Przewróciło się? Niech leży (nr 8/2014)

14 maja 2014 09:26 2014 Wersja do druku

O martwym drewnie mówi się od lat. Wydawać by się mogło, że powiedziano o nim już wszystko. Nic bardziej mylnego. Pokazało to ogromne zainteresowanie konferencją „Rola martwego drewna w ekosystemach leśnych”, na którą przybyło ponad 250 osób.


Ogrom zainteresowania nie umknął uwadze organizatorów. Otwierając konferencję, prof. Henryk Żybura, dziekan WL SGGW, mówił: – Martwi mnie tak duże zainteresowanie tym, co martwe. Ale jednocześnie cieszy – bo by było martwe, najpierw musi być żywe.

Jolanta Błasiak (naczelnik Wydziału Ochrony Przyrody DGLP), która powitała gości w imieniu Lasów Państwowych, także z zadowoleniem komentowała zarówno tłumnie przybyłych uczestników, jak i liczbę referatów i plakatów. Odniosła się również do ważnej dla LP daty. Dzień otwarcia konferencji zbiegł się bowiem z oficjalnym rozpoczęciem obchodów 90-lecia Lasów Państwowych. – Uroczystości inaugurujemy dziś konferencją pod patronatem marszałek Ewy Kopacz zorganizowaną w Sejmie.


Nie „czy”, ale „ile”?

Dyskusja nie dotyczy już tego, czy pozostawiać martwe drewno. Dziś mówi się o tym, ile i gdzie. Jak przypomniał prof. Andrzej Grzywacz, biomasa roślin w lasach stanowi 98–99%. Siłą rzeczy musi pojawić się i martwe drewno. Jednak to nie tylko problem przyrodniczy, ale także ekonomiczny i społeczny. A głosy takie płyną ze wszystkich stron.

– Martwe drewno to dziś temat modny, budzący emocje. Dlaczego? Bo przestał być tylko naukowy. Zyskał znaczenie np. planistyczne – mówił Paweł Pawlaczyk z Klubu Przyrodników.

Jednak zanim na dobre rozpocznie się ta dyskusja, konieczna jest nieco inna. Chodzi o sprecyzowanie terminu „martwe drewno” (patrz ramka). Zresztą jest to pierwszy wniosek płynący z konferencji. Jednoznaczne określenie w trakcie prac terenowych, co jest martwym drewnem, a co nim nie jest (np. czy są to tylko drzewa martwe, czy także zamierające, czy tylko części nadziemne, czy też podziemne) bez stworzenia spójnej, niemal słownikowej definicji, może przysporzyć wielu problemów. W efekcie dwóch badaczy na tym samym terenie może uzyskać różne wyniki inwentaryzacji, wynikające wyłącznie z problemu definiowania.

– Prędzej czy później dojdziemy do konsensusu, ile martwego drewna ma być. Ale w tej dyskusji trzeba jednak pamiętać, że lasy są gospodarcze – mówił Piotr Lutyk, naczelnik Wydziału Ochrony Ekosystemów RDLP w Warszawie. – Ochrona tak, ale z podziałem na funkcje. Niekoniecznie bioróżnorodność musi być priorytetem w lasach gospodarczych.

Podobne głosy było słychać wśród uczestników: – Wielofunkcyjność tak, ale nie w każdym fragmencie lasów rozumiana tak samo.

Ale w dyskusji nt. ilości martwego drewna słychać było i inne głosy: – Ta dyskusja jest w zasadzie zamknięta. Lasy mamy certyfikowane, a FSC wymaga, by 5% powierzchni pozostawiać do naturalnego rozpadu – mówił jeden z uczestników.


Zatem wszędzie tyle samo?

Dziś zasoby martwego drewna w Polsce (patrz tabela) szacuje się na 5,8 m3/ha, co stanowi 2,18% w stosunku do drzew żywych. Łączna miąższość drewna martwego leżącego i stojącego to 52,7 mln m3. Takie dane płyną z zaprezentowanych przez Janusza Dawidziuka, dyrektora BULiGL, wyników kolejnej wielkoobszarowej inwentaryzacji stanu lasów wszystkich form własności.


