Fantazja regionalizacji

17 września 2012 11:49 2012 Wersja do druku

Pod koniec 2011 r. Minister Środowiska po raz kolejny zwrócił uwagę na mankamenty obowiązujących zasad regionalizacji, które jeszcze kilka lat temu uznał za w pełni dopasowane do warunków Polski. Jakie warunki wówczas uwzględniał? Jakie badania brał pod uwagę? Czyje uwzględniał opinie?



Po raz kolejny zdecydował o „racjonalizacji” obowiązujących zasad. Projekt nie przeszedł niezauważony. Mimo uwag krytycznych, nowelizację wprowadzono w pierwszych dniach lipca. Redukowała ona po raz kolejny liczbę regionów nasiennych, do (...) 83 regionów pochodzenia leśnego materiału podstawowego zamiast dotychczasowych 91. W efekcie wprowadzonych zmian regiony pochodzenia o numerach 154, 253, 356, 357, 359, 553, 555 i 655 dołączono do sąsiadujących regionów zwykłych.
Nowela była poddana konsultacjom, również społecznym.

To miała być racjonalizacja...

Ustawodawca wniknął w bolączki spowodowane obowiązującymi zasadami. Zauważył w uzasadnieniu, że, (..) w przypadku braku wyselekcjonowanego, kwalifikowanego i przetestowanego materiału rozmnożeniowego z własnego regionu, spowodowanego nieurodzajem nasion, czynnikami biotycznymi, abiotycznymi, dopuszcza się wykorzystywanie materiału rozmnożeniowego z innych wyznaczonych w tym celu regionów pochodzenia.
Czy zadał sobie trud analizy całości? Widzimy, że poprzestał na niewielkim obszarze, który objęty jest zasadami regionalizacji. Wkrótce dołączył do wyżej wymienionych regionów jeszcze jeden: region górski (w wyniku „pozytywnego odbioru przez ustawodawcę” problemów zgłoszonych przez RDLP w Warszawie w ramach konsultacji).
Na stronie internetowej Ministerstwa Środowiska mogliśmy również przeczytać:
Proponowane zmiany mają na celuwyeliminowanie okresowych niedoborów nasion niektórych gatunków poprzez umożliwienie wykorzystywania w większym niż dotychczas zakresie materiału rozmnożeniowego pochodzącego z bazy nasiennej spoza własnego regionu. W efekcie poprawi się racjonalne gospodarowanie leśnym materiałem rozmnożeniowym tych gatunków w granicach uznanych regionów pochodzenia.
O celowości zmian ustawodawca pisze następująco: Zmiana rozporządzenia jest konieczna ze względu na potrzebę poprawy racjonalnego gospodarowania leśnym materiałem rozmnożeniowym w granicach uznanych regionów pochodzenia.

