Troska i pasja (nr 19/2014)

3 października 2014 13:53 2014 Wersja do druku

Historyczne rekonstrukcje są dziś w modzie, a leśników zawsze ciągnęło do poznawania przeszłości i dziedzictwa kulturowego terenów, na których gospodarzą lasami. I mają na tym polu sporo dokonań. Dobrym przykładem jest Nadleśnictwo Wejherowo.


Region, w którym to nadleśnictwo gospodaruje (m.in. lasy dawnej Puszczy Oliwsko-Darżlubskiej, tereny leśne znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie Bałtyku, wokół jeziora Żarnowieckiego) ma nadzwyczaj bogatą udokumentowaną przeszłość historyczną. I to od neolitu, a więc czasów przed naszą erą, przez średniowiecze po II wojnę światową. Ten najstarszy okres znaczy m.in. kilkadziesiąt odkrytych i wciąż badanych stanowisk archeologicznych.

Osada łowców fok

Najcenniejsze znalezisko pochodzi z okresu późnego neolitu (2500-1700 rok p.n.e.). Wtedy nad dzisiejszą Zatoką Pucką pojawiły się pierwsze osady łowców fok. To oni stworzyli tzw. kulturę rzucewską, pozostawiając oryginalne wyroby z ceramiki, bursztynów, także kamienne narzędzia.

Osadę odkryto w 1894 r., a pierwsze prace wykopaliskowe miały miejsce w latach 1927–29. W 1984 r. archeolodzy wznowili badania, koordynowane do dziś przez Muzeum Archeologiczne w Gdańsku. Na bazie dokonanych odkryć utworzono w Rzucewie Park Kulturowy Łowców Fok. To największy tego typu obiekt na całym wybrzeżu południowego Bałtyku.

– Gdy zaczęto realizować koncepcję parku kulturowego, leśnicy nas poparli – opowiada Danuta Król, starszy kustosz Muzeum Archeologicznego w Gdańsku. – A oddając swój teren, jako jego gospodarze zastrzegli, że nie można tam wprowadzać żadnych elementów z betonu czy asfaltu i twórcy obiektu te uwagi uwzględnili.

W drewnianej, pokrytej dachem z trzciny chacie kaszubskiej znajduje się stała ekspozycja archeologiczna. Tam też prezentowane są wystawy czasowe. Największą atrakcją dla zwiedzających jest ścieżka dydaktyczna, na której mogą cofnąć się do okresu neolitu, a konkretnie czasów osady łowców fok. Pomocne są w tym zrekonstruowane obiekty: półziemianka, chata słupowa (na zdj.), zbudowana na planie kwadratu z dwóch rzędów słupów wbitych w ziemię, i chata szamana.



                   Fot. P. Rumanowski

Turyści mogą się też wcielić w mieszkańców tej osady, uczestnicząc w obróbce krzemienia, konstruowaniu łuków. Mogą również spróbować swoich sił w rzutach miotaczem harpuna. Przy użyciu tego oręża, służącego do polowania na foki, wykorzystywano dodatkowe ramię, zwiększające siłę uderzenia.

Duże ilości kości tych ssaków wskazują, że stanowiły one podstawę wyżywienia mieszkańców osady. A polowano na foki pospolite, szare, obrączkowane i grenlandzkie. Na wyprawy wybierano się zapewne łodziami dłubankami, zabierając również kościane i rogowe harpuny.

– Na terenie Nadleśnictwa Wejherowo jest kilkadziesiąt stanowisk archeologicznych, a z tamtejszymi leśnikami współpracujemy od końca lat 80. Cieszy nas bardzo, że włączają również nasze obiekty do swoich, leśnych ścieżek dydaktycznych, czyniąc to bardzo profesjonalnie. Ostatnio do takiej ścieżki, posadowionej nad jeziorem Orle, leśnicy włączyli, leżące nad pradoliną rzeki Redy, grodzisko pochodzące z XIII–XIV w. – podsumowuje Danuta Król.



Wyrabianie harpuna. Za chwilę będzie można spróbować również rzutu
Fot. P. Rumanowski (2)


Rekonstrukcja bitwy pod Świecinem

W 1462 r. w nocy z 16 na 17 września pod wsią Świecino, leżącą nieopodal Krokowej, rozegrała się krwawa bitwa wojny trzynastoletniej, w której wojska krzyżackie zostały rozgromione przez polskich rycerzy. Na polu bitwy legło tysiąc żołnierzy zakonnych, w tym ich dowódca Fritz von Raveneck, a Polacy zdobyli ponad 200 wozów z ładunkiem i 15 dział.

Inscenizacja bitwy – wielkiego sukcesu polskiego oręża (jej następstwem było zdobycie Gniewu i powrót do wiślanego handlu) – jest ponoć drugą tego typu po bitwie pod Grunwaldem. Organizowana każdego roku na początku sierpnia cieszy się coraz większą popularnością.



                 W oczekiwaniu na atak Krzyżaków... (Rekonstrukcja bitwy pod Świecinem)
                 Fot. E. Pudlis

Jednym z pomysłodawców i współorganizatorów tej inscenizacji był Marcin Kowalski, leśniczy leśnictwa Kępino z Nadleśnictwa Wejherowo, uczestnik pokazu m.in. bitwy pod Krojantami. Postanowił zorganizować taką inscenizację na polach bitewnych Świecina, znajdujących się kilkanaście kilometrów od jego leśniczówki.

Pierwszy pokaz tej bitwy odbył się w 2006 roku. Dzięki wsparciu miejscowego nadleśnictwa, lokalnych władz, prace organizacyjne szły bardzo sprawnie. Aby poznać tamtejsze realia, Marcin Kowalski przewertował z członkami Stowarzyszenia Chorągiew Wejhera, zrzeszających miejscowych miłośników odtwarzania wydarzeń z dziejów Polski, mnóstwo książek.




