Rudy problem. Lisy mnożą się wściekle (4/2018)

27 marca 2018 10:05 2018 Wersja do druku

Są już obecne na terenach wszystkich miast Polski. W samej Warszawie wg oceny specjalistów żyje ich ponad 3 tys. Mieszkają nie tylko na peryferiach, lecz w całej aglomeracji. Prawdziwą eksplozję liczebności tego gatunku spowodowało masowe zwalczanie wścieklizny.



Fot. www.fotolia.pl

Odkąd w Polsce na początku lat 90. XX w. rozpoczęto intensywne, zakrojone na szeroką skalę akcje szczepienia lisów przeciw wściekliźnie, liczba przypadków tej choroby wśród tego gatunku spadła. Niestety drastycznie obniżyła się też liczba kuropatw, bażantów, przepiórek, zajęcy i królików. Dawniej wścieklizna redukowała ich nadmierną populację nawet w 60–80%. Dziś już się tak nie dzieje.

Wścieklizna niemal zapomniana

Populację zajęcy w Polsce szacuje się obecnie na ok. 500 tys. osobników, podczas gdy
w latach 70. XX w. były to 3 mln, a napoczątku lat 90. XX w. ich liczebność wynosiła jeszcze ponad 1mln 200tys. szt. Liczbę żyjących kuropatw ocenia się dziś na jedynie 380tys. szt., czyli 2,5-krotnie mniej, aniżeli miało to miejsce jeszcze w latach 90. XX wieku. I to wszystko za sprawą jednego rudego drapieżnika!

Podejmowane dotychczas na terenie całego kraju działania, polegające m.in. na próbach ograniczenia liczebności populacji lisa, co doprowadziłoby do zwiększenia liczebności zajęcy i kuropatw, nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Podczas gdy zającom i kuropatwom grozi całkowita eksterminacja, zniknięcie z lasów i łąk, ich śmiertelny wróg lis ma się coraz lepiej, a jego liczebność regularnie wzrasta. Z danych GUS wynika, że o ile od 1990 r. liczba lisów w Polsce wzrosła ponad trzykrotnie, o tyle kuropatw i zajęcy spadała blisko 2,5 razy. To efekt zrzucania z samolotów szczepionek przeciw wściekliźnie, uważają naukowcy z Wydziału Leśnego SGGW. Akcja ta rozpoczęła się w 1993 r., bo do tego czasu Polska była rozsadnikiem wścieklizny na całą Europę. W 2002 r. szczepienia odbywały się już na terenie całego kraju. Problem w tym, że niepożądana wścieklizna była zarazem głównym, naturalnym czynnikiem ograniczającym wielkość populacji lisów w Polsce. Gdy zatem uwolniono zwierzęta od tej strasznej choroby, zaczęły one lawinowo zwiększać swoją liczebność nawet na terenie silnie zurbanizowanych miast i cieszyć się w nich dłuższym i zdrowszym życiem.

Szczepionki stosowane przeciwko wściekliźnie są tak skuteczne, że od ponad 15 lat Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Gdyni nie odnotował ani jednego przypadku tej choroby u lisów zamieszkujących tereny Trójmiasta.

 

Szakal do lasu, lis do miasta

Kolejnym ważnym powodem migracji lisów do miast w skali kraju są od kilku lat… szakale złociste. Zwierzęta te w ramach swojej ekspansji terytorialnej wkroczyły do lasów wschodniej Polski i zaczęły sukcesywnie przemieszczać się na zachód. Proces ten rozpoczął się ok. 10 lat temu. Szakale są naturalnymi przeciwnikami lisów, które zostały skutecznie z wypłoszone z rodzimych lasów i przeniosły się do miast.

Fakt ten potwierdzają pracownicy Instytutu Badań Ssaków PAN w Białowieży, którzy zajmują się monitorowaniem tego problemu. Najwięcej szakali dociera do Polski z terenu Białorusi i Ukrainy, ale powoli też z terenów Litwy, Czech, a nawet Niemiec.
Obserwacje potwierdzają nie tylko ich obecność, ale również fakt osiedlenia się na terenie Polski. Ich ekspansja odbywa się z kilku różnych kierunków, jest naturalna i ma odmienny charakter aniżeli inwazje szopa czy norki amerykańskiej, które zostały wprowadzone do środowiska przez człowieka.

