Turzy come back?

24 maja 2013 12:14 2013 Wersja do druku

Tury, pomimo ochrony, jaką zapewnił im w XVI w. królewski akt prawny, wyginęły. Obecnie naukowcy uparcie pracują nad ich odtworzeniem i choć do uzyskania pierwszych osobników jeszcze daleko, ekipie naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu już udało się zsekwencjonować wiele fragmentów turzego DNA. Sklonowane cielę mogłaby urodzić nawet zwykła domowa krowa.

 


Tur, z racji na swe olbrzymie rozmiary oraz wąskie preferencje środowiskowe, wyjątkowo źle znosił presję człowieka i – wraz ze zwiększaniem się liczebności skupisk ludzkich – zaczął stopniowo ograniczać zasięg swego występowania. Do tego dochodziły polowania na to, stanowiące wszak cenne źródło pożywienia i zarazem ekscytujący obiekt łowów, zwierzę.

 

 

Dlaczego wyginął?

Czaszka tura w Muzeum w Gołuchowie (Fot. P. Zarzyński)Już w czasach starożytnych tur wyginął na Bliskim Wschodzie, na wyspach Morza Śródziemnego, na Bałkanach i na Półwyspie Apenińskim. Przypuszczalnie ok. V w. n. e. padły ostatnie tury zamieszkujące Półwysep Iberyjski. Na terenie Francji gatunek ten wyginął ok. X wieku. Nieco dłużej zachowały się tury w zachodniej części Niemiec oraz – przypuszczalnie – na terenie Anglii. Szacuje się, że wymarły tam ok. XI–XII wieku. Przez jakiś czas niemiecką ostoją tura był jeszcze Las Neuburski koło Passawy (Bawaria). Ostatni okaz padł tam w 1470 roku.

Później tury występowały już tylko na terenie dzisiejszej Polski. Początkowo zamieszkiwały prawdopodobnie niemal cały jej obszar, jednak do XV w. zasięg ich występowania skurczył się wyłącznie do Mazowsza i, być może, części Lubelszczyzny. W XV w. utrzymały się już tylko w tzw. lasach sochaczewskich, w skład których wchodziły Puszcze: Bolemowska (dzisiaj: Bolimowska), Wiskicka i Jaktorowska. Najpierw wyginęły w Puszczy Bolemowskiej, a potem w Wiskickiej. W wieku XVI zamieszkiwały już tylko Puszczę Jaktorowską o obszarze ok. 59 km2.

Według prowadzonych w kolejnych latach inwentaryzacji w 1557 r. żyło tam jeszcze ponad 50 osobników, ale w roku 1564 już tylko 38 (osiem byków, 22 krowy i osiem cieląt), a w 1599 r. – 24 sztuki. W ciągu zaledwie trzech lat liczebność stada spadła do 4 szt. (trzy byki i jedna krowa). W 1619 r. żyły jeszcze dwa egzemplarze, zaś w 1620 r. już tylko ostatnia krowa, która padła siedem lat później z przyczyn naturalnych w wieku ponad 30 lat. Obecnie w Jaktorowie znajduje się upamiętniający to wydarzenie pomnik.

Dlaczego tury wyginęły i co sprawiło, że najdłużej utrzymały się właśnie na terenie Mazowsza? Na pierwsze pytanie trudno udzielić jednej odpowiedzi. Na wyginięcie tego olbrzymiego gatunku złożyło się bowiem co najmniej kilka przyczyn: wycinanie puszcz, szybki rozwój osadnictwa, intensywne polowania, kłusownictwo, wyjątkowo srogie zimy, a także choroby zawlekane do dzikich populacji turów przez bydło domowe. Te ostatnie przyczyniły się zwłaszcza do wyginięcia ostatniego, jaktorowskiego stada turów. Było ono stosunkowo mało liczne, więc występujący w jego obrębie chów wsobny spowodował zawężenie puli genowej populacji, przez co uwrażliwił ją na atak niekorzystnych czynników zewnętrznych.



Turowie pod ochroną


Tablica informacyjna o turze w Muzeum w Gołuchowie (Fot. P. Zarzyński)Natomiast fakt, że to właśnie mazowieckie lasy stały się najdłuższą ostoją turów na świecie, wynika po części z ich pierwotnego charakteru i stosunkowo rozległych obszarów, głównie
jednak z tego, iż władcy tych ziem, począwszy od XIV w., byli w pełni świadomi unikatowości tych zwierząt i konieczności sprawowania nad nimi ochrony.

