Auto do lasu

30 maja 2007 10:13 2007 Wersja do druku

Zacznę od anegdoty, w nadziei, że niektórzy Czytelnicy jej nie znają. Przychodzi pacjent do psychiatry i mówi, wykonując rękami gesty, jakby coś sobie strząsał z koszuli: - Panie doktorze, tu, na piersi, mam takie diabełki! Lekarz, cofając się gwałtownie z krzesłem: - Panie! Nie na mnie do cholery!!!

Asumpt do powstania tego tekstu dał mi telefon od bardzo sympatycznego leśniczego, który oczekiwał mojej opinii czy kupić samochód marki A, model X czy auto marki B model Y. Choć mój rozmówca był, jako się rzekło, niezwykle sympatyczny (a może właśnie dlatego), stanowczo odmówiłem. Nie chcę mieć wrogów, tym bardziej, że, jak wyniknęło z pogawędki, leśniczy chciał kupić auto A, jego zaś (równie miła małżonka) wóz B.
Nie na mnie te diabełki!


Przed wyborem nowego samochodu należy rozważyć masę elementów. I poświęcić na to co najmniej parę wieczorów. A i tak wybór zawsze będzie kompromisem, bo idealnego auta nie ma i nie będzie. Dylematy te przeciął jeden z moich leśnych przyjaciół, który zdecydował się na dodatkowy zakup za parę groszy starej Łady (mój Boże, kiedyś auta co najmniej dyrektorskiego), którą wytłukuje po lesie i na polowaniach, podczas gdy "rodzinne" auto stoi na podwórku. Rozwiązanie niezłe, ale warto zauważyć, że dochodzi koszt obowiązkowych dorocznych przeglądów (na które trzeba wóz podszykować) i równie obowiązkowego OC.
Podsufluję kilka rzeczy.

* Należy dokładnie określić, do czego nowy nabytek będzie nam służył i po jakich drogach będzie się najczęściej poruszał. Jeżeli przewidujemy używanie auta do celów służbowych - rezygnujemy z komfortu na rzecz solidniejszego zawieszenia, konstruowanego z zapasem wytrzymałości i nie upieramy się, by dopłacać za bardziej efektowny, a za to trudniejszy w nieuchronnych poprawkach, lakier. Sprawdzamy też dostępność i ceny opon o bardziej agresywnym bieżniku i ewentualnie produkowane do poszczególnych modeli orurowanie. Na marginesie lakieru: rozmawiałem ostatnio z właścicielem auta, które po wyjeździe nad morze wymagało lakierowania, bo produkty przemiany materii wypasionych na rybach mew wyżarły mu lakier do podkładu. Ani w Polonezie, ani w Maluchu, traktowanych w ten sam sposób przez śródlądowe wróble i domowy drób, takich szkód nie było.
* O rozmiarach wozu, dopasowanych do wielkości rodziny (ale także do hobby właściciela, któremu czasem przydaje się duży bagażnik) tylko wspomnę, bo to rzecz oczywista.
* Z pozoru równie oczywiste są koszty. Ale często bywa tak, że decydując się na zakup porównujemy tylko katalogowe ceny samochodów, pomniejszone niekiedy o zachęcające promocje. A przecież to dopiero wstęp. Dilerzy na sprzedaży samochodu zarabiają niewiele. Prawdziwe konfitury są w cenach za obsługę i materiały eksploatacyjne. Należy więc porównywać także koszty obowiązkowych w okresie gwarancji przeglądów w autoryzowanej stacji obsługi. Ale i to nie wszystko. Trzeba na własny użytek stworzyć przykładową listę części, które podlegają normalnemu zużyciu (klocki i tarcze hamulcowe, amortyzatory, końcówki drążków, tarcze sprzęgła etc.) i porównać ich ceny w modelach, między którymi dokonujemy wyboru.
* Koszty eksploatacji to nie tylko przeglądy i paliwo - to też ubezpieczenia (OC, a w przypadku, gdy kupujemy auto na kredyt, równie obowiązkowe AC). To też trzeba porównać i wziąć pod uwagę, bo w niektórych towarzystwach niewielka różnica w pojemności silnika powoduje przeskok do zdecydowanie droższej stawki wyjściowej. A niektóre marki i modele są już na wstępie droższe, bo obarczone większym ryzykiem, o czym później.
* Warto też sprawdzić, jak wygląda dostępność zamienników części oryginalnych do poszczególnych modeli. Zamienniki są często wytwarzane na tej samej linii produkcyjnej, a od oryginałów różnią się wyłącznie pudełkiem z logo marki i - bardzo istotnie - ceną.
* Koniecznie trzeba sprawdzić w specjalistycznych katalogach, jak spada w ciągu lat wartość modeli, między którymi wybieramy. Różnice są niekiedy bardzo znaczące! Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy kupujemy rynkową nowalijkę, która jeszcze nie ma swojej historii, ale i w tym przypadku niektóre specjalistyczne firmy prognozują przebieg spadku wartości.
* Warto też zapoznać się z awaryjnością poszczególnych modeli, nie ograniczając się w żadnym wypadku do czytania wypowiedzi internautów na przeróżnych forach motoryzacyjnych. Mam nieodparte wrażenie, że spora część wpisów (zarówno pozytywnych jak i negatywnych) powstaje w ramach sumiennego wypełniania obowiązków służbowych przez pracowników dilerów i przedstawicielstw samochodowych... Warto poczytać rankingi awaryjności w poszczególnych rocznikach przygotowywane przez specjalizujące się w nich organizacje konsumenckie, a najlepiej znaleźć człowieka, który już kilka lat eksploatuje wymarzony przez nas samochód i spokojnie z nim pogadać. (Leśniczego, o którym była mowa na wstępie, skontaktowałem z leśniczym z drugiego końca Polski, właścicielem marki A, niech sobie Panowie pogadają jak leśnik z leśnikiem).
* Nie bez znaczenia jest również inny ranking, z którym można się zapoznać na stronach internetowych KGP - lista samochodów najbardziej popularnych wśród... złodziei, która zmienia się co roku. W 2006 r. bezapelacyjnym zwycięzcą był Vw Passat. W czołówce (choć już poza pudłem) wciąż utrzymuje się poczciwy Maluch.
A jak już wszystko to sobie przeanalizujecie, pokłócicie się na wieki z rodziną i psem, i ruszycie do salonu z workiem pieniędzy, pamiętajcie przedwojenną jeszcze (sic!) prawdę, że w życiu właściciela auta są dwa szczęśliwe dni: kiedy kupuje wóz i kiedy uda mu się go sprzedać.
MTR