W obozie polskim przed bitwą
Fot. E. Pudlis
Pogromca Krzyżaków Marcin Kowalski (z prawej), na co dzień leśniczy leśnictwa Kępino
Fot. T. Jopek

– Nasz temat „wrzucony” do Internetu – opowiada – spotkał się z bardzo przychylnym odzewem bractw z całej Polski. W Izbie Przyrodniczo-Leśnej Muza, którą udostępniło nam nadleśnictwo, rozdzieliliśmy role. Mnie przypadło w udziale zadanie organizatora bitwy, oprócz tego zostałem strzelcem konnym wojsk polskich.

Rezultat tych mozolnych przygotowań – co mogło ocenić ok. tysiąca widzów, zgromadzonych na polach bitwy pod Świecinem 19 sierpnia 2006 r. – był imponujący. Konstrukcje taborów – z ostrokołami, działami itp., które Krzyżacy i Polacy wraz ze sprzymierzonymi wojskami rozbili naprzeciw siebie, robiły wrażenie. Efektowne były także prezentacje strojów i uzbrojenia, turniej łuczniczy, pokazy artylerii, strzały z broni palnej. A samą bitwę relacjonowały prawie wszystkie miejscowe media, z telewizją włącznie.

Od kilku lat spiritus movens tego wydarzenia jest Adam Śliwicki, do niedawna nauczyciel historii, a obecnie zarządca nieruchomości, również wiceprzewodniczący Sejmiku Pomorskiego, mieszkaniec Świecina. Jak informuje, w tym roku na inscenizację bitwy zjechały ponad trzy tysiące turystów. Goście uczestniczyli w turniejach broni z tamtej epoki, słuchali występów Góry Trola – zespołu muzyki dawnej, degustowali posiłki z tamtych czasów, słowem – znaleźli się w tamtej epoce, smakowali tamtych czasów.

– W przyszłym roku będziemy organizowali tę inscenizację dziesiąty raz. Nie wyobrażam sobie, aby ten jubileusz odbył się bez leśników. Oni wciąż nam pomagają w organizacji transportu. Dzięki nim w tym roku wykonaliśmy wokół obozu nowy, wspaniały ostrokół i tak solidną replikę bramy obozowej, że mimo ostrzału z hakownic – fragment inscenizacji bitwy – trudno ją było zdobyć – opowiada Śliwicki.


Kaszubska Golgota

Na terenie Nadleśnictwa Wejherowo miała miejsce największa masowa zbrodnia ludobójstwa w woj. pomorskim. Masowe egzekucje wykonywano w lasach piaśnickich, na terenie Puszczy Darżlubskiej, nie bez kozery nazywanych Kaszubską Golgotą.

Szacuje się, że od października 1939 r. do maja 1940 r. hitlerowcy zamordowali tam ok. 14 tys. osób. Byli to w przeważającej mierze najaktywniejsi przedstawiciele polskiej inteligencji. Najeźdźcy określili tę grupę osób „polską warstwą przywódczą”, zaliczając doń m.in.: nauczycieli, lekarzy, prawników, dziennikarzy, także leśników.

Rokrocznie na miejscu zbrodni odbywają się uroczystości, które upamiętniają śmierć ofiar Kaszubskiej Golgoty. W ostatnich latach mają miejsce pod nową kaplicą, która powstała m.in. dzięki staraniom leśników.


                    Kaplica na piaśnickiej nekropolii (Kaszubska Golgota)
                    Fot. E. Pudlis

– Leśnicy – gospodarze terenu, na którym znajduje się piaśnicka nekropolia – zasłużyli się dla niej w sposób szczególny – wspomina Adam Śliwicki. – To właśnie oni, kiedy nie było łatwo, zbudowali drogę dojazdową do grobów i musieli się z tego bardzo mocno tłumaczyć. Oni też dofinansowali budowę Bramy Piaśnickiej w Wejherowie, na Placu Ofiar Piaśnicy.

Aktywność leśników w upamiętnianiu masowych egzekucji w lasach piaśnickich trwa. Jesienią tego roku przed siedzibą Nadleśnictwa Wejherowo na stanąć pomnik Romana Kuniewskiego, przedwojennego nadleśniczego tej jednostki, jednej z ofiar Kaszubskiej Golgoty.

Idea upamiętnienia tej postaci wydaje się ze wszech miar trafiona. Kuniewski zasiadał m.in. w radzie miejskiej, działał w Polskim Związku Zachodnim, był prezesem powiatowym Polskiego Związku Strzeleckiego oraz wiceprezesem Rady Powiatowej Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. A w 1939 r. podjął współpracę z Dowództwem Obrony Wybrzeża. I na własne ryzyko zlecił wycinkę drzew na fortyfikację, zorganizował siłę roboczą oraz transport dla I Morskiego Pułku Strzelców. Wyznaczył też miejsca zawału na leśnych traktach i duktach, aby spowolnić przemarsz niemieckich wojsk.

– W lasach piaśnickich zginęło co najmniej 14 leśników, a wśród nich mój przedwojenny poprzednik Roman Kuniewski. Jego pomnik będzie przypominał naszemu społeczeństwu, że wśród tych, którzy bronili niepodległości Polski, złożyli swoją daninę krwi, byli również leśnicy. Dowodząc tym samym, że ta grupa zawodowa jest nie tylko za pan brat z historią na co dzień, ale dawała bohaterów, którzy tę historię tworzyli – powiedział Janusz Mikoś, obecny szef Nadleśnictwa Wejherowo.

Eugeniusz Pudlis