Mundurowe sacrum i profanum - wywiad z projektantką Anną Jatczak (nr 13-14/2014)

15 lipca 2014 12:12 2014 Wersja do druku

Skoro procedury noszenia czapek nie są przestrzegane, nie szafujmy czapkami z orzełkiem – mówi Anna Jatczak, projektantka mody, autorka kolekcji nowych ubrań dla leśników Lasów Państwowych.

 


Fot. E. Pudlis (2)
Jak została Pani projektantką kolekcji ubrań dla Lasów Państwowych?

 

Nie miałam wcześniej kontaktów z ludźmi tej profesji. Ja jestem zawodowym projektantem. Gdy zaproponowano mi ewentualny udział w tym przedsięwzięciu, złożyłam swoje CV i – według obowiązujących procedur – wybrano moją osobę.


Czy wcześniej projektowała Pani kolekcje dla służb mundurowych?

Nie miałam takich doświadczeń, nie licząc kurtek skórzanych, które, pracując dla Kurowa, zaprojektowałam dla wojsk NATO.


Od czego zaczęła Pani prace nad projektem dla LP ?

Od lektury założeń, które mi przedstawiono. Lasy wykonały wcześniej badania i na ich podstawie określiły swoje potrzeby.
Ja otrzymałam założenia i wnioski z tych badań. To był surowy projekt, z którym musiałam się zmierzyć, a pracowałam nad nim ponad półtora roku. Miałam również świadomość, że ubiór leśnika, od wyjściowego poczynając, przez codzienny, po terenowy, musi mieć wspólny mianownik.


To znaczy?

Ubranie jest nośnikiem informacji. Inaczej się je projektuje dla polityka, inaczej dla artysty, inaczej dla konkretnych zawodów. Ubiór leśnika musi do ludzi „przemawiać”, podkreślać rolę, jaką pełni w społeczeństwie. On powinien w taki sposób wyróżniać pracowników LP, aby otoczenie identyfikowało go z firmą. Dlatego najważniejszym problemem przy opracowywaniu tej koncepcji nie była realizacja określonych produktów, a stworzenie całościowej wizji.


Na jakiej bazie ją Pani tworzyła?

Musiałam się odnieść do historii munduru leśnika, korzystając m.in. z publikacji Leszka Pręcikowskiego „Ludzie lasu i ich mundur”. Ta książka pokazuje metamorfozę, jaką ten mundur w przeszłości przechodził. Ale on nie mógł być jedynym wzorcem dla mojego pomysłu, bo musiałam w głównej mierze uwzględnić warunki, które wynikają z teraźniejszości. Dlatego sporo czasu spędziłam na oglądaniu serwisów zdjęciowych m.in. w Internecie, prasie, przedstawiających leśników podczas różnych wydarzeń, w różnych sytuacjach zawodowych. To pozwoliło na uzupełnienie założeń i zdefiniowanie potrzeb, które przekazały mi Lasy Państwowe.


I jakie wnioski z tej kwerendy zdjęć w mediach się Pani nasuwały?

W mojej głowie zawirowało, bo nie bardzo mi było wiadomo, z kim mam do czynienia.


Dlaczego?

Odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z… wojskiem z demobilu. To zaczęło mi bardzo przeszkadzać. Tym bardziej że miałam w głowie taką wizję: leśnik to ktoś, kto reprezentuje określony zawód, instytucję i jego wizerunek jest pozytywny w odbiorze.

Być może leśnicy, spotykając się na co dzień, nie zwracają uwagi na to, jak wyglądają, bo personifikują noszących ubrania: to jest Krzysiek, to Hanka itd. Może coś im w tych ubraniach nie pasuje i próbują to zmienić. A we mnie – gdy oglądałam ich na zdjęciach – zaczęło zgrzytać. Nawet stroje leśników w Wikipedii raziły, gdyż kolory poszczególnych części munduru różnią się. A to jest niedopuszczalne!


Jakie decyzje wtedy Pani podjęła?