Przyrodnicy nie wiedzą dziś jeszcze dokładnie, jakie będą skutki pojawienia się szakali złocistych w Polsce. Wiadomo natomiast, że lubią one tereny otwarte i doliny rzek. Żywią się gryzoniami, zającami, padliną i o ten właśnie pokarm mogą konkurować z lisem i jenotem. Szakal to dość duży drapieżnik, więc z powodzeniem może oddziaływać nie tylko na populację zająca, ale również sarny poprzez zabijanie młodych koźląt.

 

Sprytny mieszczuch

Miasta stwarzają lisom idealne warunki i to nie tylko w okresie zimy. Te dzikie zwierzęta są bardzo inteligentne i jeszcze szybciej się uczą. Nie będą traciły cennej energii na polowanie, skoro w mieście jest stosunkowo łatwy dostęp do pożywienia. Mają przecież śmietniki i pełne smakowitych odpadków kosze na śmieci, w których zawsze mogą łatwo i szybko zdobyć każdą ilość wysokoenergetycznego pożywienia. Aglomeracje miejskie są obecnie ich naturalnym środowiskiem, w którym czują się całkiem dobrze. Co warto podkreślić, lisy nie niosą ze sobą żadnego realnego zagrożenia dla mieszkańców miast.

W miastach stały się jednak śmiertelnymi wrogami wolno żyjących kotów i przedstawicieli z gatunku łasicowatych. Niewykluczone, że już za kilka widok dziko żyjących kotów będzie prawdziwą rzadkością. Identyczny proces obserwowano m.in. w wielu miastach Wielkiej Brytanii, gdzie lisy zajęły miejsce właśnie kotów. Zaczęły na nie tak skutecznie polować, że doszczętnie je wytępiły. Zwierzęta te utworzyły swoje kolonie w miastach już w latach 30. XX w., gdy na przedmieściach wielu miast zaczęła rozrastać się szeregowa zabudowa z bujnymi ogrodami. Szacuje się, że obecnie w Londynie żyje ponad 20tys. tych drapieżników, a na terenie całego kraju ich populacja przekracza 2 mln osobników. Dlatego nie powinniśmy się dziś dziwić widokowi lisa na warszawskim Ursynowie, w Wilanowie, Mokotowie, Ochocie, Łazienkach Królewskich, a nawet skradającego się w ścisłym centrum stolicy wzdłuż muru stacji Filtrów przy ul. Koszykowej czy buszującego bezkarnie w pobliżu Dworca Głównego. Najlepszymi miejscami w mieście do bytowania tych rudych drapieżników są: kompleksy ogródków działkowych, cmentarze, parki – a więc miejsca niedostępne dla psów.

Lisy docierają do Warszawy wzdłuż brzegów Wisły, torów kolejowych i dróg, które, jak wiadomo, przecinają całe miasto. Do miasta przyciąga ich wbrew pozorom nie tylko łatwość zdobycia pożywienia, ale również nowe tereny, na których z chęcią polują na popularne tam bażanty, kuropatwy, króliki, a nawet gołębie.

Ale nie tylko… Otóż okazuje się, że rudy drapieżnik w mieście zmienia też swoje upodobania pokarmowe i często korzysta z pokarmu roślinnego. Staje się wszystkożerny, a co za tym idzie podlega zasadom ewolucji, co potwierdzili na podstawie obserwacji naukowcy z Zakładu Badania Ssaków PAN, którzy postanowili przyjrzeć się uzębieniu zwierząt zamieszkujących w miastach, stwierdzili, że ich długie i ostre do tej pory zęby służące do chwytania ofiar powoli przekształcają się w krótsze i już mniej ostre, ale za to przystosowane do pobierania różnych rodzajów wszystkożerców.

Jak ograniczyć liczebność?

