O potrzebie tworzenia Narodowego Programu Leśnego

20 lutego 2013 09:28 2013 Wersja do druku

Czy nasze leśnictwo może trwać w samozadowoleniu z powodu „wzorcowego modelu gospodarki”, jaki – zdaniem wielu leśników – uprawiamy? Przyszłość jest nieuchronna i nie zanosi się, że będzie tak sama jak wczoraj i dziś. Stwórzmy wielokierunkową wizję, która przygotuje nas na przyszłe potrzeby i będzie bardziej skuteczna wobec czekających wyzwań.



Cele i priorytety polskiej gospodarki leśnej zostały ujęte w ustawie o lasach oraz w dokumencie „Polityka Leśna Państwa” (PLP) (1997). Obydwa dokumenty, w chwili kiedy powstawały, były najbardziej kompleksowymi, wyczerpującymi współczesne podejście do gospodarki leśnej, regulacjami. Na tle podobnych światowych i europejskich opracowań wielokrotnie przywoływano je jako powód do dumy. Uwzględniały wszystkie najważniejsze treści międzynarodowej polityki leśnej i kierunki reformowania leśnictwa.
Polityka Leśna Państwa wyrastała z ducha „Zasad Leśnych” konferencji UNCED z Rio, Ministerialnych Konferencji w Strasburgu i Helsinkach. Dokument ten jednakże w dużym stopniu pozostał martwy.
Nie chronił przed kolejnymi zakusami władzy: bądź prywatyzacji lasów, bądź zmiany ustroju Lasów Państwowych, bądź przed koncepcjami nowych podatków lub łączeniem z sektorem finansów publicznych, wstrząsając administracją leśną i społeczną opinią. Ustawa o lasach i Polityka Leśna Państwa były bezsilne, żadnemu z tych zagrożeń nie zapobiegły, nie rozstrzygnęły ani nie rozwiązały konfliktów.
Inne sztandarowe przedsięwzięcia, które miały pokazać nową twarz polskiego leśnictwa, to: powołanie leśnych kompleksów promocyjnych, programów ochrony przyrody w nadleśnictwie, skodyfikowanie ekologizacji gospodarki leśnej (słynne zarządzenia nr 11 i 11A), jak również szereg spektakularnych działań na rzecz ochrony przyrody, np. programy małej retencji w lasach.

Wszystkie proekologiczne regulacje i działania przeszły w gruncie rzeczy bez echa
. Nie uchroniły gospodarki leśnej przed utratą „suwerenności” na ok. 40% powierzchni lasów, które znalazły się pod specjalnym nadzorem nowych administratorów Natury 2000.
Trudno utrzymywać, że mamy znakomite prawo, skoro jest tak mało skuteczne. Dlaczego było tak trudno znaleźć społeczne poparcie dla koncepcji tzw. Pro-ekologicznego leśnictwa, prezentowanego we wskazanych dokumentach, o czym świadczy brak zainteresowania środowisk pozaleśnych regionalnymi programami operacyjnymi Polityki Leśnej Państwa? Jakie efekty w obszarze konfliktów „leśnicy – ochroniarze” i „leśnicy – drzewiarze” przyniosło ustawowe zrównanie ważności wszystkich funkcji lasu, jak również wszystkie wymienione wyżej ekologiczne „ukłony”? Chyba odwrotne do zamierzonych. Wielkoobszarowa ochrona przyrody nie zaistniała jako idea wywodząca się z reformowanej gospodarki leśnej i trudno wskazać jej praktyczne implikacje. Uzasadnienie takiej formy ochrony nie znalazło zrozumienia w kręgach przyrodników, a gospodarka leśna nie przeciwstawiła się temu z własną, skuteczną strategią.

