Gdy wypis jak kubik (nr 19/2014)

3 października 2014 13:49 2014 Wersja do druku

Nowelizacja Prawa Geodezyjnego i Kartograficznego spowodowała drastyczne podwyżki cen za dokumenty i dane geodezyjne, którymi dysponują powiaty. Czterokrotnie podrożał np. wypis z ewidencji gruntów, którego w pewnych częściach kraju wymaga się w przypadku legalizacji pozyskania drewna.

Typową praktyką, którą spotykamy przy okazji wydawania świadectw legalności pozyskania drewna, jest wymaganie poświadczenia własności. Powód jest różny. Powiaty oraz nadleśnictwa sprawujące nadzór w ich imieniu nie zawsze ufają danym, które zawiera uproszczony plan urządzenia lasu, uznając, że w 10-letnim okresie jego obowiązywania grunt leśny mógł być przedmiotem sprzedaży czy też w inny sposób zmienić właściciela. W szczególności chodzi o przypadki, kiedy tytułem spadku stał się współwłasnością kilku osób. By uniknąć pretensji współwłaścicieli, których istnienie mógłby zataić jeden z nich, organ nadzoru oczekuje aktualnej informacji z powiatowego wydziału geodezji. I jeśli okaże się, że dane spadkobiercy nie figurują w dokumentach, leśnik zaleca, by wpierw przeprowadzić sprawę spadkową, a na razie wstrzymać się z użytkowaniem lasu, bo na świadectwo nie ma szans.

Poświadczenie własności ma jeszcze inny walor w sytuacji braku dokumentacji urządzeniowej. Wówczas to jedyny dowód na posiadanie lasu.


Na straży praworządności

Praktyka poświadczania jest rozmaita, o czym pisaliśmy już w poprzednim numerze (artykuł „Przez wykroty do własnego lasu”, s. 10). W części powiatów właściciel lasu nawet nie wie, że jego dane ktoś sprawdza. W innym wystarcza podpisane oświadczenie, że las posiada (ramka poniżej). Ale jeszcze gdzie indziej może być on zmuszony do parafowania wniosku o legalizację w wydziale geodezji lub przedstawienia urzędowego dokumentu wydanego na podstawie ewidencji gruntów i budynków. Ten pierwszy wariant częściej spotkamy, gdy nadzór prowadzi samo starostwo, drugi, gdy nadzór sprawuje nadleśnictwo.


Reguły nie ma. Dobry przykład to Nadleśnictwo Rudka, które nadzoruje lasy w pięciu powiatach. To one dyktują nadleśnictwu, jakie rozwiązanie zastosować. I tak do niedawna dwóm powiatom z mazowieckiego wystarczyło oświadczenie, a mieszkańcy powiatów z województwa podlaskiego winni przynosić do nadleśnictwa dodatkowy dokument.

Powód podwyższonego braku zaufania w podlaskim to sprawa sądowa, w której reprymendę dostało starostwo w Bielsku. Osoba, która podpisała oświadczenie, że jest jedynym pretendentem do lasu, skłamała. Pominięty współwłaściciel złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Sąd, który prowadził sprawę, powołał na świadka starostę, który legalizował pozyskanie. Starosta nie dostał wyroku, ale w toku postępowania sędzia uznał, że ze strony urzędu zabrakło należytej wnikliwości, przewidzianej w Kodeksie postępowania administracyjnego, art. 7: organy administracji publicznej stoją na straży praworządności, z urzędu lub na wniosek stron podejmują wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego (…).


Podwyżka x 4

„Podwyższony brak zaufania” uderza w praworządnych i prawdomównych, którzy stanowią przecież znakomitą większość. Uzyskanie dodatkowego poświadczenia własności to przecież konieczność wizyty w starostwie oraz koszty. Szczególnie jeśli wymaga się od nich wypisu z ewidencji gruntów. Od lipca, po urzędowej podwyżce, cena tego dokumentu wzrosła z 12 do 50 zł, ponad czterokrotnie! Dla osoby, która posiada las, wypis to ni mniej ni więcej tylko świstek, który potwierdza, że jego własność jest jego własnością. Od wakacji taka „rewelacja” na piśmie kosztuje tyle, ile 1 mp drewna opałowego w nadleśnictwie.

Wysokie stawki opłat wzburzyły już geodetów – 9 września pod Sejmem zorganizowali pikietę. To pierwszy w dziejach protest tej grupy zawodowej. Jej pretensje dotyczą także innych spraw dręczących branżę, ale w przypadku kilkakrotnego wzrostu cen geodeci zwracają uwagę, że przecież w zakresie obciążenia pracą urzędników powiatowych nie stało się nic takiego, co mogłoby uzasadniać tak poważny wzrost opłat.

Podwyżce dziwią się też właściciele lasów, którzy na razie zaskoczeni płacą. Choć zapewne jeśli upowszechni się wieść, że aby skorzystać z własnego lasu, trzeba wydać 50 zł na świstek papieru, zmaleje liczba wniosków o legalizację. Czy także wyrąb? Niekoniecznie.


Wypis czy informacja?

Być może rejterada w kierunku nielegalizowanego wyrębu będzie mniejsza w powiatach, gdzie zamiast wypisu wystarczy tzw. informacja z bazy danych ewidencji gruntów, zawierająca dokładnie te same informacje co wypis, a co najważniejsze za taki dokument właściciel płaci 10 zł plus 6 zł za każdą działkę, o której poświadczenie występuje. Jakkolwiek to i tak znacznie taniej niż wypis, ale trzeba zauważyć, że owa informacja też znacząco podrożała. Wcześniej płaciło się za nią 3,60 zł, niezależnie na ile działek jednego właściciela opiewała.

