Ochrona ppoż. - Tragiczny tydzień dla Biebrzy

4 czerwca 2020 12:38 2020 Wersja do druku

Dramatycznie dla przyrody Biebrzańskiego Parku Narodowego (BbPN) będzie się prezentował miniony miesiąc. Jeszcze w Niedzielę Wielkanocną 12 kwietnia strażacy, w sile dziewięciu zastępów, wspomagani przez Służbę Parku Narodowego, Służbę Leśną, samolot gaśniczy i okolicznych mieszkańców przez ponad 10 godz. zmagali się z pożarem torfowisk. W rejonie zwanym basenem południowym ogień objął 176 ha, a walka z nim, wg wstępnych szacunków, pochłonęła nawet 80 tys. zł. Wtedy jeszcze nawet w najczarniejszych koszmarach żaden miłośnik przyrody nie śnił o rozmiarze tragedii, którą żywioł rozegrał tydzień później.


Źródło: BbPN/Michał Fabiszewski

Wieczorem 19 kwietnia mieszkaniec Kopytkowa doniósł służbom o słupie dymu. Do akcji bez zwłoki ruszyli druhowie ze Sztabina, których zaraz wsparli zawodowcy z Augustowa i Moniek. Zagrożone były wsie Polkowo i Kopytkowo, a wiatr rozsiewał ogień po wysuszonych torfowiskach i szuwarach. Po 11 godz. obszar pożaru wynosił 570 ha. Trudny, pozbawiony dróg grząski teren utrudniał działania gaśnicze. Strażacy, wyposażeni tylko w lekki sprzęt, przeprawiali się promem przez Biebrzę, za plecami zostawiając średnie i ciężkie samo-chody gaśnicze. Wsparcie lotnicze i ofiarność ratowników nie zdały się na wiele – wieczorem żywioł, podążając wzdłuż rzeki, dotarł do Wrocenia. Obwieszczony rankiem 21 kwietnia sukces okazał się przedwczesny, gdyż po zakończeniu głównej akcji płomienie rozgorzały na nowo. Wiatr podsycał tlące się kępy turzyc i dym we wtorek rano na powrót pojawił się między Lasem Wroceńskim a Wilczą Górą. Strażacy znowu ruszyli poskramiać ogień.


Akcję z powietrza wspomagało łącznie sześć samolotów gaśniczych i dwa śmigłowce zadysponowane przez LP, a ponadto obszar monitorowały: wojskowy samolot, śmigłowiec, helikopter i samolot Straży Granicznej, a nad koordynacją ruchu lotniczego w rejonie czuwał jeszcze jeden statek powietrzny policji. Wsparcia z ziemi udzielali też pracownicy Służby Leśnej – lekkie samochody patrolowo-gaśnicze pozwoliły zabezpieczyć łączność radiową z lotnikami, do koordynowania akcji aż z Poznania ruszył strażacki ciężki samochód dowodzenia i łączności. Wraz z nim Komenda Główna PSP uruchomiła też odwody z Poznania, Krakowa i Pomorza, zaś Pierwsza Podlaska Brygada Obrony Terytorialnej przy pomocy dronów śledziła z powietrza rozwój pożaru. Żołnierze zabezpieczali też przeprawy i brali czynny udział w walce z żywiołem. Na miejscu pojawili się również saperzy z Wojsk Lądowych celem wykonania przeprawy mostowej. Lokalna społeczność także nie pozostała bierna i wsparła będących w ciągłej walce ratowników, przygotowując i dowożąc im posiłki. Myśliwi i miłośnicy aut terenowych zaoferowali swoje wehikuły, by podwozić strażaków i sprzęt w odległe miejsca. Trwały zbiórki pieniędzy dla Parku oraz na sprzęt dla OSP.

Fot. Piotr Tałataj (2)

Niestety, pożar błyskawicznie obejmował wysokie trzcinowiska, a łuna była widoczna w nocy nawet z obrzeży Białegostoku. Z rezerw budżetowych i NFOŚiGW wygospodarowano 6 mln zł na wspomożenie akcji. –BbPN ma zapewnione pełne finansowanie walki z pożarem. Do skutku, pieniędzy nam nie zabraknie. Dla państwa polskiego ochrona najcenniejszych przyrodniczo obszarów jest priorytetem – zapewnił na Twitterze minister środowiska Michał Woś. Jego zdaniem być może należy zaostrzyć sankcje za wypalanie łąk.

Kataklizm z pewnością nie pozostanie bez wpływu na przyrodę. Żywioł udało się opanować dopiero 26 kwietnia, w czym wzięło udział ponad 350 strażaków, teren wciąż jednak jest monitorowany z powietrza przy użyciu kamer termowizyjnych. Koszt samych nalotów, który poniosą w całości LP, to ponad 1,8 mln zł. Mimo starań spłonęło 5526 ha. Andrzej Grygoruk, dyrektor BbPN-u, wyznaczył 10 tys. zł nagrody za wskazanie podpalacza. Sprawą zajmuje się już także białostocka prokuratura – poszkodowani w sprawie są też właściciele łąk, którzy przez żywioł mogą stracić dopłaty.

Pożar objął środkową część doliny Biebrzy, udało się jednak uchronić przed nim tzw. Czerwone Bagno, dawniej jeden z najstarszych rezerwatów przyrody w Polsce. Na szczęście jeszcze nie wszystkie ptaki przystąpiły do lęgów, a ogień miał charakter powierzchniowy i nie wniknął w głąb torfu – wyjaśniał słuchaczom Polskiego Radia Białystok Artur Wiatr z BbPN-u. Rozpoczyna się bowiem sezon lęgowy ptaków, dla których Park jest ostoją, jedną z najważniejszych w Europie. O ile koszty pożaru oszacowano wstępnie na 10 mln zł, o tyle o pełni skutków tego zdarzenia dla przyrody nie dowiemy się chyba nigdy.

SLV.