Na Potrąbnym

17 października 2012 09:14 2012 Wersja do druku

Przez obszar Nadleśnictwa Trzebciny położonego w Borach Tucholskich 14 lipca przeszła trąba powietrzna. Największych zniszczeń dokonała w leśnictwach Zacisze, Wygoda i Pohulanka.



W ciągu kilkunastu minut powaliła las w pasie o długości 18 km i szerokości dochodzącej miejscami do 500 m. Masa połamanych i wyrwanych z korzeniami drzew wyniosła ok. 120 tys. m3, co odpowiada dwuletniemu pozyskaniu w tym Nadleśnictwie. W dwa miesiące po klęsce zdołano uprzątnąć już połowę tego ogromnego „zrębu zupełnego”, którego siły natury dokonały na powierzchni 430 ha. – Do końca roku planujemy pozyskać pozostałą część drewna, w tym także z luk i przerzedzonych przez wiatr drzewostanów na dodatkowych 70 hektarach – mówi nadleśniczy Piotr Kasprzyk. –Wiadomo, że każdy miesiąc zwłoki skutkuje deprecjacją surowca drzewnego, a przetrzymanie go do wiosny oznaczałoby stworzenie korzystnych warunków dla rozwoju szkodników owadzich.
Stąd konieczność niebywałej intensyfikacji prac przy pozyskaniu drewna. Po przejściu trąby wstrzymano planowe cięcia. 12 zuli, które na mocy wygranych przetargów pracowały w trzebcińskich lasach, skierowano na teren klęski. Do pomocy stawił się harwester z sąsiedniego Nadleśnictwa Dąbrowa, które jako pierwsze w LP zakupiło takie urządzenie i do dzisiaj je eksploatuje. Wieść o trąbie, która przeszła przez lesisty teren zelektryzowała zule w całym kraju. Napłynęło ok. sto ofert. Złożyły je zarówno firmy pracujące przy użyciu pilarek i rolniczych ciągników, jak i dysponujące maszynami wielooperacyjnymi, które sprawdziły się także poza granicami Polski – w Austrii, Niemczech, Szwecji – wszędzie tam, gdzie trzeba było szybko i sprawnie pozyskać duże masy drewna. Tym razem, wobec stanu klęski żywiołowej, nad-leśniczy mógł zatrudniać wykonawców robót „z wolnej ręki”.
Wybrał 18 oferentów przeważnie z terenu RDLP w Toruniu. Każdy dostał przydział opiewający na 2–5 tys. m3 drewna. Zule „maszynowe” przeważnie ukończyły już realizację swoich zadań, natomiast pracownicy firm posługujących się tradycyjnymi metodami pozyskania wciąż uwijają się na poklęskowej powierzchni. Praca jest bardzo utrudniona, gdyż trąba powietrzna spowodowała, że drzewa obalały się w różnych kierunkach krzyżując się ze sobą.
Cały czas obecni są tam również leśniczowie. Tym z najbardziej zniszczonych leśnictw pomagają pozostali koledzy – czuwają nad bezpieczeństwem pracy, prawidłowością manipulacji, odbierają poszczególne sortymenty i wypisują asygnaty na wywóz kolejnych partii surowca.
Ludzie pracują po dziesięć i więcej godzin dziennie, ale jak dotąd – odpukać – nie było żadnego wypadku, nikt też nie przyniósł zwolnienia chorobowego – Piotr Kasprzyk chwali zaangażowanie i profesjonalizm wszystkich biorących udział w usuwaniu skutków klęski.
Mimo sprawnego przebiegu prac Nadleśnictwo poniesie duże straty. W większości zniszczone zostały drzewostany IV klasy wieku, które mogły jeszcze przyrastać. Wskutek uszkodzeń zwiększył się też udział opału i papierówki, a wystawione na e-drewnie cenniejsze sortymenty zostały wprawdzie sprzedane, ale za niższą cenę, zbliżoną do wywoławczej, która zwykle jest dość mocno przebijana. W dodatku drzewiarze upowszechniają pogląd, jakoby nawet najbardziej ostrożnie wymanipulowane drewno tartaczne wskutek poklęskowego pochodzenia nie miało odpowiednich właściwości. Twierdzą tak, chociaż badania naukowe mające potwierdzić lub obalić tę tezę, nie zostały jeszcze ukończone. Do tych strat i zmniejszonych przychodów trzeba będzie jeszcze doliczyć koszty przygotowania gleby, sadzonek i sadzenia. Zdaniem nadleśniczego ok. jedna piąta powierzchni zostanie uprzątnięta z resztek pozrębowych dzięki tzw. samowyrobowi, być może znajdą się też chętni na część wyrwanej z ziemi karpiny – podobno budowniczowie autostrady A1 mają pewną jej ilość kupić do urządzania nadziemnych przejść dla zwierząt – ale reszta zostanie i trzeba będzie zapewne ułożyć ją w pryzmy tworząc „biocenotyczne ogniska”, co też nie odbędzie się za darmo.
Trzebcińskie lasy to przeważnie lite drzewostany sosnowe w wieku ok. 70 – 80 lat posadzone przed wojną na dużych obszarach po gradacji strzygonii choinówki. Las, który powstanie na terenie „po trąbie” będzie się przez długi czas wyróżniał z otoczenia wiekiem i składem gatunkowym. Na siedliskach Bśw ma w jednej piątej składać się z brzóz, a w każdym wydzieleniu na bogatszym siedlisku mają być posadzone znaczące ilości dębów, buków i modrzewi. Do tego dojdą gatunki biocenotyczne – lipa, grab i in.
O ile nazwa leśnictwa Pohulanka koresponduje z tym, co stało się 14 lipca, to nazwa leśnictwa Zacisze zupełnie do tego nie przystaje. Być może więc kiedyś powstały na skutek tego wydarzenia las zyska sobie własną nazwę: „Na Potrąbnym”.

Marek Kwiatkowski