Z lasu na Grunwald (i do serialu) (6/2018)

4 kwietnia 2018 11:14 2018 Wersja do druku

Historią interesował się od najmłodszych lat. Kolejna pasja – leśnictwo – przyszła z chwilą podjęcia nauki w technikum leśnym. Tę pierwszą rozwija dziś z powodzeniem w bractwie rycerskim, a ostatnio zagrał w serialu historycznym „Korona królów”. O przenikaniu się dwóch pasji mówi Tomasz Bylina, nadleśniczy Nadleśnictwa Biała Podlaska.



Na planie filmowym: uczta na zamku w Wyszehradzie (Tomasz Bylina, jako dowódca straży węgierskiej, stoi obok króla węgierskiego Karola Roberta) Fot. Arch. T. Byliny (3)

– Moim ulubionym okresem w historii Polski jest średniowiecze, mylnie utożsamiane z zacofaniem. To właśnie wtedy powstały pierwsze utwory piśmiennicze, budowle sakralne i obronne, którymi zachwycamy się do dziś. To wówczas rodziło się państwo polskie – podkreśla.

Zainteresowania Tomasza Byliny sięgają wczesnych lat szkoły podstawowej. –Wtedy to wciągnęły mnie książki historyczne i historia Polski. Bodajże w czwartej klasie wpadła mi w ręce powieść Karola Bunscha „Dzikowy skarb” opisująca czasy piastowskie. Potem był cały cykl tzw. powieści piastowskich – wspomina z nostalgią.

Szukając dla siebie miejsca w życiu, po ukończeniu szkoły podstawowej złożył podanie do Liceum Konserwacji Zabytków w Lublinie. – Niestety, nie otrzymałem stamtąd żadnej odpowiedzi. Być może popełniłem błąd, bo trzeba było tam pojechać.

 

Odkrywanie białych plam

Gdy zbliżał się czas składania dokumentów do szkoły średniej, choć nie miał leśników w rodzinie, wybrał Technikum Leśne w Białowieży. Tam odżyły wcześniejsze zainteresowania. – Od pierwszej klasy należałem do kółka historycznego prowadzonego przez znakomitą nauczycielkę historii Wierę Siemieniuk, a następnie przez Wojciecha Szymanowskiego. Było w nim kilkunastu uczniów. Opiekowałem się też izbą pamięci, w której znajdowały się eksponaty z czasów II wojny światowej, m.in. hełmy, bagnety, medale, jakieś plany i mapy. Wtedy patronem szkoły był gen. Aleksander Waszkiewicz, który urodził się w Białowieży. W ramach koła co jakiś czas spotykaliśmy się i rozmawialiśmy na tematy związane z historią. Były to jednak lata 80. i o wielu sprawach wówczas nie mówiono, choćby o napadzie sowietów na nasz kraj. Później uświadomiłem sobie, że były to tzw. tematy poprawne politycznie. Nie poruszaliśmy np. kwestii granic po 1939 r., złożonego okresu międzywojennego, a tym bardziej pierwszej „Solidarności” Rozumiem, że ówczesny system zastraszał ludzi – wspomina Tomasz Bylina.


Tomasz Bylina z synami Jakubem i Dominikiem podczas "Wiwatów Królewskich" w Międzyrzecu Podlaskim

Gdy byłem w trzeciej klasie, dowiedziałem się, że mój daleki krewny – jak sam mówił – „z Piłsudskim jadł z jednego kotła”, i zacząłem interesować się postacią marszałka Józefa Piłsudskiego. Tak pozostało do dziś. Mój krewny należał do Polskiej Organizacji Wojskowej (posiadam jego oryginalne zaświadczenie), brał udział w oswobodzeniu Wilna z gen. Lucjanem Żeligowskim. O Katyniu dowiedziałem się dopiero na studiach, chociaż o potyczkach z sowietami mówił mój dziadek, który walczył pod Kockiem w 1939 r. – dodaje.

Jako jedyny uczeń z trzech klas piątych pan Tomasz zdawał historię na maturze, zaliczając ten egzamin na ocenę bardzo dobrą. – Nasza pani historyk bardzo namawiała mnie na studiowanie historii – dodaje. Nie wybrał jednak tego kierunku, bo – jak mówi – w technikum zaraził się przyrodą, lasem, a poznawanie tajników zawodu leśnika zaowocowało fascynacją leśnictwem. Podążając za nią, wybrał studia leśne na SGGW. Dziś zwraca uwagę, że czasy studenckie były dla niego także okresem poznawania historii najnowszej, tej prawdziwej, która kiedyś była wypaczona.

Pasje zostają w rodzinie

„Leśną pałeczkę” przejął po ojcu niedawno jego starszy syn Jakub, również absolwent Technikum Leśnego w Białowieży, dziś student i stażysta w Nadleśnictwie Biała Podlaska. On też podzielił z nim zainteresowania historią.

Kuba, mając niespełna 10 lat, pojechał z moim bratem na rekonstrukcję bitwy pod Grunwaldem. Wrócił oczarowany i oznajmił, że też chciałby się w takie wydarzenie włączyć. Nawiązaliśmy kontakt z Chorągwią Księcia Ziemowita Mazowieckiego, tj. bractwem rycerskim zrzeszającym członków z niemal całej Polski – wyjaśnia nadleśniczy. – Zostaliśmy zaproszeni, jednak warunkiem uczestnictwa w bractwie było wykazanie się właściwym ubiorem i sprzętem, gdyż istotą rekonstrukcji jest wierne odtworzenie epoki – w naszym wypadku to przełom XIV i XV wieku.