Pojawia się krytyka

Prezes Stowarzyszenia Leśnych Szkółkarzy Polskich dr Dariusz Łęgowski wskazał w ramach społecznych konsultacji na pozytywny kierunek zmian, lecz podkreślił ich niedostateczny zakres, wskazując na konkretne przykłady niedoskonałości i proponując poważniejszą analizę całości obowiązujących zasad. Końcowa opinia w stosunku do proponowanych zmian była negatywna. Twórcy modernizacji, czyli pracownicy DGLP oraz IBL zostali całkowicie zaskoczeni zewnętrznym głosem krytyki. Minister natomiast powstrzymał się przed publikacją na swojej stronie internetowej innych głosów krytycznych.
Uzasadnienie wskazane przez ustawodawcę niewiele ma wspólnego z ideą i definicją regionalizacji nasiennej. Gdyby jednak traktować je poważnie, to problemy wskazywane przez dr Łęgowskiego również powinny być uwzględnione. Stowarzyszenie Leśnych Szkółkarzy Polskich wskazywało na konieczność zmian w zakresie regionów 302 i 105 w przypadku sosny oraz regionów: 607, 405, 503, 308, 304, 106 i 103 dla dęba szypułkowego czy też 301 i 152 dla buka. Jednocześnie dr Łęgowski odniósł się do meritum obowiązujących zasad wskazując na „bezsens” w kontekście znanych badań (źródła szwedzkie, hiszpańskie, amerykańskie) na temat możliwości przyrodniczych poszczególnych gatunków do przemieszczania pyłków oraz zdolności przenoszenia cech na znaczne, nawet na kilkuset kilometrowe odległości.
Wskazywane przez dr. Łęgowskiego problemy (omówione i rozszerzone w wywiadzie zamieszczonym w nr 7/2012 „Lasu Polskiego” pt.: „Trzeba urealnić regionalizację”) nie zostały jednak uwzględnione przez ustawodawcę, choć Stowarzyszenie użyło zdecydowanie mocniejszych argumentów niż jednozdaniowy wniosek RDLP w Warszawie, która w rzeczywistości powinna zająć się raczej problemami Niziny Mazowieckiej a nie obszarem odległym setki kilometrów od jej siedziby.

Jednolite warunki w regionie

Warto raz jeszcze spojrzeć wyżej i przypomnieć sobie argumenty, jakie ustawodawca przytaczał dla potrzeb zmian granic regionów nasiennych i związanych z tym zmian prawa w państwie i skonfrontować to z definicją regionalizacji nasiennej:
– w art. 2 pkt 15 (ustawy o leśnym materiale rozmnożeniowym) mówi się, że pod pojęciem regionalizacji nasiennej rozumie się podział na regiony pochodzenia oraz zasady wykorzystywania w nich leśnego materiału rozmnożeniowego określonych gatunków, a w pkt. 16, że pod pojęciem regionu pochodzenia – rozumie się wyznaczony obszar lub grupę obszarów, na których obecnie rośnie dany drzewostan lub źródło nasion, stanowiące materiał podstawowy. Wszystko to należy łączyć z Dyrektywą Rady 19999/105/WE z dnia 22 grudnia 1999 r. w sprawie obrotu leśnym materiałem rozmno-żeniowym, gdyż ustawa i rozporządzenia polskie nie mogą być sprzeczne z wytyczonymi tam ramami. A dyrektywa mówi o „jednolitych warunkach ekologicznych” w regionie. Oczywiście można zawsze znaleźć jeszcze zdecydowanie mniejsze obszary i uznać je za regiony nasienne. Na początku, jak pamiętamy, było ich ponad sto. Czy jednak taki jest duch zapisów i czy byłoby to zgodne z racjonalizmem i wiedzą o zasobach przyrody i ich naturze?

Przyroda w granicach administracyjnych

W treści publikowanego uzasadnienia do proponowanych zmian nie przedstawiono żadnych odniesień do konkretnych wyników badań nad poszczególnymi gatunkami drzew leśnych wymienionych w ustawie o leśnym materiale rozmnożeniowym, które uzasadniałyby jakiekolwiek zmiany w granicach przebiegu obowiązujących regionów nasiennych. Istniejące w Polsce regiony nasienne nie są wytyczone dla poszczególnych gatunków rozdzielnie, a badania jakie się zazwyczaj prowadzi, obejmując pojedyncze gatunki, nie mogą przesądzać o przebiegu granic dla wszystkich gatunków razem (wyniki niektórych badań, choć jeszcze nie pełne, to już są w poszczególnych ośrodkach badawczych rozbieżne; jeśli przyjąć, że poziom aktualnych możliwości naukowych, szczególnie badań genetycznych, musi mieć związek z granicami regionów). Z pewnością wytyczenie regionów w Polsce nie miało żadnego związku z badaniami genetycznymi, gdyż wyprzedziło w czasie tą dziedzinę nauki. Dziwić może, iż dziś nie można dokonać żadnej zmiany bez przeprowadzenia takich badań. Oczywiście ustawodawca nie przywołuje żadnych wyników badań dla celów nowelizacji, poprzestając na bardziej prozaicznym wytłumaczeniu, które podano poniżej.
Ustawodawca zajmując się „wpychaniem” przyrody w administracyjne prawidła i granice nie zadał sobie trudu uwzględnienia potencjalnych możliwości przenoszenia cech przez drzewa, wynikających z ich właściwości naturalnych.
Czym więc się kierował?