Tury, począwszy od XI w., uznawane były za najbardziej spektakularne zwierzęta łowne, zaś polowanie na te olbrzymy stanowiło część ius regale, czyli, przynajmniej w teorii, wyłączność na nie miał tylko monarcha. Z zapisków historycznych wynika jednak, że w praktyce władcy najczęściej zrzekali się tego prawa na rzecz swoich wasali i na tury dość powszechnie polowano.

Ostatnią ostoję tych zwierząt – Puszczę Jaktorowską – początkowo chroniły specjalne traktaty książąt mazowieckich, zaś – po włączeniu tych ziem do Polski – akty prawne królów polskich poparte czynnymi formami ochrony.

W połowie XVI w. we wsi Kozłowice na skraju puszczy osadzono 16 leśników z rodzinami. Ich wyłącznym obowiązkiem była opieka nad turami oraz zwalczanie kłusowników. W dowód przywilejów królewskich otrzymali ziemię pod uprawę wolną od podatków i opłat. Do ich zadań należało m.in. (...) turów doglądać, siana z Jaktorowa od poddanych odbierać, a tym sianem w zimie tury opatrywać, liczbę turów znać i panu staroście [sochaczewskiemu] co kwartał oznajmiać (...).

Z zachowanych zapisków wynika jednak, że pod koniec XVI w. opieka ta nie przebiegała należycie, nie dbano m.in. o przychówek ostatnich turów oraz dopuszczono do zawleczenia do ich stada chorób bydła domowego. W 1597 r. kancelaria króla Zygmunta III Wazy wystosowała do rzeczonego starosty pismo o następującej treści: (...) Skazujemy i znajdujemy, aby poddani wsi pomienionej, gdzie turowie bywają i pastwiska swoje albo stanowiska mają, bydła swego nie ganiali i trawy na pożytek swój nie kosili, gdyż ta wieś nie tak dalece dla dobytków ich, jako dla turów i takiego zwierza wczasów jest posadzona i wolnościami opatrzona. Starosta ma tego przestrzegać, aby puszcza nasza, gdzie tur przebywa, od poddanych przyrzeczonych pustoszona nie była; żeby turowie, zwierz nasz, mieli swe dawne stanowiska (...).

Niestety, w tym czasie żyło już tylko dwadzieścia kilka turów, ale gdyby podobne środki i restrykcje prawne zostały wprowadzone o sto lat wcześniej, to kto wie, czy „turowie” do dziś nie zamieszkiwaliby mazowieckich lasów. W każdym razie i tak działania te stanowiły bodaj pierwszy udokumentowany przykład czynnej ochrony zagrożonego zwierzęcia przed wyginięciem w skali całego świata.

W kronikach niemieckich pochodzących z pierwszej połowy XVIII w. można znaleźć zapiski, jakoby tury występowały jeszcze w latach 1705–55 w lasach w okolicach Królewca. Jest to jednak oczywiste nieporozumienie, wynikające z braku umiejętności rozróżniania przez dziejopisów turów od żubrów. Podobne intrygujące, lecz równie nieprawdziwe, informacje donoszą o występowaniu tych zwierząt w tym samym czasie w krajach azjatyckich.

Jako ciekawostkę warto dodać, że z rogu jednego z ostatnich turów, który padł w 1620 r., wykonano na polecenie starosty sochaczewskiego Stanisława Radziejowskiego ozdobny róg myśliwski, oprawiony w pozłacane srebro, z wygrawerowaną inskrypcją mówiącą, że jest to: róg turzy ostatniego turu z Puszczy Sochaczewskiej. Został on podarowany przez starostę królowi Zygmuntowi III Wazie. W czasie potopu szwedzkiego wraz z innymi łupami wojennymi trafił do Szwecji. Obecnie można go oglądać w Livrustkammaren (Muzeum Arsenału w Sztokholmie).



„Jurrasic Park”, czyli powrót tura?

