Lasy Drugiej Rzeczpospolitej w dawnych zapisach prasowych. Wydarzenia zwykłe i niezwykłe

14 czerwca 2011 14:33 2011 Wersja do druku

Lasy Drugiej Rzeczpospolitej w dawnych zapisach prasowych. Wydarzenia zwykłe i niezwykłe
Jarosław Krawczyk
CILP 2010, s. 372

Pamiętają Państwo winietę „Dziennika Białostockiego”? Przez około rok (2009) ukazywała się w „Lesie Polskim”, anonsując historyczny kącik, w którym przedstawialiśmy ciekawostki z lat 20. i 30. minionego wieku. Wyszukiwał je Jarosław Krawczyk, obecny rzecznik RDLP w Białymstoku. Obfity plon jego mrówczej pracy ukazał się właśnie w formie książkowej.


„Lasy...” to zbiór prawie tysiąca notatek prasowych i fragmentów artykułów, odnalezionych na szpaltach lokalnego tytułu prasowego, jaki w latach 1919–39 ukazywał się w Białymstoku. Ich wspólnym mianownikiem są lasy i leśnictwo. Rozumiane dosyć szeroko – znajdziemy bowiem wzmianki o wydarzeniach, dla których las stanowił jedynie tło (jak zabójstwo białoruskiego gen. Józefa Bułak-Bałachowicza w Puszczy Białowieskiej), teksty dotyczące zakładów drzewnych albo wycieczek do Białowieży.
Ten ogromny zbiór autor pogrupował w 46 rozdziałów, opatrując je intrygującymi tytułami. Jak np. „Gajowy w ogniu”, w którym niemal na 20 stronach znajdziemy opisy napadów na leśników. Są też rozdziały nt. wystawy łowieckiej w Berlinie i lasów w Sejmie, prezentujące wydarzenia spoza lokalnej areny ciekawostek (nie brak ich również w pozostałych częściach książki).
Nie jest to może książka, którą czyta się od deski do deski, co oczywiście zainteresowanym może się przydarzyć. To raczej zbiór uporządkowanych chronologicznie, luźnych wątków, które tu i ówdzie układają się w opowieść. Można go także potraktować jako kopalnię tekstów źródłowych, przydatnych dla rozmaitych opracowań historycznych, tak tematycznych, jak i regionalnych. Ucieszą się zwłaszcza regionaliści zajmujący się Puszczą Białowieską, której „Dziennik” poświęcał wyjątkową uwagę. Jarosław Krawczyk wykonał na ich rzecz solidną, mrówczą kwerendę.
Autor we wstępie życzy czytelnikowi refleksyjnego uśmiechu. I niewątpliwie będzie on towarzyszył delektowaniu się wybornymi dykteryjkami. Szkoda może, że tu i ówdzie nie zaserwowano nam obszerniejszych przypisów, które wnosząc kontekst, pozwalały sięgnąć jeszcze większej głębi smaku lektury.

RaZ