Umiejętności, które ratują życie (7/2018)

25 kwietnia 2018 09:45 2018 Wersja do druku

Druhowie jednostek ochotniczej straży pożarnej (OSP) rzadko mają możliwość przejść w ramach szkolenia pełnowymiarowy kurs pilarza, nie mówiąc już o szkoleniu na drwala pilarza. Muszą sobie radzić z najtrudniejszymi sytuacjami, ukończywszy jedynie kurs podstawowy obsługi pilarki. O potrzebie pogłębionego szkolenia w przerzynce drzew trudnych przekonali się strażacy z powiatu starogardzkiego.



Pomysł zorganizowania warsztatów z przerzynki i ścinki drzew trudnych „Złomowisko w lesie" zrodził się w głowie Mateusza Krzemińskiego – z wykształcenia leśnika, a obecnie ratownika medycznego, który po sierpniowych nawałnicach pomagał poszkodowanym w okolicach Rytla. W szkoleniu (21–22 lutego) wzięli udział druhowie z 14 jednostek OSP. Wykorzystując nieuprzątnięte jeszcze fragmenty wiatrołomów na terenie Nadleśnictwa Woziwoda (RDLP w Toruniu), strażacy mieli okazję doskonalić swoje umiejętności pod okiem obecnego mistrza Polski drwali Kamila Szarmacha, który swoją wiedzą dzielił się w ramach wolontariatu.

 

Wnioski z ubiegłorocznych akcji

Wydawać by się mogło, że służby takie jak straż pożarna, w tym OSP, które, uczestnicząc w akcjach ratunkowych, niejednokrotnie wykonują swoje zadania pod presją czasu i w najtrudniejszych warunkach, np. w nocy lub podczas złej pogody, muszą być wszechstronnie wyszkolone. Także w kwestii ścinki i obalania drzew oraz okrzesywania i przerzynki drewna w warunkach normalnych i trudnych. To strażacki „chleb powszedni”. Tak właśnie sądziłem. Niestety, w przypadku strażaków ochotników bywa z tym różnie. Wskazują na to chociażby ubiegłoroczne doświadczenia.

Uczestnicząc w akcji ratowniczej w Rytlu przy usuwaniu drzew, widziałem, że chęci i ambicji nie brakuje nikomu. A zwłaszcza pracującym tam strażakom. Z przygotowaniem technicznym bywało już różnie. Doskonalenie umiejętności nie ma końca. A strażacy jak już usuwają jakieś drzewo, to niemal zawsze jest to drzewo trudne, niebezpieczne. Postanowiłem zatem chętnie dzielić się swoim doświadczeniem, nabytym choćby na terenach poklęskowych w Nadleśnictwie Trzebciny, przez które w 2012 r. przeszła trąba powietrzna. Trzeba sobie pomagać. Strażacy to ludzie, którzy w każdej chwili gotowi są nieść nam pomoc, dlatego, jeśli tylko możemy, i my powinniśmy im pomagać – mówi prowadzący szkolenie Kamil Szarmach.


Podczas szkolenia strażacy uczyli się, jak nie ulec zaskoczeniu w nawet najtrudniejszej sytuacji
Fot. D. Klawczyński (2)
Podobnymi spostrzeżeniami dzieli się również pomysłodawca szkolenia Mateusz Krzemiński.

– Obecnie pracuję w pogotowiu ratunkowym, ale wcześniej kształciłem się w technikum leśnym, gdzie ukończyłem zawodowy kurs pilarza. Dlatego gdy w czasie feralnej nocy po nawałnicy uczestniczyłem jako ratownik medyczny w niesieniu pomocy, zwróciłem uwagę, że są poważne braki w wyszkoleniu ratowników oraz strażaków w zakresie przerzynki drzew. Niektórzy z nich podchodzili do tematu bardzo odważnie, nawet lekkomyślnie, jakby nie zdawali sobie sprawy z zagrożeń. Nic dziwnego. Często, posiadając jedynie nikłe doświadczenie, muszą oni pracować na najtrudniejszych sztukach, zawieszonych, naprężonych itp. Na szczęście akurat wśród ratowników obyło się bez poważniejszych urazów – mówi Krzemiński.

Wielu świadków tamtych wydarzeń (w tym leśników oraz przedsiębiorców leśnych) podkreślało, że ludziom pracującym z pilarkami często brakowało cierpliwości i respektu. Cięcie odbywało się w pośpiechu, bez należytego przestrzegania nawet podstawowych zasad bezpieczeństwa. Np. bardzo blisko pracującego „pilarza” znajdowało się kilka osób w bezpośrednim zasięgu gałęzi, która mogła odbić i zranić któregoś z obserwatorów (sama pilarka też może w każdej chwili odbić).

Niestety, gwałtowne sytuacje pogodowe zdarzają się w ostatnich latach bardzo często, dlatego służby powinny być do nich lepiej przygotowane.

Tajniki i praktyka

Temu właśnie ma służyć szkolenie na „leśnym złomowisku”. Pierwsza, 16-osobowa grupa biorąca w nim udział została podzielona na dwa zespoły. Na zmianę zapoznawali się z rodzajami sprzętu pomocnego przy pracy w lesie i z jego możliwościami (te część prowadził Jakub Wróblewski z firmy Makita), zaznajamiali się z obsługą piły spalinowej oraz zasadami BHP (pod opieką Kamila Szarmacha). Całodniowy program warsztatów przewidywał także poznanie tajników ostrzenia łańcucha, sposobów na uwolnienie zakleszczonej piły i ćwiczenia praktyczne, jak bezpiecznie się uporać z najtrudniejszą ścinką i przerzynką. Kamil Szarmach, który na co dzień pracuje w tym terenie jako wykonawca usług leśnych, wybrał odpowiednio trudną powierzchnię, na której można przećwiczyć nawet najbardziej karkołomne sytuacje.