Uczestnicy konferencji ze zrozumieniem przyjęli potrzebę zróżnicowania w rozprzestrzenieniu martwego drewna. Prof. Grzywacz mówił: – W lasach zagospodarowanych jest pięć razy mniej martwego drewna niż w lasach naturalnych. Mamy dziś w polskich lasach 2,2 mln wydzieleń. Przy takim zróżnicowaniu oczywiste jest, że muszą być różnice w ilości martwego drewna. Weźmy pod uwagę chociażby strefy zagrożenia pożarowego, reżim ochronności itd.

Profesor zasygnalizował także później dyskutowaną zależność od metodyki pomiaru. – Ilość martwego drewna to musi być suma działań czynników przyrodniczych, gospodarczych, ale także zasad pomiaru zawartych w IUL.

Ekonomiczny aspekt rozważań można było także usłyszeć z ust prof. Grzywacza: – Niektóre RDLP sugerują się tym, co mówią RDOŚ, np. żeby martwe drewno w stosunku do zasobności stanowiło 10%. Niby niewiele. Ale popatrzymy na to w skali ogólnopolskiej: 10% zasobności polskich lasów to 230 mln m3, sześć etatów rocznych pozyskania w całym kraju, ponad 35 mld zł. Czy możemy sobie na to pozwolić? To kwestia do dyskusji.


We wnioskach pokonferencyjnych uznano, że ilość rozkładającego się drewna powinna być zróżnicowana w zależności od głównych funkcji wypełnianych przez konkretny kompleks leśny. Jednocześnie uznano jednak, że aktualna ilość tego drewna w naszych lasach jest niewystarczająca i w długim horyzoncie czasowym powinna być zwiększana. Cenne było przypomnienie, że zasoby martwego drewna w lasach to nie cel, a jedynie środek do celu, jakim jest wspieranie bioróżnorodności.

Kolejnym krokiem po określeniu co jest martwym drewnem (a ściślej co będziemy za nie uznawać), miałoby być ujednolicenie sposobu pomiarów. O potrzebie stworzenia wspólnej metodyki przekonywał niejeden referat.


Z aptekarską precyzją

O tym, jak od sposobu pomiaru, wyboru metodyki zależy ilość martwego drewna, przekonywał m.in. Grzegorz Janas z RDLP w Katowicach (referat publikowaliśmy w nr. 5/2014 „Lasu Polskiego”).

Także Janusz Dawidziuk podkreślał dobitnie, jak ważne jest już dziś poświęcenie kilku zdań i podanie dokładnie zastosowanej w badaniach metodyki. – Mierząc martwe drewno stojące, przyjęliśmy, że choćby jeden żywy liść oznacza drzewo żywe – mówił Bożydar Neroj z BULiGL.

Spory o ilość martwego drewna nie ustają, mimo że dziś nawet nie wiemy dokładnie, czy nasze zasoby martwego drewna są małe czy duże. Tymczasem krytyczne ustawianie Polski w międzynarodowych rankingach martwego drewna zdarzało się publicystom. – Chcąc porównywać się z zasobami w Europie, musimy dążyć do unifikacji wskaźników – mówił Jan Tabor z DGLP. Danych porównawczych, uzyskanych wg jednolitej metodyki, dostarczy za 2–3 lata monitoring wykonany w ramach europejskiego projektu BioSoil Forest Biodiversity. Kilka lat temu na 438 powierzchniach próbnych w Polsce zasoby martwego drewna oszacowano na 9,6 m3/ha. To dwa razy więcej niż pokazują dane WISL.

Na tym nie koniec. – Metodyka pomiarów może posłużyć do naciągania statystyk. Bo przecież można by pomierzyć np. leżaninę poniżej 7 cm grubości. Dlatego powtarzam – zawsze trzeba podać metodykę – podkreślał Dawidziuk.

A może wcale nie potrzeba dokładnie określać, ile martwego drewna pozostawiać?

