Off Road Test

7 listopada 2009 19:42 2009 Wersja do druku

Testowanie samochodów podczas dorocznego Off Road Test

Na kurs!

Na Off Road Test organizowany przez Agencję Motoryzacyjną Sierpowski zjechało 30 aut, mniej lub bardziej terenowych, stanowiących przegląd oferowanych w Polsce nowości. Testowanie samochodów przypominało momentami Rajd Paryż–Dakar.

Nasz rynek okazuje się mimo kryzysu na tyle interesujący, że pojawiają się na nim nowi producenci, mający nadzieję znaleść dla siebie miejsce obok zasiedziałych już przedstawicielstw.

Prócz samochodów stricte terenowych na teście pojawiły się też typowe bulwarówki, które zresztą kosztują tyle, że strach nimi zjechać z szosy, żeby nie zadrapać lakieru oraz „zwykłe” auta, tyle że z napędem na 4 koła. Producenci wymyślają zresztą wciąż nowe podkategorie tych aut – po SUV-ach i crossoverach pojawił się onroader. To samochód, którego jedynym elementem, (nieśmiało) zapraszającym do zjechania z asfaltu, jest nieco wyższy prześwit niż w miejskim bliźniaku, mający jednak wciąż napęd wyłącznie na jedną oś. Fakt, że uniesione zawieszenie sporo daje w jeździe po leśnej czy polnej drodze, ale specjalnie nie dziwi, że organizator imprezy przyklejał na przednich szybach niektórych wozów (na przykład Oplu Insygnii, samochodu roku prezentowanemu tu w wersji 4 x 4) karteczki z napisem „ASFALT!”, obawiając się, że na terenowej trasie mogłyby mieć kłopoty.


Na terenie jednostki wojskowej w Kazuniu pod Warszawą przygotowano więc dwie trasy: jedna wiodła mocno, przyznajmy, powybijanym i krętym asfaltem, druga, na brzegu Narwi, była stosunkowo łatwym szlakiem terenowym.

Na obu trasach powozili samochodami przedstawiciele świata mediów (50 dziennikarzy z całej Polski) i przedstawiciele firm samochodowych, chętnie ujeżdżających produkty konkurencji. Największym powodzeniem notabene cieszył się przywieziony przez Suzuki quad, wyrywany sobie z rąk, również przez przedstawicielki płci, jeżeli nie słabszej, to z pewnością piękniejszej.

Z ciekawszych propozycji odnotować warto na pewno modele Infiniti, Isuzu oraz Iveco. Skoda pokazała model YETI, czyli Fabię z napędem na obie osie, a Renault, prócz przypomnienia Koleosa, nie zaniedbał okazji do promocji i tak dobrze się sprzedającej Dacii, prezentując model Sandero Stepway – z większym prześwitem niż w zwykłym hatchbacku, zresztą wyjątkowo dobrze oceniony przez dziennikarzy.

Listę, na której brylowały nowe wersje klasyków w rodzaju Jeepa, Toyoty czy Land Rovera oraz kilka pick-upów, otwierał Audi Allroad, a zamykał Volkswagen Tiguan.

Prawidła jazdy w terenie

Zapewne niektóre z tych samochodów pokażemy na łamach „Lasu Polskiego”, ale dziś chciałbym napisać o czymś innym.

To że BMW, Opel czy Peugeot 3008 śmigały po asfalcie z piskiem opon, nie zważając na dziurawą nawierzchnię i pokonując zakręty na granicy ryzyka, wcale mnie nie zdziwiło. Dają pojeździć, to się jeździ. I nic się szczęśliwie nie stało.

Ale zachowanie części – zwłaszcza młodszych – żurnalistów na torze terenowym budziło zdumienie. Tor, jako się rzekło, nie był trudny – trochę piachu, sporo dziur, kilka nie za ostrych podjazdów. Dało się przejechać bez ryzyka. Więc... Tu wesprę się cytatem z opinii złożonej na piśmie przez jednego z kolegów, który wyraził żal, że Skodą na torze trudno było jechać szybciej niż 30 km na godzinę...

Bo innymi autami się dało! Jak na rajdzie Paryż–Dakar! Kto szybciej pokona trasę. Wyskakiwały więc samochody w górę na zaimprowizowanych hopkach, wpadały z impetem w doły, aż łomotały zawieszenia, kierowcy i pasażerowie uderzali głowami w sufit, zgrzytały wbijane na siłę biegi albo reduktory, z lekka śmierdziały nadpalone sprzęgła, piszczały na dojazdowym asfalcie opony, buntując się przeciwko zablokowanym mechanizmom różnicowym na zakrętach. Fajnie było. Prawdziwa męska przygoda. Nie zazdroszczę tylko serwisom, które, wcześniej czy później, zapłacą – i zapłaczą – po tej szarży ułańskiej.

I szczerze odradzam taki styl jazdy wszystkim, którzy przymierzają się do kupna terenówki. Bo chociaż prawdą jest, że prawdziwe terenowe samochody są konstruowane ze sporym zapasem wytrzy-małoŹci, to naprawdę wszystko da się popsuć, kiedy się maltretuje samochód dla uzyskania zastrzyku adrenaliny i poprawienia sobie samopoczucia.

Z lekka zdziwiony przedstawiciel jednej z klasycznych terenowych marek powiedział, że „jego” auto zostało zaprojektowane tak, aby było dzielne w terenie i aby jazda po najtrudniejszych wertepach dawała kierowcy pewne minimum komfortu, nieosiągalnego przecież przy wciśniętym do podłogi gazie. W terenie jeździ się WOLNO!

Niektóre przedstawicielstwa firm sprzedających w Polsce samochody terenowe (na przykład Chrysler) organizują nawet dla nabywców swoich aut specjalne kursy nauki jazdy. Nie jest to tania impreza, ale warta polecenia. Po zajęciach teoretycznych, na których wyjaśnia się słuchaczom zasadnicze różnice między autem terenowym a „cywilnym”, omawia się zasady działania poszczególnych mechanizmów, unaocznia walory – i wady! – opon z agresywnym bieżnikiem, kursanci pod opieką instruktora wyjeżdżają na trudny, specjalnie przygotowany tor, gdzie w praktyce przekonują się, jak wiele może dokonać ich nowo zakupiony samochód, gdy się go o to we właściwy sposób poprosi. Ale instruktorzy, demonstrujący to wszystko, nie szpanują szybką jazdą.

MTR