Do ćwiczeń wybraliśmy tereny poklęskowe, właśnie z uwagi na występujące tam rozmaite sytuacje trudne i niebezpieczne, a więc takie, z jakimi przychodzi się mierzyć strażakom. Starałem się także przeznaczyć trochę czasu na ogólną obsługę pilarki, z największym naciskiem na bezpieczny jej uchwyt czy ostrzenie. Bo wbrew pozorom to łańcuch tępy jest bardziej niebezpieczny od ostrego. Dopiero dobrze naostrzona piła gwarantuje bezpieczne i ergonomiczne, a także szybkie, cięcie, co w przypadku akcji ratunkowych jest szczególnie ważne – mówi Szarmach.

Wiele emocji wywołała prezentacja, jak w starciu z łańcuchem sprawują się typowe spodnie strażackie. Prowadnica bez oporów przecięła materiał i w ułamku sekundy wgłębiła się do połowy żerdzi udającej nogę. Dla porównania drugie cięcie przeprowadzono już na ogrodniczkach antyprzecięciowych (klasa ochronna 1) używanych przez uczniów technikum leśnego. Nawet najprostsze spodnie antyprzepięciowe powodują zatrzymanie piły, zanim łańcuch zetknie się ze skórą. Niestety, jak się okazuje, w jednostkach OSP powiatu starogardzkiego, czyli głównie tych biorących udział w warsztatach, praktycznie nie ma na wyposażeniu takiego sprzętu. A przecież od bezpieczeństwa strażaków zależy także bezpieczeństwo nas wszystkich.

 

Wrażenia

Jak się okazuje, szkolenie takie jak to na powierzchni poklęskowej w Woziwodzie, jest cenne również z punktu widzenia strażaka zawodowego, który nie tylko ukończył kurs drwala pilarza, ale nawet pracował w lesie. – Była to praca w realnych warunkach – na złomach i wywrotach, z którymi najczęściej mamy do czynienia w czasie służby. Na kursach, w których uczestniczą strażacy zawodowcy, przerzynka drzew trudnych jest realizowana w różnym stopniu, w zależności od tego, czy takie drzewa są dostępne. Czasami trzeba jeździć po leśnictwach i szukać takich miejsc, bo teorią się tego nie załatwi. Najważniejsza okazuje się praktyka, stąd pomysł takiego szkolenia jest bardzo dobry i potrzebny nie tylko druhom z OSP – mówił Michał Babiński z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Starogardzie Gdańskim, który na szkoleniu wystąpił z ramienia OSP Zielona Góra.

Wielu spośród strażaków biorących udział w warsztatach przyznaje, że teraz dopiero dostrzegli braki w tym aspekcie wyszkolenia. Po konfrontacji z fachową wiedzą i doświadczeniem niektórym otworzyły się oczy. – Dobrze, gdyby to doświadczenie przełożyło się na większy respekt i bezpieczniejsze podejście do przerzynki w różnych akcjach. Mam nadzieję, że strażacy będą też przekazywać wiedzę swoim kolegom z innych jednostek – mówi Mateusz Krzemiński. – Wszyscy zgodnie przyznali, że istnieje potrzeba dalszego szkolenia z pilarką w ręku. Wielu ma teraz zupełnie inne spojrzenie na tę kwestię. Jeden ze strażaków opowiadał mi, jak wracając po nawałnicy w sierpniu do remizy, czuł dumę, bo wówczas wydawało mu się, że dobrze sobie radzili z usuwaniem powalonych drzew. Podzielił się tym spostrzeżeniem z kolegą. Po tym szkoleniu jednak przyznał, mówiąc do tego samego kolegi, że „chyba jeszcze nic nie wiemy o pracy z pilarką” – dodaje Krzemiński.

Organizator zwraca też uwagę, że z 30 osób, które w ciągu tych dwóch dni przewinęły się przez warsztaty, może ze trzy czy cztery posiadały uprawnienia pilarza lub były zawodowo związane z pracą w lesie. Część na pewno posługuje się pilarką od lat przy pracach domowych, a część w ogóle nie miała obeznania z tym urządzeniem.

Miejmy nadzieję, że uczestnicy zdobyli cenne doświadczenia i pomimo niewielkiej możliwości czasowej podniesie to bezpieczeństwo pracy w przyszłości.

– Bardzo budujące jest to, że biorący udział w warsztatach wyraźnie wiedzieli, po co przybyli, i wykazywali zainteresowanie, chcieli się czegoś nauczyć. Zadawali dużo pytań, chętnie chwytali za pilarkę. Gros z nich – co było widać po wykonywanych próbach – pilarką posługiwało się sprawnie. Niektórzy zdecydowanie mniej mieli z tym urządzeniem do czynienia, ale z odwagą zgłaszali się na ochotnika, by sprawdzić się z wyznaczonym zadaniem i poddać ocenie zarówno mojej, jak i bardziej doświadczonych druhów z OSP – podsumowuje Kamil Szarmach.

Daniel Klawczyński