Musieli zaopatrzyć się w ubiór z czasów średniowiecza, m.in. w specjalnie szyte skórzane buty, ubranie wierzchnie, ekwipunek rycerza, a także namiot uszyty na bazie średniowiecznych wzorów, bowiem rekonstrukcje trwają zazwyczaj kilka dni. Wszystko to wymagało czasu, ale też nakładów finansowych.

Razem ruszamy w bój


Tomasz Bylina (z lewej) jako dowódca straży węgierskiej z odtwórcą roli króla Kazimierza Wielkiego Mateuszem Królem (sic!) i reżyserem Wojciechem Pacyną na zamku w Wyszehradzie (w tej roli zamek w Malborku).

Od kilku lat obaj biorą udział w obchodach rocznicy bitwy pod Grunwaldem, w bitwach narodów, pokazach, inscenizacjach. – Z chwilą przyjęcia mnie i Jakuba w poczet Chorągwi Księcia Siemowita Mazowieckiego lipiec to dla nas czas przygotowań do największego wydarzenia w Europie dotyczącego odtwarzania dziejów średniowiecza, jakim jest bitwa pod Grunwaldem. To ukoronowanie naszej przygody z rycerstwem – podkreśla z dumą pan Tomasz. – Od ponad czterech lat wychodzimy do bitwy we dwóch, uczestnik rekonstrukcji musi mieć bowiem ukończone 18 lat. Czuję ojcowską dumę, gdy w bój ruszamy obok siebiedodaje.

Podkreśla przy tym, że jak najwierniejsze odtworzenie epoki wymaga wczucia się w ówczesne realia, co dla laika stanowi niemałe wyzwanie. – Inscenizacja bitwy jest odtwarzana zawsze w sobotę, ok. 15 lipca. Gdy tylko usłyszymy „Bogurodzicę”, mimo dwudziestu kilku kilogramów uzbrojenia na sobie z radością ruszamy na Krzyżaków– mówi ze śmiechem.

Leśnik z nietypową pasją podkreśla, że w tym wszystkim ważna jest także umiejętność dzielenia się nią z innymi, przekazywania wiedzy i doświadczenia. Ojciec i syn uczestniczą w pokazach walk rycerskich, opowiadają o rycerstwie, epoce, kulturze. Biorą udział w różnego rodzaju imprezach szkolnych i plenerowych. – Do tej pory współpracowaliśmy m.in. ze szkołami w Ciciborze Dużym i w Grabanowie, a także z parafią w Białej Podlaskiej. Swój czas poświęcamy w ramach urlopów, ale gdy widzimy zachwyt w oczach dzieci i radość z możliwości włożenia hełmu czy zbroi, walki na miecze czy też wysłuchania ciekawych opowieści – nigdy nie żałujemy.

Pracując w Nadleśnictwie Biała Podlaska starają się kultywować tradycję rycerską, a przy okazji promować Lasy Państwowe. – Zabieramy ze sobą baner nadleśnictwa. W ubiegłym roku byliśmy np. na „Wiwatach królewskich”, które upamiętniają pobyt króla Kazimierza Jagiellończyka w Międzyrzecu Podlaskim. Gościliśmy także na pikniku rodzinnym w Kaliłowie, gdzie nasz namiot rycerski stanął obok namiotu nadleśnictwa.

 

Na węgierskim dworze

Pod koniec stycznia tego roku na zaproszenie, i tym razem z córką Magdaleną, pan Tomasz wziął udział w zdjęciach do serialu „Korona królów”. – Casting odbył się na zamku w Sztumie. Mimo że poszukiwani byli mężczyźni w moim wieku, zabrałem ze sobą córkę jako osobę towarzyszącą. Od razu zaproponowano mi rolę dowódcy straży węgierskiej. Po usilnych namowach jednego z reżyserów Magda również zgodziła się zagrać w filmie. Zdjęcia odbyły się na zamku w Malborku, który miał przedstawiać stolicę Węgier, a więc dwór króla Karola Roberta i Elżbiety Łokietkówny, i trwały trzy dni. Każdy rozpoczynał się o 6.00 rano, a kończył po kilkunastu godzinach. Jednak nikt nie był zmęczony – snuje opowieść.

A jak na Dzieli się przy tym ciekawostką: – Przed kręceniem ujęć poproszono mężczyzn, aby się nie golili. Tak więc przez dwa tygodnie chodziłem do pracy z zarostem, powiększającym się z dnia na dzień. Pamiętam spojrzenia pracowników i pytania: co się stało? Trzymałem jednak wszystkich w niepewności. Niektórzy nie wiedzą do dziś – śmieje się nadleśniczy.

Kika dni na planie były dla mnie i dla Magdy wspaniałym przeżyciem i kolejnym doświadczeniem – wyjaśnia. – W różnego rodzaju pokazach rycerskich pomaga nam już najmłodszy syn Dominik, który niebawem wzmocni nasz poczet rycerski pod Grunwaldem – podsumowuje Tomasz Bylina.

 

Małgorzata Kołodziejczyk