Filozofia zmiany

Uzasadnienie zmian przedstawione na stronach Ministerstwa było nonszalanckie i dyletanckie, a krytyka racjonalna i szczegółowa.
1. Podnoszenie sprawy, iż obecny przebieg granic regionów ustalony „w oparciu o granice gmin nie odpowiada uwarunkowaniom przyrodniczym nadleśnictw” nie dotyczy przecież tylko wymienionych w projekcie regionów: 154, 253, 356, 357, 359, 553, 555, 655. Dzisiejsze realia to dostosowanie wszystkich granic regionów do granic administracyjnych gmin a nie nadleśnictw. Tym samym nie ma uzasadnienia korekta przebiegu granic regionów nasiennych w ośmiu regionach, a brak korekty w pozostałych ponad 80 regionach.
2. Wskazywanie w uzasadnieniu do projektu, że aktualny przebieg granic regionów wytyczony po granicach gmin jest zły gdyż nie odpowiada „uwarunkowaniom przyrodniczym nadleśnictw” nie ma związku z rzeczywistym zróżnicowaniem przyrodniczym. Bo przecież to przyroda powinna wyznaczać granice – na co wskazują zapisy właściwej dyrektywy i o czym wspomina się również w samym uzasadnieniu. Granice nadleśnictw, podobnie jak i granice gmin nie mają związku z różnicami ekologicznymi występującymi w naturze – są tylko granicami administracyjnymi.
Przywoływanie w uzasadnieniu nadleśnictw, czyli zarządzających lasami Skarbu Państwa nie powinno mieć związku z prawem, które obowiązuje na całym obszarze Polski – nie tylko w lasach państwowych (Skarbu Państwa). Wiadomym jest bowiem powszechnie, że są rejony w Polsce, gdzie powierzchnia leśna nadleśnictw jest zdecydowanie mniejsza od pozostałej powierzchni leśnej.
Jeśli w projekcie ustawy wspomina się o nadleśnictwach – czyli o organizacjach Lasów Państwowych, a pomija inną własność, to może Minister powinien się zająć tworzeniem oddzielnego prawa dla lasów nie będących własnością państwa?
Wskazywanie (raczej gołosłowne, gdyż nie poparte żadnymi przykładami w zakresie zaproponowanych zmian) na jakiekolwiek prace badawcze z zakresu regionalizacji i „leśnictwa jako takiego” nie uwzględnia jednak badań na obszarach lasów niepaństwowych. Takich badań nie ma. Ale organy administracyjne Państwa oraz leśne ośrodki naukowe w sposób precyzyjny i naukowy potrafią wyciągać wnioski, które mają się rozciągać na cały obszar Państwa. Czy słusznie? A może to tylko życzenia ustawodawcy?