Jak dogonić rzeczywistość? Piętnaście lat, jakie upływa od ustanowienia Polityki Leśnej Państwa, było znaczone szybkim tempem rozwoju gospodarczego całego państwa oraz silną presją społeczną na lasy: z jednej strony na ich funkcje produkcyjne (ciągle niedostateczne dostawy drewna), z drugiej – na funkcje ochronne (ciągle niedostateczny, w opinii wielu kręgów społecznych, obszar chroniony), wzbudzając głębokie konflikty (Białowieża, Rospuda).
Polska przystąpiła do UE, czego PLP w 1997 r. nie brała jeszcze pod uwagę, tak jak nie brała pod uwagę rosnącej w Europie i na świecie świadomości zmian klimatycznych. Ten ostatni element zweryfikował priorytety środowiskowe i zobowiązał państwa członkowskie UE do radykalnych posunięć w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych, zwiększenia ich sekwestracji, zwiększenia udziału energii odnawialnej, przy jednoczesnym zwiększeniu ochrony różnorodności biologicznej i nie pogorszeniu sytuacji gospodarczej i społecznej. UE angażuje do tych programów lasy i gospodarkę leśną.
Zmiany klimatyczne i przyjęta polityka w UE postawiły lasy, gospodarkę leśną i cały sektor leśno-drzewny w nieoczekiwanie nowej sytuacji. Sytuacji, która może okazać się historyczną szansą dla lasów i pozwolić gospodarce leśnej wyjść z cienia innych, tradycyjnie ważniejszych sektorów gospodarczych.
Również do tej roli leśnictwo i polska polityka leśna państwa nie jest przygotowana.

Przygotowania do tworzenia leśnictwa przyszłości powinny sięgać możliwie głęboko. Powinny poruszyć istotę relacji ekonomicznych i przyrodniczych gospodarza lasu z przedmiotem gospodarowania, ale również szerszą warstwę aksjologiczną i moralną zachowań człowieka wobec dzikiej przyrody.
Gospodarka leśna jest ostatnią dziedziną aktywności człowieka na lądzie, która ma do czynienia z dziką przyrodą. Dziedziny zajmujące się produkcją biologiczną (rolnictwo, ogrodnictwo) już dawno posługują się udomowionymi, wyselekcjonowanymi populacjami roślin i zwierząt o wysokiej wydajności. Próba praktykowania wysoko wydajnej gospodarki leśnej z przełomu XIX/XX w., tzn. pójścia tą samą drogą co rolnictwo, nie skończyła się zachęcająco. Gospodarka leśna odbiła się od ściany leśnictwa surowcowego i monokultur, oskarżana o niszczenie przyrody. Odbiła się na tyle, że zmieniając ustawę, politykę, zarządzenia i instrukcje... stoi pod ścianą ekologizacji, a leśnicy zaczynają wstydzić się, że wycinają drzewa. Odbijanie się od jednej lub drugiej skrajności nie jest strategią rozwoju.
Jesteśmy w schizofrenicznej sytuacji, w której nie sposób uniknąć pytania: gdzie chcemy być i co robić? Co wyznacza postęp w leśnictwie: upraszczanie systemu i biotechnologie, czy różnicowanie i ekologizacja? Może czas uświadomić sobie, że i jedno i drugie. Że współczesna gospodarka leśna powinna operować w całym zakresie zmienności zbiorowisk leśnych i korzystać ze wszystkich możliwości zwiększania produkcji drewna. Powinna chronić dziką przyrodę w rezerwatach, ale i zarządzać nią, i chronić przez umiejętne użytkowanie w lasach gospodarczych. Nie unikając przy tym produkcji drewna poza ekosystemami leśnymi, bo taka produkcja również służy ochronie lasów i ochronie przyrody. Szansą na takie widzenie leśnictwa i jego właściwe usytuowanie w działalności gospodarczej i ochronie przyrody jest zaangażowanie się gospodarki leśnej i sektora leśno-drzewnego w politykę klimatyczną i adaptację do oczekiwanych zmian. Stąd wyjątkowa odpowiedzialność i rola zarządców lasów w ustanowieniu mądrej i przenikliwej polityki leśnej i zmianie prawa.

Zachęty do dyskusji o przyszłości leśnictwa pozostały bez echa. Były obecne w pytaniu „Quo vadis, forestry?”, haśle konferencji w 2007 roku. Również dorobek Zimowej Szkoły Leśnej przy IBL (sesja I „Leśnictwo wielofunkcyjne. Stan obecny i przyszłość”, 2009; sesja III „Strategia rozwoju lasów i leśnictwa do roku 2030”, 2011) nie zaowocował żadnym dokumentem programowym.
Nawiązując do Francisa Fukujamy, autora tezy o końcu historii, sformułowanej po upadku muru berlińskiego, autor niniejszego artykułu sześć lat temu, po „upadku” leśnictwa surowcowego, pytał przekornie, czy mamy do czynienia z „końcem leśnictwa?” Już wówczas przesłanek do postawienia pytania było wiele, a ich aktualność w miarę upływu czasu wzrasta. Jeśli mamy poszukiwać wizji, a więc przyszłości polskiego leśnictwa, to może warto niektóre z nich rozwinąć dzisiaj.