Taką informację od dawna wydaje zainteresowanym np. starostwo sokołowskie. Nadleśnictwo oczekuje takiego dokumentu, kierując się wytycznymi w sprawie nadzoru, jakie skierowała kilka lat temu do nadleśnictw RDLP w Warszawie. We wskazówkach napisano, że najpewniejszym sposobem poświadczenia własności jest wypis z ewidencji gruntów. Toteż praktyka w obrębie tej jednej dyrekcji jest zróżnicowana. Mamy więc także powiaty i nadleśnictwa, gdzie odpłatnego dokumentu ze starostwa (informacji) oczekuje się tylko w przypadku braku uproszczonych planów. Gdy plany są, wystarczy podpisane oświadczenie. W powiecie garwolińskim natomiast każdy musi przedstawić poświadczenie ze starostwa, ale wystarczającą formą jest pieczątka z powiatowego wydziału geodezji. Urzędnik zagląda do komputerowej bazy ewidencji (w tym zakresie zinformatyzowanych jest 100% starostw w kraju) i nie generuje żadnych dodatkowych dokumentów.


Kto płaci podatek?

Świadome ostatnich podwyżek Nadleśnictwo Mińsk obok wypisu i informacji wskazało w ostatnim czasie na jeszcze jedną dostępną formę poświadczenia, tzw. kartę jednostki opodatkowania. To wydruk z komputerowego systemu obsługi podatków lokalnych, z którego korzystają gminy (nazwa określa jeden z widoków ekranu w popularnym programie). Wydruk zawiera dane (użytek, powierzchnia) nieruchomości, które podlegają opodatkowaniu. Gminy wydają go nieodpłatnie, ale trzeba przyznać, że sprawa jest dość świeża. W ślad za dużą liczbą zainteresowanych mogą pojawić się cenniki.

Pracownik UG w Kołbieli, do której już zgłosił się pierwszy właściciel lasu, przypomina, że podobne informacje można odczytać z decyzji podatkowej, jakie corocznie wystawiają wójtowie.

Zwraca też uwagę na fakt, że dokumenty i informacje z gmin mogą zawierać nazwiska nie tylko właściciela, ale też tzw. posiadacza samoistnego. Czyli np. spadkobiercy, który już od kilkudziesięciu lat użytkuje gospodarstwo po nieżyjących dziadkach. Bez konfliktów z rodziną, bez zaległości podatkowych, ale też bez woli zakładania sprawy spadkowej. Nazwiska posiadacza nie będzie więc na wypisie z ewidencji gruntów ani w rejestrze właścicieli w upul.

W Kołbieli będzie za to na decyzji i karcie informacji, odnotowane obok właściciela. Inne gminy odnotowują albo jedno, albo drugie – dla egzekucji podatków lokalnych nie ma znaczenia, kto je zapłaci. Ale jak leśniczy ma potraktować osobę, która twierdzi, że w upul figuruje jego dziadek, ale ona jest jedynym posiadaczem lasu?


A na koniec i tak wiara…

Starostwo Powiatowe w Lubaczowie, które prowadzi sprawy leśne we własnym zakresie, przy weryfikacji właściciela postępuje podobnie jak w Garwolinie. Powiat posiada własny geoportal (takie narzędzia ma ok. 1/3 powiatów), a urzędnicy różnych wydziałów dysponują pełnym dostępem do danych, również tych ewidencyjnych. Zgodność danych we wniosku o legalizację pozyskania kontroluje się więc bez problemu, a właściciel lasu nawet nie musi o tym wiedzieć.

Dostęp do tego typu istniejących baz danych powiaty udostępniają też gminom. Być może kwestią przyszłości, po dopracowaniu szczegółów technicznych i formalnych, będzie udostępnienie loginów i dostępu do danych ewidencyjnych również leśnikom z LP?

Innym sposobem, by właściciela zweryfikować mogłyby być księgi wieczyste – każdy, kto zna numer księgi swojej nieruchomości, może sprawdzić ją on-line. Ci z leśników, którzy tego próbowali, uważają jednak, że w przypadku weryfikacji własności lasu to zbyt skomplikowane.

A może wystarczyłoby samo wspomniane na wstępie oświadczenie (ramka poniżej)? (W nadleśnictwach z terenu Mazowsza właściciel podpisuje się pod podobną formułą na wniosku, ale i tak wymaga się odeń poświadczenia z geodezji). Jakikolwiek dokument poświadczającego własność na gruncie i tak nie jest nic wart. Choćby to był nawet wyrys, czyli urzędowo poświadczony fragment mapy. W środku kompleksu leśnego, na który składają się setki prywatnych działek, a raczej działeczek o nieustabilizowanych granicach, i tak pozostaje zaufać właścicielowi, że zaprowadził na swoje. Zaufać urzędowo, bo w wielu przypadkach nikt przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie uwierzyć, że posiadacz lasu zna przebieg granic działki o szerokości paru kroków.


Rafał Zubkowicz

PS. Starostwo Powiatowe w Białymstoku, które powierza nadzór Nadleśnictwu Rudka oraz sześciu innym jednostkom LP, 12 września wycofało się z żądania wypisów i informacji od właścicieli lasów. Aktualnie wystarczające będzie podpisane oświadczenie.