Leśnicy muszą przejąć narrację (8/2018)

8 maja 2018 09:17 2018 Wersja do druku

O przyszłości Lasów Państwowych, odbudowie wizerunku leśnika, a także łączeniu ochrony przyrody z codziennymi zadaniami gospodarczymi rozmawiamy z Małgorzatą Golińską, sekretarzem stanu, głównym konserwatorem przyrody w Ministerstwie Środowiska.



Fot. Arch. MŚ

Zacznijmy od pytania nurtującego zapewne wszystkich leśników: czy Lasy będą funkcjonować dalej w takim systemie, jak do tej pory, czy czeka je potwór zwany „budżetówką”?

Faktycznie to jedna z podstawowych obaw leśników, z którymi spotykałam się do tej pory, także gdy byłam jeszcze posłem. Sama, gdy tylko zmienił się minister środowiska, dopytywałam się, czy istnieje takie ryzyko. Odpowiedź powinna zadowolić wszystkich pracujących w Lasach. Nie ma planów zmiany struktury funkcjonowania Lasów Państwowych.

Natomiast, jak zadeklarowałam na ostatnim spotkaniu przy okazji zjazdu ZLP, gdyby kiedyś takie plany się pojawiły, to oczywiście ręki do tego nie przyłożę, i prędzej złożę dymisję, niż miałabym temu przyklasnąć. Ale też nie ukrywam, że PiS w poprzedniej kadencji, kiedy pojawiły się tego rodzaju zagrożenia i pewne oczekiwania wobec Lasów, zawsze stało na stanowisku obrony leśnej tożsamości. I to stanowisko się nie zmieniło. Nie ma znaczenia, czy dzisiaj jesteśmy partią rządzącą, czy nie. Myślę, że nie powinniśmy się o tę kwestię martwić.

 

Rozmawiając z Panią nieco ponad dwa lata temu jako ze świeżo upieczonym posłem, poruszyliśmy temat wizerunku leśnika. Mówiła Pani, że leśnicy powinni o sobie mówić „wtedy, kiedy chcą i tak, jak chcą”. W międzyczasie to raczej wszyscy mówili o leśnikach i o tym, co i jak mają robić, a nie odwrotnie. Skończyło się to sporymi stratami wizerunkowymi.

 

Rzeczywiście. Wydawało się nam, że skoro dobrze wiemy, co robimy, i działamy, mając ku temu wszelkie merytoryczne przesłanki – bo przecież wiemy, że Służba Leśna to są ludzie naprawdę dobrze wykształceni i znający się na swojej pracy – to reszta społeczeństwa to zrozumie. Po kilkudziesięciu miesiącach pracy w Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, gdzie pewnie większość posłów jest naprawdę zainteresowana tematem leśnym, widzę, że leśnicy mają jeszcze bardzo dużo do zrobienia. I jeszcze trudniejsze zadanie przed nimi, bo wizerunek leśnika pokutujący w społeczeństwie i w kręgach parlamentarnych niekiedy kompletnie odbiega od tego, co rzeczywiście leśnicy robią w terenie.

 

Leśnik postrzegany jest jak drwal, tartacznik, ktoś, kto myśli tylko o tym, jak zarobić na drewnie?

Trochę pozwoliliśmy, żeby między leśnikiem a drzewiarzem, drwalem, tartacznikiem a czasem nawet „rzeźnikiem” drzew, bo i takie określenia padały, można było postawić znak równości. Z przerażeniem obserwowałam takie spojrzenie na leśników w trakcie posiedzeń Komisji, a często też podczas rozmów kuluarowych. Zdarzyło mi się rozmawiać z posłami, którzy mieli największe pretensje o prowadzoną przez Lasy działalność w lasach gospodarczych, również w Puszczy. Od tego tematu bowiem najczęściej zaczynały się wszelkie rozmowy. Starałam się tłumaczyć, na jakiej podstawie to wszystko funkcjonuje i jakie leśników obowiązują prawa, jakie są podstawy merytoryczne działań i tak dalej, i nawet jeśli moi rozmówcy przytakiwali, że rozumieją, to ostatecznie co innego mówili i prezentowali publicznie.