Jaktorów, pomnik tura (Fot. T. Kuran GNU License)Tury fascynowały naukowców do tego stopnia, że już na początku XX w. pojawił się projekt odbudowy tego gatunku. Próbę taką na poziomie fenotypowym (wyglądu zewnętrznego) podjęli w latach 30. bracia Lutz i Heinz Heck (pierwszy z nich był dyrektorem zoo w Berlinie, a drugi zoo w Monachium). Wyszli oni z założenia, że od turów pochodzą prymitywne duże rasy bydła domowego (m.in. węgierskie, francuskie i hiszpańskie) i zaczęli je między sobą krzyżować w taki sposób, aby u potomstwa uwypukliły się te cechy, które sami określili jako „turze”. Po dziesięciu latach prac uzyskali rasę bydła określoną mianem „bydła Hecka” (do dziś hoduje się ją w niektórych ogrodach zoologicznych i zwierzyńcach m.in. na terenie Niemiec) i – hojnie sponsorowani przez III Rzeszę (której dostojnicy upatrywali w turze ucieleśnienia „germańskiej” siły i potęgi) – rozpoczęli jej introdukcję w naturze.
Najpierw grupę „turów” umieszczono w pruskim rezerwacie leśnym w Rominsten, zaś w 1942 r. wypuszczono na wolność w Puszczy Białowieskiej. Stado to zadomowiło się najprawdopodobniej we wschodniej części puszczy (która obecnie należy do Białorusi). Mimo całkowitego braku opieki ze strony ludzi, zaczęło się nawet rozmnażać i widywano je aż do 1946 roku. Później najprawdopodobniej padło ofiarą głodującej okolicznej ludności. Taka próba „odtworzenia” tura i tak mijała się jednak z celem, bowiem restytucja wymarłego gatunku na poziomie genetycznym drogą zwykłej selekcji jest po prostu niemożliwa.

Zupełnie nowe możliwości otwiera jednak w tej dziedzinie współczesna biologia molekularna. 13 października 2006 r. powołano do życia Polską Fundację Odtworzenia Tura. Jej zadaniem jest próba odtworzenia tego gatunku, w oparciu o materiał genetyczny pobrany ze szczątków kopalnych.

Róg myśłiwski Zygmynta III WazyJak dotąd, dzięki licznie zachowanemu materiałowi genetycznemu, ekipie naukowców pracujących pod kierownictwem prof. Ryszarda Słomskiego z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, udało się zsekwencjonować wiele fragmentów turzego DNA. Na razie prace te ukierunkowane są na lepsze poznanie genomu turów i znalezienie odpowiedzi na pytania, czy tury rzeczywiście były przodkami dzisiejszego bydła domowego oraz z jakimi współcześnie żyjącymi gatunkami są najbliżej spokrewnione. Naukowcy poszukują w ten sposób optymalnej „matki zastępczej”, która w przyszłości miałaby urodzić sklonowane cielę. Wśród kandydatek wymienia się obecnie m.in. samicę indyjskiego gaura, a nawet zwykłą domową krowę.

Przed naukowcami stoi jednak jeszcze co najmniej jedna istotna przeszkoda, polegająca na konieczności sztucznego uformowania chromosomów tura. Zdaniem specjalistów jest to jednak tylko kwestia czasu, zaś uzyskane zwierzę będzie w ponad 99% zgodne pod względem genetycznym ze swym protoplastą. Są tego pewni tak bardzo, że już teraz poszukuje się potencjalnych miejsc do „zakwaterowania” przyszłych stad turów. Wymienia się tutaj m.in. lasy Podlasia oraz Warmii i Mazur.

A co na to tamtejsi leśnicy? Część z nich uważa, że tury stanowiłyby olbrzymią (dosłownie i w przenośni) ciekawostkę turystyczną, przyciągającą do zwierzyńców rzesze zwiedzających, jednak ich ewentualne wsiedlenie do lasów wymagałoby przeprowadzenia wcześniej szczegółowych badań, bowiem obecność tak dużych roślinożerców, których nie było tam od wieków, z pewnością miałaby znaczący wpływ na ekosystem. Na pocieszenie można jednak dodać, że na te badania jest jeszcze czas, bowiem nawet jeśli znajdą się fundusze na dalsze prace nad odtworzeniem tura, to do ich finalizacji (czyli uzyskania pierwszych osobników) upłynie jeszcze co najmniej kilkadziesiąt lat.

Paweł Zarzyński

"Las Polski" 9/2013