Działania polegające napróbie ograniczenia populacji lisów w Polsce, które miały być ratunkiem dla odbudowania liczby zajęcy ikuropatw, zakończyły się fiaskiem. Liczne niegdyś zające ikuropatwy znikają zpolskich lasów iłąk, alisów jest nadal coraz więcej. W 2000r. było ich 145tys.,w2008– ok. 209tys., a w 2014 r. ponad 225 tys.

Po dokładnym wyliczeniu współczynników zagęszczenia lisów w Polsce okazuje się, że są takie tereny, gdzie mamy 8,5 lisa na 1000 ha, natomiast średnie zagęszczenie na terenie całego kraju szacuje się na 7,8 szt. na 1000 ha. Należy przypomnieć, że wg większości opinii docelowe zagęszczenie lisa powinno wynosić 1–3 szt. na 1000 ha. Wielu przyrodników i naukowców uważa, że zbyt duże zagęszczenie drapieżników wpływa negatywnie na populację innej zwierzyny drobnej. Chcąc zatem zachować i chronić rodzimą faunę, powinniśmy zaakceptować polowanie na lisy. Zwiększony odstrzał jest bowiem w stanie realnie zmniejszyć jego presję na populacje zajęcy, kuropatw i bażantów. Liczebność tych zwierząt dla całej Polski na każdy kilometr kwadratowy jest i tak duża, a Warszawie ta średnia jest kilka razy większa.

Sytuację komplikuje dodatkowo to, że lisa w mieście nie sposób odstrzelić. Myśliwi mogą używać broni jedynie tam, gdzie do najbliższych zabudowań jest przynajmniej 100 m bezpiecznego dystansu. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydają się być żywe pułapki, jednak czujne lisy, czując jakikolwiek podstęp, omijają je zdaleka. Dlatego też coraz częściej mówi się także ośrodkach farmakologicznych – antykoncepcyjnych, które być może przyniosą podobne efekty jak te podawane gołębiom miejskim.

 

Ekspansja postępuje

Innym istotnym powodem pojawiania się tych drapieżników na terenach zamieszkałych przez ludzi są m.in. pozostawiane w lasach przez turystów worki ze śmieciami oraz resztkami jedzenia. Dorosłe osobniki przyprowadzają młode do miejsc, w których mogą znaleźć cenne pożywienie. Dlatego ważne jest, żeby nie wyrzucać odpadów w lasach, o co apelują leśnicy z całej Polski.

Lisy, od wielu lat nie chorujące na wściekliznę, nie posiadają również naturalnych wrogów. W ostatnich latach wyszły też z mody lisie futra, więc myśliwym nie opłaca się do nich strzelać. Pracownicy Lasów Państwowych coraz częściej dostają zgłoszenia nie tylko o pojawiających się w miastach lisach, ale również o dokarmianiu ich przez ludzi. Lis to zwierzę, które łatwo i szybko dostosowuje się do panujących warunków. Jeśli ma łatwy dostęp do pożywienia, chętnie z niego korzysta. Najwięcej szkód w stolicy lisy wyrządzają na terenie Łazienek Królewskich, gdzie polują na pawie, kaczki oraz wyławiają ryby ze stawu.

Lisi problem dostrzegło również Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, które trudno raczej posądzić o łowiecki lobbing. Zwrócili oni bowiem uwagę na fakt dziesiątkowania przez lisy niezwykle cennych kolonii ptaków lęgowych, m.in. mew i rybitw zlokalizowanych nad wodami Jeziora Nyskiego, a dokładniej jednej z jego wysp, która jest naturalnym siedliskiem ponad 2 tys. par lęgowych mew śmieszek, rybitw rzecznych i mew czarnogłowych. Owe kolonie lęgowe dwóch pierwszych gatunków są jednymi z największych w regionie, a populacja rzadkiej mewy czarnogłowej należy do najważniejszych w skali całego kraju. Drapieżniki dziesiątkują coraz rzadsze przepiórki, a na niektórych terenach wytrzebiły prawie wszystkie cietrzewie i regularnie wyjadają wiosenne lęgi dzikich kaczek i gęsi, które i tak są zagrożone wyginięciem.

 

Przemysław Miller