To wielkie wyzwanie, przed którym stoją dzisiaj leśnicy, żeby przejąć narrację i pokazać, że wycinka drzew to nie jest widzimisię każdego, kto z ramienia LP wchodzi do lasu, tylko że są ściśle określone reguły postępowania poparte praktyką leśną i gruntownymi badaniami, ale też celem, który chce się w drzewostanie uzyskać. Wysiłkiem praktyków spoza LP i ekspertów jest tworzony plan urządzenia lasu, od którego leśnik nie ma prawa bez wyraźnego powodu odstępować. Jest to zatem kwestia uzmysłowienia ludziom nie tylko podstaw prawnych, w ramach których działamy i w ramach których leśnicy są zobligowani się poruszać, ale też podstaw merytorycznych wynikających z potrzeb przyrody.

 

Może to kwestia nie tylko zrozumienia tematu, ale czysto polityczna gra Puszczą? A może fakt, że cały „puszczański problem” został nie najlepiej przez MŚ i LP rozegrany politycznie i medialnie? W końcu i minister, i dyrektor generalny zostali wymienieni.

Nie chciałabym się skupiać na tym, co było, ale na przyszłości i realizacji zadań, które stoją przed nami, w tym także tych dotyczących Puszczy Białowieskiej. Chcemy, aby opinia publiczna była dobrze poinformowana o tym, co się dzieje w Puszczy. Ludzie powinni wiedzieć, z czego wynikają i jakie skutki mają wszystkie działania, jakie są w Puszczy podejmowane. Być może wtedy będą mieć do leśników większe zaufanie.

 

Co mogą więc Lasy zrobić w tej materii?

Musimy pokazać społeczeństwu, że leśnik jest też dobrym przyrodnikiem. Mam jednak wrażenie, że dzisiaj my sami, jako leśnicy, oddaliśmy temat ochrony przyrody i nie pokazujemy, że w tych 30% powierzchni kraju, którymi zarządzamy, ponad połowa to lasy ochronne i chronione w różnoraki sposób.

 

Wielbiciele przyrody znajdą w tym argument dla swoich racji – skoro tyle terenów należy chronić, to może warto by je wyłączyć z gospodarowania?

Muszą więc wiedzieć, że utworzenie dzisiaj nowego rezerwatu, parku narodowego czy wpisanie na listę Natura 2000 ze względu na wartości przyrodnicze jest wynikiem pracy szeregu pokoleń leśników, którzy w taki a nie inny sposób prowadzili gospodarkę leśną. Igdyby to była gospodarka rabunkowa, nastawiona wyłącznie na zysk, to mielibyśmy dzisiaj postępujące zubożenie przyrodnicze i wszechobecne plantacje drzew. A mamy to, czym się wszyscy chwalimy i co organizacje ekologiczne chcą dzisiaj chronić. Powinniśmy być więc ich partnerami i pokazywać to, czym naprawdę leśnik się zajmuje i jak dobrze także chroni przyrodę. W moim przekonaniu Lasy mają narzędzia do tego, by z taką informacją się przebić do ludzi. Mają CILP, na którym powinien w większości spocząć ciężar takiej pracy. Bardzo często wiele filmów, wydawnictw czy materiałów edukacyjnych tworzonych przez Lasy trafia wyłącznie do nas samych, czyli do środowiska, które doskonale wie, co robić. I bardzo często też jest pisane fachowym językiem. I nawet gdyby to rozkolportować gdzieś na zewnątrz, to rzadko kto, nawet jeśli już zajrzy do środka, zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Powtarzam – to jest potężne wyzwanie zarówno ministerstwa, jak i Lasów. To co robią indywidualnie w mediach społecznościowych leśnicy, jest ogromnym wkładem w uświadamianie ludzi, ale my nie możemy na tym poprzestać. I nie możemy na nich zrzucić całej pracy i wiążącej się z nią odpowiedzialności.

 

Skoro poruszyła Pani kwestię ochrony przyrody: czy ta też znajdzie się w zakresie Pani zainteresowań, czy też wręcz obowiązków?

Już się znalazła. Właśnie został podpisany nowy zakres kompetencyjny w ministerstwie. I tak – ochrona przyrody trafiła pod moje skrzydła. Staram się upatrywać w tym szansę – połączenie Departamentu Leśnictwa i Departamentu Ochrony Przyrody jest świetną okazją, żeby pokazać, że jedno z drugim się ze sobą „nie gryzie”.