– Były czasy, gdy każde suche drzewo z przyganą wpisywano do książki służbowej. Dziś mamy naukowe podstawy, by martwe drewno w lasach zostawiać. Problem to ilość tego drewna. Wg mnie podchodzimy do tego ze zbytnią aptekarską precyzją. A przecież nie wszystko da się zmierzyć, zważyć – mówił Ryszard Kapuściński, prezes LOP.

Może rozwiązaniem byłoby zaproponowane stworzenie modeli opartych na naukowych danych? Miałyby one wytyczyć pożądany poziom martwego drewna w zależności od m.in. siedliska, wieku drzewostanu i jego głównej funkcji. Coraz częściej słychać, że za daleko posunęliśmy się w rozumieniu wielofunkcyjności lasów i trzeba zweryfikować poglądy na ten temat.


Czego oczy nie widzą,...

A co jeśli trzeba by oszacować też zasoby martwego drewna pozostającego w glebie?

Właśnie o szacowaniu biomasy korzeni referat prezentował Paweł Strzeliński z UP w Poznaniu (przygotowany wspólnie z Andrzejem Jagodzińskim z Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku). W projekcie badawczym „Bilans węgla w biomasie drzew głównych gatunków lasotwórczych Polski” opracowano algorytmy do szacowania ilości biomasy poszczególnych części drzew. By je sporządzić, konieczne było pozyskanie całych drzew przez ich wywrócenie lub wypłukanie systemu korzeniowego z gleby. Pomimo ogromnej staranności w pozyskiwaniu systemów korzeniowych, nawet 20% pozostawało w glebie. Mimo to przyjęto, że część podziemna stanowi ok. 20% biomasy nadziemnej drzewa.


Szacowanie części podziemnej przeprowadzono także w przypadku wielkoobszarówki. Mierząc pniaki, przyjęto podobnie jak w przypadku powyższych badań empirycznych, że część podziemna to 20% grubizny i drobnicy części nadziemnej oszacowanej na podstawie średnicy pniaka. Okazało się, że we wszystkich lasach w kraju miąższość martwej części podziemnej drzew to ok. 197,1 mln m3 (21,5 m3/ha). Czterokrotnie więcej niż to, co nad ziemią…


Bałagan w tym lesie!

Gdy każdy leśnik już wie, co oznacza dla ekosystemu martwe drewno, ogół społeczeństwa widzi raczej butwiejące suszki i gnijące kłody. Nieuprzątnięte wykroty czy złomy to zwyczajny bałagan i powód zarzucania leśnikom, że niedbale gospodarują powierzonym mieniem. Jeden z uczestników, student leśnictwa, przytoczył historię „czyszczenia” lasów z leżaniny przez okolicznych mieszkańców. Nie rozumieją oni, że drewno może leżeć w lesie „po coś”.

– Mimo imponującego bogactwa referatów, także w ujęciu instytucji reprezentowanych na konferencji, smuci nieco fakt zbyt małej popularyzacji tematyki związanej z martwym drewnem wśród społeczeństwa. Komuś z ulicy mogłoby się wydawać: „ile można o tym mówić?” – pytał retorycznie prof. Grzywacz. Ale, jak widać, trzeba mówić i to wiele.

Ostatni wniosek z dwudniowych dyskusji dotyczył potrzeby zwiększenia poziomu wiedzy społeczeństwa na temat martwego drewna.

Urszula Zubert

Tegoroczna konferencja „Aktywne Metody Ochrony Przyrody w Zrównoważonym Leśnictwie” (26–27 marca) miała charakter jubileuszowy – odbywała się po raz 10. Problematyce martwego drewna przysłuchiwało się przeszło 250 uczestników. Wygłoszonych zostało aż 28 referatów, przedstawiono 39 plakatów.


                                 Fot. UZ
Jako że konferencja była jubileuszowa, nie mogło zabraknąć urodzinowego tortu. Sękacze przypominające drewniane wyrzynki miło zaskoczyły uczestników