A jednak to prawo UE

3. W uzasadnieniu mogliśmy również przeczytać: „Projekt rozporządzenia nie jest objęty prawem Unii Europejskiej.”Nie jest to prawdą, gdyż sama regionalizacja podlega zasadom opisanym w prawie unijnym, o czym wspomniałem wyżej. Dyrektywa Rady 19999/105/WE nie pozostawia dowolności w zakresie spraw związanych z regionalizacją.
I tak we wstępie – w pkt. 20 czytamy: Państwa Członkowskie powinny stworzyć listy regionów pochodzenia zawierające tam, gdzie jest to możliwe, pochodzenie materiału elitarnego; Państwa Członkowskie powinny opracować mapy wskazujące granice regionów pochodzenia.
Natomiast art. 2 wskazuje, jakie warunki powinny spełniać regiony: Region pochodzenia: dla gatunków lub podgatunków, region pochodzenia jest obszarem lub grupą obszarów podlegających wystarczająco jednolitym warunkom ekologicznym, na których znajdują się drzewostany lub źródła nasion wykazujące podobne cechy fenotypowe lub genetyczne, z uwzględnieniem w odpowiednich przypadkach granic związane z wysokością nad poziomem morza.
W art. 9 przeczytamy: 1. W przypadku materiału elitarnego przeznaczonego do produkcji materiału rozmnożeniowego kategorii „z rozpoznanego źródła” i „wyselekcjonowany”, Państwa Członkowskie, dla stosownych gatunków, wyznaczą regiony pochodzenia. 2. Państwa Członkowskie opracują i opublikują mapy wskazujące obszary wyznaczonych regionów pochodzenia. Mapy zostaną przesłane Komisji i innym Państwom Członkowskim.
Zapisy Dyrektywy w sposób jednoznaczny łączą regiony z jednolitymi warunkami ekologicznymi. W Polsce mamy przykład próby wpasowania regionów w granice administracyjne: albo gmin, albo nadleśnictw. Nie wydają się konieczne sformułowania zawarte w Dyrektywie, by uświadomić sobie, że żadne granice administracyjne nie mogą przesądzać o granicach przyrodniczych, również o granicach regionów nasiennych. A pamiętamy, że ustawodawca powołuje się na problemy z granicami nadleśnictw.

Wróćmy do prehistorii

Lodowiec wycofał się z Polski ok. 10 tys. lat temu. Znaczenie człowieka w gospodarce leśnej przestało być marginalne wraz z pojawieniem się kolei. Wtedy stała się możliwa większa ingerencja człowieka w przemieszczanie genów drzew leśnych. Tyczyło to generalnie sosny i świerka. Dotychczasowe badania genetyczne wskazują, że obszar Polski jest skażony w bardzo niewielkim stopniu – w porównaniu z zachodnimi czy południowymi sąsiadami naszego kraju.
Ta wiedza powinna determinować zasady regionalizacji jakie wprowadziły na obszarze własnym Lasy Państwowe w roku 1993. Czy tak się stało? Jestem przekonany, że żaden lodowiec, żadne „zaśmiecanie” natury nie miało związku z wykreowaniem obrazu dzisiejszych regionów.

Determinacja

Cherlawe uzasadnienie dla zmian prawa w sposób jednoznaczny wskazuje, jakie znaczenie mogą mieć zgoła inne argumenty niż aktualny stan wiedzy, praktyki czy zdrowego rozsądku. Ktoś się może żachnąć, że przecież kierunek zmian jest dobry. Dr Łęgowski żachnął się jednak w przeciwnym kierunku. Stwierdził, że zmiany są „płytkie i nieznaczące”.
Nie są niczym udokumentowane, poza problemami natury gospodarczej. Niestety, tylko w zakresie, jaki ustalił na dziś ustawodawca. Ten zakres nieprzypadkowo jest zbieżny z celami – niegospodarczymi, lecz przyjętymi do realizacji w ramach struktury LP.
Ich istota nie została nam wyjawiona wprost – ani przez ustawodawcę, ani w artykule dr. Jana Matrasa i prof. Janusza Sabora („Las Polski”, nr 11/2012: „Regionalizacja jest realna”) Czy musimy się domyślać tych problemów „natury gospodarczej”?
Spróbujemy uchylić rąbka tajemnicy. Najpierw jednak poświęćmy chwilkę dr. Edwardowi Lenartowi, który na stronach ministerstwa dał zdecydowany odpór tezom dr. Łęgowskiego.
Z determinacją zabrał się do obrony przygotowanych w jego departamencie zmian prawnych. Czytamy więc, że: Ilość regionów nasiennych jest funkcją zmienności warunków ekologicznych oraz zmienności występujących na tym obszarze gatunków. Pod tym względem Polska jest krajem specyficznym o czym świadczą istniejące i opracowywane nowe podziały uwzględniające kryteria klimatyczne i glebowe, np. nowe opracowanie (SGGW — dr R. Zielony), dotyczące podziału przyrodniczo-leśnego Polski, proponujące zwiększenie ilości mezoregionów w Polsce ze 150 do ok. 180.
Nie będę pewnie odosobniony, wyrażając zdziwienie na łączenie mezaregionów, będących wypadkową bardzo wielu różnorodnych czynników, bezpośrednio z regionalizacją nasienną kilku gatunków drzew rosnących w całej Polsce. Czy prace dr. Zielonego uwzględniały te gatunki? Trzeba przyznać rację dr. Lenartowi, że w takich okolicznościach, sprawa regionalizacji zagmatwała się niczym węzeł gordyjski. Dobrze wiemy jednak, że była zagmatwana nawet przed pojawieniem się kolejnych 30 mezoregionów dr. Zielonego.
Nie dowiedzieliśmy się ani słowa o innych nowych i znaczących podziałach.