 

W tym temacie często do „gryzienia” się pomiędzy Lasami a RDOŚ dochodziło…

To nie jest reguła. Pamiętam, że moje macierzyste nadleśnictwo zawsze informowało RDOŚ o swoich planach i zamiarach i często zapraszało jej przedstawicieli w teren, aby pokazać, jak to wszystko wygląda, a nie opierać się wyłącznie na wymianie pism. U podłoża wszelkich konfliktów zawsze leży rozmowa lub raczej jej brak. W ministerstwie ten dialog też musi być prowadzony. Mimo że jeden minister nadzoruje akurat te dwa departamenty, należy pamiętać, że są to jednak dwa osobne ciała administracyjne. Upatruję w tym pewną szansę w obserwowaniu dyskusji i ścieraniu się różnych poglądów dyrektorów obu departamentów.

 

Znalazła się Pani w sytuacji, w której może spoglądać na pewne kwestie z dwóch stron. A skoro już o tym mówimy: jak patrzy Pani na temat stosunków na linii Lasy – przedsiębiorcy leśni. Temat ten do tej pory nie był Pani obcy.

 

Uważam, że Lasy już odeszły od myślenia o sobie podczas rozmów z przedsiębiorcami jako o jednostce dominującej. Dzisiaj mówimy raczej o partnerstwie i to z wzajemnością. Mamy nowego dyrektora generalnego, z którym już rozmawiałam na ten temat. Przyznam, że jest bardzo dobrze zorientowany w problemach przedsiębiorców. Mam duże zaufanie do tego, co będzie się działo w tym temacie. Oczywiście, jako poseł przez te ostatnie dwa lata spotykałam się z przedstawicielami różnych firm, więc wiem też, że były i będą takie momenty, kiedy trzeba będzie im pomóc. Mam jednak nadzieję, że teraz ich przedstawicielom dużo łatwiej będzie rozmawiać z nowym dyrektorem.

 

Czyli w sytuacji skrajnej przedsiębiorcy mogą liczyć na Pani wsparcie?

Nie chciałabym stosować jakiegoś interwencjonizmu. Jak mówiłam, jest nowy dyrektor, dajmy mu czas, by pokazał, jak patrzy na kwestie funkcjonowania firm leśnych. Widzę jednak, że jest on naprawdę skory do rozmów, otwarty i bardzo dobrze zorientowany w tym temacie.

 

Czy wobec Lasów będzie Pani stosować kontrolę, czy raczej nadzór?

Jestem po omówieniu głównych problemów trapiących Lasy, które pamiętam jeszcze jako do niedawna leśniczy. Dostrzegam również wiele niebezpieczeństw czyhających na Lasy z zewnątrz – chociażby wspomnianą kwestię edukacji i wizerunku, pilną do rozwiązania. Mimo tego, że będziemy się partnersko traktowali z dyrektorem generalnym LP, muszę cały czas pamiętać o tym nadzorze. Oczekiwania takie widać też po pismach wpływających na moje biurko. Wiele osób podchodzi do ministra jako do instancji odwoławczej. Będziemy więc się wspierać, współpracować ze sobą, tak żeby osiągnąć obrany cel, nie szkodzić sobie nawzajem i się nie strofować. Wszelkie ewentualne różnice zdań będziemy rozwiązywali na drodze pokojowej.

Podczas naszej poprzedniej rozmowy wspominała Pani, że nie jest zwolenniczką, by kariera leśna szła „z rodzinnego klucza”? Podtrzymuje Pani to zdanie?

 

Ależ oczywiście. Chodzi o to, żeby „klucz rodzinny” nie był wyłącznym kluczem. Zbyt wiele wyzwań czeka na leśnika i zbyt dużo tematów fachowych musi „ugryźć”, żeby pozwolić, by na stanowiskach w LP, związanych ściśle z leśnictwem, pojawił się ktoś, kto będzie się dopiero fundamentalnych rzeczy o lesie uczył, a pracę dostał dzięki „rodzinie”. Ścieżka kariery, która funkcjonuje w LP – od stażysty, leśniczego, potem może inspektora nadzoru, nadleśniczego czy dyrektora RDLP – jest idealna, bo z jednej strony poznaje się przyrodę, z drugiej formalności, których trzeba dopilnować. Ma się też bezpośredni kontakt z ludźmi. Na to też trzeba być mocno uwrażliwionym i wyczulonym, by korzystać z tej okazji i przekazywać informacje o działalności leśnika. To taka oddolna edukacja, może na mniejszą skalę, ale czasem bardzo potrzebna.

Mówiąc o kadrach w Lasach, nie sposób nie zapytać o technika leśne. One też będą Pani podlegać.

Słyszałam o wielu problemach, z którymi się borykają – i wbrew wszystkiemu kwestie finansowe są w tym przypadku chyba najłatwiejsze do rozwiązania. Po pierwsze jednak chciałabym wszystkie technika odwiedzić i dopiero wtedy mówić o tym, co należy w ich kwestiach zrobić.

