Pojazdy o ekologicznych źródłach napędu

1 lipca 2010 20:53 2010 Wersja do druku

Kierunki rozwoju

Na zorganizowany przez Motoryzacyjną Agencję Sierpowski EKO-Test 2010 zjechało 16 samochodów. Niezależnie od ich skromnej liczby można było dostrzec tendencje dominujące w motoryzacji.

Pierwsze grupa to samochody hybrydowe, czyli zasilane jednocześnie (albo naprzemiennie) silnikiem elektrycznym i spalinowym. Rozwiązanie to nie jest już nowe, ale nie cieszy się specjalnym uznaniem wśród nabywców i – jak każdy kompromis – nie pozbawione wad. Ale warto dostrzec, że producenci wprowadzają coraz nowsze rozwiązania techniczne w tym typie pojazdów – przykładem niech będzie bardzo zaawansowany technologicznie Lexus LS 600h czy udostępniona do jazd trzecia już generacja Toyoty Prius – dwa silniki elektryczne, możliwość wyboru między trzema trybami jazdy, w tym poruszania się wyłącznie za pomocą silników elektrycznych, system odzyskiwania energii w trakcie hamowania i zużycie paliwa na poziomie 3,9 l benzyny na 100 km. Trzeba jednak zauważyć, że Prius zasilany wyłącznie prądem może przejechać dystans nie większy niż… 2 km, z prędkością nie przekraczającą 45 km/godz. Polskie ceny tego niezwykle zaawansowanego samochodu zaczynają się od 100 tys. zł…


Wtyczki w dłoń!

Innym patentem na motoryzacyjną ochronę środowiska, tym razem bezkompromisowym, jest napęd wyłącznie elektryczny. Na teście reprezentowały go Melex, Re-Volt i dwa skutery. O Melexie napisano już sporo, chciałbym więc trochę więcej uwagi poświęcić pojazdowi, który za granicą nosi nazwę SAM (w Polsce kojarzyłoby się z samoróbką). Najpierw wymyślili to Szwajcarzy, ale wyszli na tym jak Zabłocki na mydle (ówczesne technologie!) i zbankrutowali. Sam pomysł sprzedano firmie Impact Automotive Technoligies, która tak naprawdę zbudowała wehikuł od nowa (pozostawiając w zasadzie samą tylko ideę nadwozia). W tym dwuosobowym trójkołowcu (rejestrowanym w Polsce jako motocykl) pasażer siedzi za kierowcą. Ciekawe i nowoczesne rozwiązania, m.in. podgrzewanie lub schładzanie baterii LI-ION o pojemności 7 kWh, odzyskiwanie energii kinetycznej, tryby jazdy normalny, sportowy i snow. Wsiada się przez unoszone do góry drzwi, (w opcji drugie drzwi, możliwe jest również ogrzewanie siedzeń i nadmuch na szybę), a prowadzi jak samochód z automatyczną skrzynią.

Przyjazność dla środowiska jest podkreślana na każdym kroku – od napędu, poprzez 98% elementów nadających się do recyklingu, aż po zaniechanie malowania nadwozia. Ono po prostu zielone wychodzi z wtryskarek. Trikolka (jak mawiali bracia Czesi o swoim Verolexie) ma prędkość maksymalną ograniczoną elektronicznie do 90 km/godz. i zasięg do 100 km, co już naprawdę satysfakcjonuje. Pełne ładowanie prądem o napięciu 230V to zaledwie 4,5 godz. i kosztuje poniżej 4 zł. Koszt zatem przejazdu jednego kilometra to mniej niż 4 gr. To imponuje.

Warto dodać, że jeździ się tym wehikułem zupełnie nieźle. Problem jest tylko jeden, jak zwykle: cena. 16 tys. euro plus VAT sprawia, że jak na razie pojazd w Polsce jest widoczny tylko na jednym z filmów fabularnych, a cała produkcja jest eksportowana do Szwajcarii i Niemiec, gdzie ludzie są nieco bogatsi niż u nas…


Na prąd po lesie

Kolejne dwa pojazdy elektryczne to skutery GOVECS, których sprzedaż w Polsce prowadzona jest przez firmę z Wrocławia. Można je prowadzić bez prawa jazdy. Prędkość ok. 50 km/godz., zasięg 50 km. Ładne, ciche, jak ktoś nie chce czekać na ładowanie akumulatora, może jednym ruchem go wymienić. Mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w mieście, ale też z powodzeniem służyć na krótszych trasach. Niestety, cena za tańszy model 1,2 Sr 1,2 to 9 900 zł, a Sc 1,4 to 12 900 zł. Myślę jednak, że skutery te – podobnie jak Re-VOLT – mogłyby zrobić karierę w Lasach i w parkach narodowych właśnie ze względów propagandowych, by pokazać, że dbamy o środowisko.

Wciąż nie wiadomo, czy elektryczny napęd zwycięży w konkursie na kierunki rozwoju motoryzacji. Tak czy siak kiedyś źródła ropy się wyczerpią i czymś trzeba ją będzie zastąpić. Prace trwają. Niebawem start ciekawej konstrukcji angielskich studentów, którzy elektrycznym samochodem mają zamiar pokonać trasę 26 tys. km przez kilka stref klimatycznych. Napędzany dwoma silnikami samochód rozwija prędkość do 200 km/godz., od zera do setki rozpędza się w 7 sek., a co ważniejsze, bez ładowania może przejechać 400 km.


Gazu, panie szofer!

Ostatnia wreszcie grupa to pojazdy zasilane gazem CNG. Na Ekoteście pokazano z tej kategorii dwa pojazdy – ogromniaste IVECO i maleńką Pandę. CNG to sprężony gaz ziemny, którego cena wynosi obecnie 2,22 zł (za metr sześcienny, nie za litr jak w przypadku LPG). Koszt eksploatacji takiego samochodu jest zdecydowanie niższy niż zasilanych innym paliwem (circa 10 zł/100 km w odniesieniu do auta osobowego), emisja szkodliwych substancji do atmosfery niewielka (cząstek stałych praktycznie zerowa), a silniki pracują ciszej! Warto dostrzec, że można na zasilanie CNG przerobić również silnik z zapłonem samoczynnym i to że dealerzy przynajmniej kilku marek oferują już samochody z fabryczną instalacją zasilania gazem ziemnym. Same zalety! Na Ukrainie już 100 tys. pojazdów jeździ na CNG. W Polsce… Ano w Polsce mamy obecnie ok. 30 stacji, gdzie można zatankować to paliwo. Jak ktoś mieszka w pobliżu, wygrał los na loterii. Na zachodzie Europy można sobie kupić sprężarkę, umożliwiającą zatankowanie samochodu z własnego, domowego przyłącza gazu ziemnego. W Polsce (używana) sprężarka to wydatek rzędu 10 tys. zł.

Ciągle za mało zarabiamy, aby porządnie zadbać o środowisko i o oszczędności w transporcie…

MTR