Sukcesy gospodarki leśnej – wzrost produkcji, lesistości i pozyskania – okazują się klęskami. Dziś efekt tych samych zjawisk opisywany jest jako syndrom monokultury, pinetyzacja, redukcja różnorodności.
Dla leśników las zawsze istniał fizycznie, jako drzewostan, ale nie wyczerpywał przez to wszystkich swoich znaczeń dla człowieka. Las zawsze istniał również metafizycznie, jako miejsce tworzenia form życia, efekt ich współbytowania i potencjał odradzania. Materialnie wchodził w liczne powiązania z naturalnym i stworzonym przez człowieka otoczeniem. Ale również duchowo: z tradycją, religią, kulturą, sztuką, etyką, moralnością. Zawsze istniał fizycznie jako część biosfery, ale był też obecny w świecie stworzonym przez człowieka – świecie wiary, emocji i myśli.
Świadomość tych wszystkich wartości pozostała jednak bez większych konsekwencji dla sposobów zagospodarowania lasów i dokumentów, które to zagospodarowanie skutecznie regulują.
Leśnictwo teraźniejsze usiłuje te wszystkie dobra, usługi i wartości pomieścić na jednym kawałku lasu, stosując wszędzie te same instrukcje i zasady. Nie jest to leśnictwo wielofunkcyjne. Jest to leśnictwo eklektyczne: wszystkiego po trochu i po trochu o wszystkim. Las z natury rzeczy jest wielofunkcyjny, czy tego chcemy, czy nie. Jest nim również bez udziału gospodarza. Leśnictwo wielofunkcyjne natomiast trzeba dopiero stworzyć.
Czy leśnictwo XXI w. ma być kontynuacją leśnictwa wieku XX?

Leśnictwo nie jest przygotowane do zarządzania wielkimi systemami przyrodniczymi. Nauki leśne do badania takich systemów, a praktyka leśna do ich kształtowania. Wszyscy obracamy się w granicach operatu urządzania lasu.
Istniejące w obrębie leśnictwa metodologie dotyczą systemów stosunkowo prostych i zamkniętych. Są użyteczne w śledzeniu prostych relacji przyczyna–skutek i skutecznie wspomagają działania praktyczne. Przykładem są choćby sukcesy szkółkarstwa kontenerowego czy spektakularne efekty w zwalczaniu owadów i chorób. Nie wolno z nich rezygnować. Rzecz w tym, żeby równolegle rozwijać badania systemowe, pozwalające poznać las i zrozumieć, czym jest. A w planach gospodarowania uwzględniać obszary poza lasem oraz sektory, które z lasu korzystają lub z lasu żyją.
Wiedza ekologiczna, która miała wyprowadzić gospodarkę leśną z „kompleksu surowcowości” na szerokie wody wartości środowiskowych i społecznych, posłużyła głównie budowaniu świadomości zagrożeń i zgubnych skutków obecności człowieka w przyrodzie. Formułując pojęcie antropopresji, ekologia ostrzegała, ale również straszyła i wzbudzała wyrzuty sumienia. Z dotychczasowych analiz ekologicznych płynie na ogół paraliżujące przeświadczenie o ciągle popełnianych błędach.
Czy po takich doświadczeniach z ekologią pozostała jeszcze wiara w możliwości poprawnego gospodarowania w ekosystemach leśnych?

Potrzebujemy zarządzania, a tymczasem obserwujemy efekty rządzenia. Do zarządzania wielkimi systemami złożonymi, takimi jak las, potrzebne są metodologie wielokierunkowe, integrujące wielkie ilości danych w warunkach niepewności. Tymczasem nie posiadamy sprawdzonych i zaakceptowanych procedur integracji
wyników analitycznych dotyczących ogromnie złożonych zjawisk. Sprawa się jeszcze bardziej komplikuje, kiedy system przyrodniczy chcemy powiązać z systemem gospodarczym i dalej – z systemem społecznym.
A przecież dopiero taki nad-system można nazwać leśnictwem.
Takim nad-systemem można rzecz jasna rządzić, stosując instrumenty władzy – instrukcje, rozporządzenia, inspekcje, kontrole, wymiany kadry. Ale aby zarządzać takim systemem – a o to chodziłoby naprawdę w leśnictwie – potrzebne są narzędzia wiedzy: przyrodniczej, ekonomicznej, znajomości aksjologii, socjologii, etyki, filozofii przyrody, kultury.
Nie żeby rządzić, ale zarządzać leśnymi zasobami potrzebne są społeczne konsultacje, koncyliacyjne rozstrzygnięcia i polityczne decyzje.