 

Pytanie, czy same władze techników mają pomysł na to, co ze sobą i ze swoimi podopiecznymi zrobić. Nie da się ukryć, że absolwenci tych szkół myślą tylko o jednym pracodawcy.

Tak, tyle tylko, że w Lasach ostatnimi czasy zanotowano duży wzrost kadry biurowej a mniej terenowej. A coraz więcej zadań pojawia się w terenie. Być może tutaj warto byłoby zatem szukać pomysłu na absolwentów. Mało tego – Ministerstwo Edukacji Narodowej dzisiaj mocno podkreśla wartość szkół branżowych jako kuźni specjalistów zawodowych. Należy więc w tym zakresie szukać współpracy z przedsiębiorcami leśnymi, z Lasami jako z głównym pracodawcą, z Biurem Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej. Myślę, że rysuje się przed nami jedna z niewielu ostatnimi czasy szans, żeby temat przyszłości i roli techników poruszyć i rozwiązać.

 

Wywołała pani temat BULiGL-u. Czy nadal żywy jest postulat, by włączyć je w struktury LP?

Są takie oczekiwania, ale jest za wcześnie, by mówić o pomysłach. Trzeba pamiętać o roli, którą pełni Biuro. Już dzisiaj znajduje się ono w strukturach resortu środowiska i chyba taki status wystarczy. Nie chciałabym, żeby nagle trzeba się było tłumaczyć, że właściwie LP same sobie stworzyły własne ramy działania w ramach ustalanych pul, gdyż i wykonawcą, i projektantem zarządza ta sama osoba. Widzę tu pewne zagrożenie. Dzisiaj ta niezależność tych dwóch instytucji stanowi ich siłę. Jest też argumentem do dyskusji, chociażby z przemysłem drzewnym w temacie zwiększenia pozyskania.

 

Jest Pani zwolenniczką czy przeciwniczką zwiększenia etatu?

Naszym celem jest trwale zrównoważona gospodarka leśna. Musimy korzystać z zasobów w taki sposób, aby zapewnić trwałość różnorodności biologicznej, zwiększać lesistość kraju i aby móc z nich korzystać w przyszłości.

 

Minister Kowalczyk jest wytrawnym politykiem. Pani – fachowcem w dziedzinie leśnictwa. Czy uczycie się od siebie?

Ja nie śmiałabym uczyć leśnictwa pana ministra, natomiast sama czerpię pełnymi garściami z jego wiedzy i doświadczenia. I wcale tego nie ukrywam. Jeżeli tylko mogę służyć podpowiedzią, czy wskazać praktyczne rozwiązania lub wytłumaczyć funkcjonowanie pewnych kwestii stricteleśnych, to oczywiście to robię. Dla mnie to powód do satysfakcji.

 

Podpowiada Pani choćby w kwestiach związanych z łowiectwem? Ostatnie zmiany w prawie wywołały spore oburzenie w środowisku myśliwych. Pani zasiadała w podkomisji zajmującej się tym tematem. Jak widzi Pani to, co się wydarzyło. Czy to „zamach” na PZŁ i myśliwych? Czy argument o ograniczaniu praw rodzicielskich poprzez zakaz uczestnictwa dzieci w polowaniach do Pani przemawia?

Prawo łowieckie dotyczy bardzo dużej części społeczeństwa, nie tylko samych myśliwych, o różnych interesach. Nie dziwi więc, że wywołuje spore emocje. Minister Kowalczyk wysłuchał wszystkich stron. Ostatecznie nowe Prawo łowieckie jest pewnego rodzaju kompromisem między oczekiwaniami myśliwych, rolników, ekologów czy strony społecznej.

 

Podczas dzisiejszej rozmowy nie ma Pani na sobie munduru. A wiem, że jego zdjęcie było dla Pani sporym wyrzeczeniem. Czy teraz, gdy znów ma Pani prawo go nosić, będzie Pani to robić? Jest to, jakby nie patrzeć, pewien symbol zawodowej jedności.

Przymierzam się do tego. Mówiąc szczerze, to jedna z pierwszych kwestii, którą poruszyłam podczas rozmowy z dyrektorem generalnym ministerstwa [śmiech]. Powiedziałam wtedy, że chciałabym jak najszybciej mundur sobie sprawić, bo dla mnie jego noszenie to chyba największy możliwy przywilej.

 

Rozmawiał: Bartosz Szpojda