Specyfika domeną każdego

Dr. Lenart utożsamia regiony z populacjami, pisząc: Liczba regionów to ilość różnych
populacji występujących w ramach zasięgu naturalnego gatunku.... To bardzo ciekawe stwierdzenie, zwłaszcza gdy pamiętamy, że istotą wprowadzenia zmian miało być (...) wyeliminowanie okresowych niedoborów nasion niektórych gatunków poprzez umożliwienie wykorzystywania w większym, niż dotychczas zakresie materiału rozmnożeniowego pochodzącego z bazy nasiennej spoza własnego regionu.W końcu nie wiemy, czy te regiony są bardzo cenne, czy cenne tylko trochę, w zakresie bieżących potrzeb i celów nasiennictwa leśnego.
Nie sądzę również, by Polska była krajem specyficznym, na co wskazuje dr Lenart. Zdecydowanie bardziej zróżnicowanymi przyrodniczo i klimatycznie mogą być Niemcy, Włochy czy Rumunia. Trudno jednak polemizować z takim argumentem, gdyż wszystko wskazuje że pod wieloma innymi względami rzeczywiście jesteśmy krajem specyficznym.
Czy regionalizacja miała na celu ochronę wybranych populacji o uznanym znaczeniu w kraju? Czy rzeczywiście są cenne? Same zasady regionalizacji nie są w stanie chronić cennych zasobów przy zaniedbywaniu innych czynności, czego ostatnio doświadczyliśmy w Beskidzie Śląskim. Co stoi w takim razie na przeszkodzie w powiększaniu zasobów tych cennych populacji (przykład pomorskiego buka)? Czy nie regionalizacja w wielu przypadkach?
Zadziwia też znajomość klimatu Szwecji przez dr. Lenarta, który pisze, że: Drzewostany świerkowe Szwecji nie są zapylane przez pyłek drzew pochodzących z Polski – gdy u nas pyli świerk, w Szwecji zwykle leży śnieg. Dr. Lenart zapomina o ogromnym rozciągnięciu Szwecji w kierunku północ-południe oraz o mocno zróżnicowanym klimacie w tym kraju, w którym południowe regiony są pod mocnym wpływem klimatu atlantyckiego (zdecydowanie mocniejszym niż tereny Polski).

Robert S. Lęch

Autor ma doświadczenie w pracy w Lasach Państwowych na wszystkich stanowiskach do stopnia nadleśniczego, prowadził działalność gospodarczą, ukończył studia podyplomowe z zakresu organizacji i zarządzania.

Kolejna część artykułu ukaże się w numerze 19/2012.