Że to wszystko trzeba uporządkować, zunifikować, uczynić w odbiorze czytelnym. Tym bardziej leśnicy mają bardzo dobry odbiór społeczny. To nie tylko profesja, która kojarzy się z konkretną służbą, a zawód z misją, to prawie powołanie. A ponieważ jest wykonywany na dużych przestrzeniach, kojarzy się z wolnością, jest także kreatywny…


Ale co to ma wspólnego z projektowaną kolekcją ubrań dla leśników?

Doszłam do wniosku, że należy odejść od pewnego skostnienia formy, którą dostrzegłam, a której nie akceptują sami leśnicy i jakiegoś bałaganu w ich ubiorze. Z kolei zastygłą formę, którą oglądałam na zdjęciach, postanowiłam w swojej kolekcji rozluźnić. Wtedy też zdecydowałam, że do chwalebnej tradycji leśnictwa nawiążę, ale od akcentów militarnych: stójek, pagonów, nakładanych z klapami kieszeni, powinnam raczej odejść.


Co Pani zaproponowała w zamian?

Kolor jest stały, ale każdy pracownik może tworzyć swój zestaw. Wybiera: sweter, bluzę i spodnie, które w sumie są jednorodne i dobrze identyfikują grupę zawodową. W miejscach najbardziej widocznych użyto identyfikatory. Napisy „Lasy Państwowe” pojawiają się na rękawach, przy pulersach. Stwierdziłam, że jeżeli będzie pewna doza wolności, wyboru, to leśnicy, miksując zestawy, będą się dobrze czuli, ale równocześnie będą identyfikowani jako pracownicy jednej firmy.


Czy ta identyfikacja ma jakiś wspólny mianownik?

W tym projekcie, dla dużej grupy pracowników, oparliśmy się na zasadzie dress code, który funkcjonuje w wymagających grupach społecznych. Dlatego m.in. została wyszczuplona marynarka męska, bardziej wysmukłe są spodnie. Zastosowaliśmy również nowe tkaniny, inną technologię szycia ubrań oficjalnych, formalnych.


Na jakie tkaniny postawiła Pani w tej kolekcji?

Zaproponowałam wiele tkanin nowej generacji, optymalnych dla danych ubrań. Posiadają membrany – cienkie przestrzenie między ciałem i tkaniną. Ich głównym zadaniem jest nieprzepuszczanie powietrza. Podwyższone są też parametry tych tkanin; bawełnę wzmocniono specjalną nitką. Skarpety mają włókna gwarantujące odpowiednią termikę, odprowadzające pot. Zdecydowanie więcej bawełny jest też w koszulach mundurowych białych i zielonych. Zastosowano włókna modalowe – cieńsze, bardziej plastyczne, dające komfort wilgotności. Dzięki nim ubranie może być dłużej użytkowane. Ale mundur wyjściowy wciąż jest wykonany z mieszanki wełny i poliestru, a zatem będzie lżejszy i lepiej się go będzie nosiło.


W jaki sposób ubrania tej kolekcji uwzględniają zmienne, bardzo często trudne warunki, w jakich muszą pracować leśnicy?

Asortyment odzieży przeznaczonej do pracy w terenie jest bardzo duży. Oprócz kurtek sezonowych są kamizelki, polary, swetry i bluzy z materiału tzw. softshell – grupy tkanin miękkich, wiatroodpornych, dobrze „oddychających”, przeznaczonych do specjalistycznej odzieży sportowej. A spodnie w paru wydaniach: terenowe, z polarem i bawełnianie, służące w mniej ekstremalnych warunkach, kilka rodzajów skarpet, buty z włókien, które dają duży komfort użytkownikowi.


A co było największą barierą do pokonania?

Nie było barier, nie licząc tych natury mentalnej. Ale z kolekcją, którą przygotowałam, trzeba się oswoić; być może będzie ona jeszcze weryfikowana. Ja z kilku elementów świadomie zrezygnowałam, aby się nad nimi jeszcze pochylić, zastanowić.