Zjawiska przyrodnicze są nieodwracalne, a w długiej perspektywie – nieprzewidywalne. Wiedza o tym zobowiązuje do nowego spojrzenia na zarządzanie lasami. Dzisiejsze leśnictwo coraz rzadziej oczekuje na gotowe recepty, wyczerpujące instrukcje i zalecenia. Potrzebne są natomiast wytyczne ramowe, warunki brzegowe, progi, których nie należy przekraczać, i dopuszczalne poziomy interwencji. Rośnie zapotrzebowanie na informację, analizę danych, wiedzę zintegrowaną/interdyscyplinarną, wspomagającą indywidualne rozstrzygnięcia.
Oczekuje się zmiany poziomu decydowania w strukturach administracji leśnej i przesunięcie jej wraz z odpowiedzialnością na najniższe szczeble organizacji. Tam, gdzie faktycznie podejmowane są indywidualne decyzje gospodarza w oparciu o analizę rzeczywistego stanu lasu. Bo każdy kawałek lasu jest obiektem niepowtarzalnym, każde działanie w istocie eksperymentem, a wynik rzadko daje się bezkarnie rozciągać na inne warunki.
A gospodarka leśna? Jak dotąd rozwijała się dokładnie w odwrotnym kierunku: tworzyła schematy, uproszczenia, ujednolicenia. Niepowtarzalności i naturalności przyrody przeciwstawiła powtarzalność i sztuczność. To prawda, że takiemu działaniu zawdzięcza swoje sukcesy. Ale takie działanie stało się również źródłem klęsk.
Czy leśnictwo skazane jest na trwały wewnętrzny konflikt?

Istnieje wiele niepewności w prognozowaniu stanów lasów. Zwłaszcza w tak długich okresach, w jakich trwa produkcja leśna. Niepewność pogłębia w ostatnich dekadach nieznana częstość i rozległość naturalnych zakłóceń, zwłaszcza pogodowych. Najprawdopodobniej jednak trzeba będzie z nimi „współpracować” przez najbliższe dekady. Mówią, że będzie ich coraz więcej i będą coraz groźniejsze.
Dynamika zmian w skali i tempie, o jakim tu mowa, nie odpowiada na ogół interesom gospodarza. Ewolucję lasu człowiek stara się zatrzymać w stanie najkorzystniejszym dla siebie i swoimi zabiegami przeciwstawia się zmianom (patrz: pojęcie docelowego składu drzewostanu...).
Strategia „zwalczania”, zapobiegania czy przeciwdziałania niekorzystnym zjawiskom naturalnym nie jest racjonalna. Niezbędna jest akceptacja i przystosowanie się do ich coraz częstszego występowania: rozpraszanie ryzyka, zmniejszanie rozmiaru szkód i ponoszonych kosztów oraz adaptacja metod zagospodarowania.

Najwyższą ciągle powinnością leśnictwa jest produkcja drewna. I nie pomogą tu zabiegi w postaci przesunięcia produkcji drewna na koniec listy funkcji lasów w ustawie.
Zwolennicy doktryny znajdują jej uzasadnienie w tzw. „teorii następstw” (wake theory) lub „teorii wody kilowej” (keelwater theory), które zakładają, że wszystkie usługi i funkcje lasu są pochodną produkcji drewna, są spełniane niejako „po drodze”, w następstwie tego procesu. To tak, jakby do produkcji drewna niezbędny był las, jakby nie wystarczyły same drzewa. To prawda: dopiero sprzedaż drewna uruchamia inne działania leśnictwa na rzecz środowiska i przyrody (bo skąd wziąć pieniądze...).
Nie całe drewno musi pochodzić z lasu. Drewno rośnie na drzewach i w perspektywie XXI w. warto o tym pamiętać. Gospodarka leśna, która zrezygnuje z produkcji drewna poza lasem, będzie krępowana z jednej strony restrykcjami ochrony przyrody, z drugiej ciągłym wołaniem o drewno. W nieodległej przyszłości również o drewno energetyczne.
Zgadzamy się, że siłę współczesnego leśnictwa ma stanowić potrzeba ochrony ekosystemów leśnych i ich przyrodnicza oraz społeczna wartość. Nim jednak te wartości nie zostaną urynkowione, o ekonomicznej sile gospodarki leśnej będzie decydować sprzedaż drewna.

