnik ludzki, a zawiera się on zarówno w rzetelnym wskazaniu pozycji do porównań, jak i w rzeczywistym odnoszeniu pozyskanej w trakcie roku gospodarczego masy na wydzielenia, z których rzeczywiście została ona pozyskana, a nie jedynie tak, by każda pozycja była wykonana w równo stu procentach. Swego rodzaju „przerzucanie” masy dla zachowania stuprocentowego wykonania jest podejściem mylnym, które wpływa na nierzetelne porównania w przyszłych szacunkach. W ten sposób powstaje pewne „błędne koło”, w rezultacie którego metoda przez porównanie może nigdy nie osiągnąć potencjału dokładności, na który zdecydowanie ją stać.
W końcu dotarliśmy do najbardziej pracochłonnej terenowo metody szacunków, czyli do szacunków metodą posztuczną. Bardzo efektywna w drzewostanach rębnych o zmieszanym składzie gatunkowym. Stosuje się ją też wszędzie tam, gdzie ACER nie znajduje pozycji do porównań. Dlaczego metoda przez porównanie jest skuteczna szczególnie dla rębni złożonych? Wyobraźmy sobie szacunki dla pierwszego etapu rębni gniazdowej. Zgodnie ze sztuką jako pierwsze podczas wyznaczania gniazd pod uwagę bierzemy naturalnie występujące przerzedzenia i luki. A co jeśli podczas potencjalnego wyboru powierzchni do porównania system wybierze nam właśnie taką przerzedzoną oraz z występującymi lukami powierzchnię zamiast tej o równym rozłożeniu drzew na powierzchni? W obu przypadkach wskaźnik zadrzewienia, skład gatunkowy i inne kryteria mogą się zgadzać, lecz wyniki porównań wyjdą inne. To oczywiście jedynie prosty przykład, lecz pokazuje, że system nie zawsze odzwierciedla to, co w lesie rzeczywiście jest. Wówczas zasadne jest rozważenie właśnie wykonania szacunków brakarskich metodą posztuczną, przynajmniej na nietypowych pozycjach.
Do opisania pozostała jeszcze metoda masowa, którą stosuje się do planowania wolumenu cięć przygodnych.
Czy można z pełnym przekonaniem obwołać którąś z metod najlepszą? Moim zdaniem nie, ponieważ żadna z nich nie oddaje w pełnym stopniu obrazu planu pozyskania, A gdyby tak pokusić się o „odwrócenie” metodyki? Zakładając, że układ sortymentowy co roku jest do siebie bardzo podobny, oraz znając roczne pozyskanie użytków rębnych i przedrębnych, można by wprowadzić w życie myśl przewodnią „od ogółu do szczegółu”. Być może byłoby to jakimś remedium na różnice powstające pomiędzy szacunkami, a wykonaniem planu pozyskania.