Na przykład?

Odeszliśmy od guzika z wizerunkiem orła, bo nie można mieszać sacrum z profanum. Mówię tak, gdyż bardzo mi przeszkadzało, gdy na oglądanych mundurach guziki z orłem były przyszywane jedną, często kontrastową nitką. Jeżeli mamy tak traktować orła, to lepiej, żeby go w ogóle nie było. I lepiej, żeby mundur był garniturem w miarę współczesnym, dobrze funkcjonującym i niczego na siłę nie wymuszał. Proponowany guzik jest z tworzywa sztucznego, imitującego skórę, z logiem Lasów Państwowych. On porządkuje ten garnitur.


Rezygnacja z orzełka na guzikach, a szczególnie na otoku czapki, bardzo wielu leśników zbulwersowała. Bo profesja leśnika to – jak Pani sama podkreślała – swoiste powołanie, misja. To także nutka tradycji, patriotyzmu, którym leśnicy wykazywali się w najtrudniejszych okresach dziejów Polski.

Jeżeli jesteśmy tak bardzo do tradycji przywiązani, wzbudza to nasze emocje, to szanujmy to, co mamy. Bo jeśli nie obowiązują procedury – raz czapka jest używana, innym razem nie, nie ma określonych warunków, kiedy powinna się na głowie znaleźć, to nie wiem, czy nie zasadniejsze jest noszenie kapeluszy…


Leśnik wykonujący codzienne zadania może mieć różne nakrycie na głowie, ale podczas oficjalnych spotkań, uroczystości lepiej wygląda w czapce, z orzełkiem na otoku.

Leśnicy to nie wojsko, więc nie muszą mieć przełożenia na militaria. To tylko z historii wynika, żeby ubiór leśnika miał charakter munduru wojskowego.


„Tylko” czy „aż”?

Obowiązujące ubranie wyjściowe jest mocno wojskowe, militarne, bardziej niż to było w przeszłości. Przeglądałam zdjęcia leśników w różnych sytuacjach i doszłam do wniosku, że skoro procedury noszenia czapek nie są przestrzegane, nie szafujmy czapkami z orzełkiem. Lepsze będzie swobodniejsze nakrycie głowy, na przykład kapelusz.


                              Fot. D. Klawczyński

Dlaczego akurat kapelusz?

Bo kapelusz z dobrego materiału jest bardzo eleganckim nakryciem głowy mężczyzn od zarania dziejów – rozluźnia, daje więcej swobody. I może być z wizerunkiem orzełka nie koniecznie na środku, a z boku kapelusza. Jeżeli natomiast pozostanie czapka, powinno się określić dokładnie, kiedy, w jakich okolicznościach ma być noszona.


Przejdźmy do niektórych detali. Buty damskie na sześciocentymetrowym obcasie nie będą odpowiadały każdej reprezentantce zawodu leśnika, a Pani go proponuje…

Wspomniany już dress code przyjmuje dla kobiet obcas od 6 cm jako optymalny dla jej budowy. On jest neutralny, ogólnie przyjęty dla tego typu korporacji. Będzie pewnie grupa kobiet, która nie zaakceptuje tego obuwia, ale projektując kolekcję dla dużego środowiska, nie da się zadowolić wszystkich. Alternatywą dla kobiet, które nie chcą takich obcasów, jest półbut – dokładnie taki jak męski. Kobieta nosząca spódnice za kolano, żakiet przykrywający biodra i czółenka to standard dla firm na całym świecie.


Atrybutem leśnika była przez lata raportówka. W Pani kolekcji jej zabrakło. Dlaczego?

Nie było jej w wykazie tego typu akcesoriów, więc się nią nie zajęłam. Podkreślam jednak, że chociaż wykonany projekt został przyjęty, jestem gotowa do ewentualnych zmian. Jeżeli będzie taka potrzeba, zajmę się nimi i wprowadzę uzgodnione poprawki.


Rozmawiał: Eugeniusz Pudlis