Jak dotąd nauki leśne nie uporały się z głównym pytaniem: ile wart jest las? Ułomność w ocenie wartości przedmiotu gospodarowania jest prawdopodobnie głównym źródłem słabości i kłopotów gospodarki leśnej. Trudno jednak oczekiwać innego stanu rzeczy, skoro do niedawna przyroda nie miała żadnej ekonomicznej wartości (wartością była ludzka praca, jak głosi m.in. art. 1 PLP: Lasy dzięki wniesionej pracy człowieka...). Podejście to traktuje las jako wartość subiektywną, użytkową, zaspokajającą subiektywne potrzeby. Dopuszcza ono głęboką ingerencję w struktury lasu, w celu maksymalizacji lub optymalizacji dóbr i usług.
Wiek XXI upomni się o wartość lasu jako systemu przyrodniczego, wartość obiektywną, niezależną od ludzkich, zmiennych preferencji. Albo inaczej: o wartość lasu jako nie odtwarzalnego, lub nie odtwarzalnego w pełni, tworu natury. Podejście to nakazuje ostrożność w transformacji lasu jako ośrodka życia. Las w takim ujęciu jest wartością celową, efektem milionów lat koewolucji przyrody i jako taki jest nie do odtworzenia, tak jak nie do odtworzenia są procesy koewolucji. Transformując las, należy mieć świadomość utraty elementów nieodtwarzalnych. Leśnik powinien mieć taką świadomość, bo na tym polega jego etyczna i moralna odpowiedzialność.
Bez wartości obiektywnych, tzn. wartości „samych w sobie”, ochrona przyrody traci sens.

W Europie następuje powrót do epoki drewna. „Nową erą dla sektora leśnego” na Starym Kontynencie ma być Leśna Platforma Technologiczna, obowiązująca przez 25 lat począwszy od 2005 roku. Po raz pierwszy przedstawiciele większości przemysłów drzewnych, właścicieli lasów, środowisk naukowych oraz instytucji publicznych zjednoczyli siły, w celu ustanowienia wspólnej wizji przyszłości leśnictwa w Europie. Platforma wyznacza pięć celów strategicznych i 36 obszarów badawczych. Cztery z nich koncentruje się na zwiększaniu produkcji drewna,
ukierunkowanychdostawach surowca, na przemyśle drzewnym, papiernictwie, nowych technologiach przerobu, kompozytach, recyklingu, konstrukcjach z drewna, opakowaniach, biopaliwach. Oczekuje się nowych zastosowań drewna i nowych jego właściwości w związku ze stosowaniem wysokich technologii obróbki i przerobu, jak również nowych zastosowań, jako substytutu surowców i materiałów oraz źródła energii. Dla takiej strategii „żywotnym interesem” staje się zabezpieczenie trwałych dostaw drewna oraz powrót do wysiłków zwiększania przyrostów różnymi sposobami.
Tak oto nastąpił powrót do leśnictwa surowcowego i „epoki drewna”. Nowa strategia
europejska nie pozostawia złudzeń co do charakteru leśnictwa: jest to umiejętność produkcji dużych ilości drewna. W zadaniu 3–1: „Drzewa dla przyszłości” Strategia zaleca expresis verbis brać przykład z rolnictwa, które udokumentowało możliwość wzrostu plonów w wyniku zabiegów biotechnologicznych (np. GMO), a nawet tworzenie precyzyjnych surowców na zamówienie. Taka produkcja będzie mogła odbywać się poza lasami – na plantacjach drzew modyfikowanych genetycznie. Ale jeśli tak, to czy do takiej produkcji potrzebni są dzisiejsi leśnicy? Czy potrzebne jest teraźniejsze leśnictwo?
Czy leśnicy popełnią błąd i leśnictwo plantacyjne potraktują jako niegodne zawodu leśnika, a „zaniechanie czynności gospodarczych”, tzn. przeznaczanie nowych obszarów pod ochronę przyrody, jako uleganie „ekologicznym oszołomom”?

Tekst: Kazimierz Rykowski
Fot.: M. Łukaszewski