Wołanie z połonin

26 kwietnia 2006 11:42 2006 Wersja do druku

Wołanie z połonin
Edward Marszałek (red.)

Ruthenus 2006

Nie ma wątpliwości, że obcowanie człowieka z naturą jest czymś wyjątkowym, a już szczególnie wtedy, gdy jest to przyroda surowa, dzika i dobrze strzegąca swoich tajemnic. Osobiście wierzę też w to, że są ludzie, którzy utrzymują z nią niezwykłe, pełne pokory i zrozumienia relacje. Ludzie, którzy dzięki swej postawie osiągają coś, co określiłbym mianem wyższego stopnia wtajemniczenia. Do ich grona bezsprzecznie należą ratownicy górscy. Wywodzą się z różnych grup społecznych i zawodowych, ale łączy ich miłość do gór i chęć bezinteresownego pomagania innym. Wśród nich jest wielu bieszczadzkich leśników. Od 45 lat służą oni turystom, działając w Grupie Bieszczadzkiej GOPR. Właśnie z tej okazji ukazała się książka, dedykowana nieżyjącym już goprowcom.
Jest to zbiór chronologicznie ułożonych wspomnień zebranych i zredagowanych przez Edwarda Marszałka - znanego leśnika, ratownika i bieszczadnika. Książka zawiera opowieści o ponad pięćdziesięciu (spośród 14,6 tys.) akcjach ratowniczych prowadzonych w latach 1962-2005 na terenie Bieszczadów. Większość z nich to pouczające historie, zakończone szczęśliwym finałem. Znajdziemy wśród nich jednak i bardzo smutne opowieści, w których ratownicy nie byli już w stanie pomóc. W Bieszczadach śmierć na szlaku również zbiera swe żniwo...

Czytając opowieści ratowników, można bez trudu sporządzić listę ludzkiej głupoty i nieodpowiedzialności, bo niestety to one są najczęstszym powodem wołania o pomoc. Wołania, na które odpowiadają ludzie w czerwonych bluzach z niebieskim krzyżem na ramieniu. Jednak żadne z opowiadań nie jest utyskiwaniem na turystów. Są to raczej rzeczowe i dość surowe relacje z tego co się wydarzyło w górach. Kilka z opowieści ma również charakter zdecydowanie humorystyczny.

Większość opowiadań zaczyna i kończy się cytatami z ,Księgi wypraw", a więc relacji spisywanych na gorącą, w trakcie trwania akcji i tuż po jej zakończeniu. Dla osób oczekujących historycznego ujęcia pracy GB GOPR, na końcu książki umieszczono kalendarium.

Mimo nie najweselszej tematyki - to nie zarzut, wszak taka jest praca ratowników górskich - lektura książki to doskonałe zajęcie odprężające. A tym, którzy sądzą, że Bieszczady to bezpieczne góry polecam tę pozycję szczególnie. Ponadto zarówno w tekstach, jak i na czarno-białych fotografiach, spotkają się z ludźmi-legendami Bieszczadów. Dość wymienić osławionego, a nie tak dawno zmarłego ,Majstra Biedę".

Dlatego książkę tę można podsumować tylko w jeden sposób: to trzeba przeczytać.

SoWa