Obcy atakują!

20 sierpnia 2012 13:05 2012 Wersja do druku

O inwazyjności grzybów wiemy niewiele. Trudno jest nawet ustalić, co to pojęcie znaczy w odniesieniu do tego królestwa. A jest to dość istotne, gdyż obce gatunki mają spory wpływ na te rodzime

Występowanie obcych i inwazyjnych organizmów stanowi jeden z głównych problemów współczesnej ochrony przyrody. Świadczyć o tym mogą dane liczbowe podawane dla samej Ameryki Północnej. Szacuje się, że od momentu odkrycia tego kontynentu sprowadzono tam ok. 50 tys. obcych gatunków, co daje średnio ok. dwa gatunki tygodniowo. Tylko w Stanach Zjednoczonych rocznie przeznacza się ok. 1,37 miliardów dolarów na przeciwdziałanie występowaniu obcych organizmów, zwalczanie już występujących i pokrycie kosztów usuwania skutków ich obecności. Introdukcje obcych gatunków na nowe tereny stały się ostatnio nośnym tematem, któremu poświęca się wiele konferencji naukowych, zarówno międzynarodowych, jak i ogólnokrajowych, o czym może świadczyć choćby ostatnia konferencja w Rogowie.

Pojęcie inwazyjności

W związku ze wspomnianą konferencją rozgorzała dyskusja nad podstawowymi pojęciami, opisującymi zjawisko przenoszenia się gatunków na nowe tereny i ich rozprzestrzeniania się na tych obszarach, w tym również nad terminem inwazyjności. O ile na podstawie własnych obserwacji i wiedzy możemy stwierdzić, że szop pracz jest gatunkiem inwazyjnym, natomiast daglezja takim gatunkiem nie jest, o tyle sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy przyjrzymy się obcym gatunkom grzybów. Szacuje się, że na Ziemi występuje do 1,5 mln gatunków grzybów, co sprawia, że pod względem liczebności jest to druga po owadach grupa organizmów. Jak dotąd charakteryzuje ją bardzo mały stopień poznania, gdyż dotychczas opisano zaledwie 150 tys. taksonów. Ta niewiedza dotycząca królestwa grzybów jest również widoczna w kontekście introdukcji i inwazji grzybów. Wyjątkiem mogą być grzyby patogeniczne, na których skupia się uwaga, ze względu na widoczne i oczywiste skutki występowania. Doskonały przykład stanowić może Phytophthora infestans, lęgniowiec (organizm grzybopodobny), który w XIX w. wywołał zarazę ziemniaka w Irlandii, a tym samym największą klęskę głodu w dziejach ludzkości. Sięgając do czasów współczesnych, należy wspomnieć o patogenicznych: Ophiostoma novo-ulmi, powodującym zamieranie wiązów w Europie, oraz Phytophthora cinnamomi, odpowiedzialnym za zamieranie wielu gatunków drzew.

Nikła wiedza

Dużo mniej wiemy dziś o rozprzestrzenianiu się na nowe tereny gatunków grzybów niepatogenicznych, czyli saprotroficznych i symbiotycznych. Na Polskiej Liście Organizmów Obcych obok 81 gatunków patogenicznych grzybów możemy dopatrzyć się siedmiu gatunków saprotroficznych i tylko jednego symbiotycznego. Jest to o tyle dziwne, że do Polski introdukowano wiele gatunków drzew (jak choćby wspomnianą daglezję), które zaliczane są do roślin obligatoryjnie mikoryzowych. Znaczy to, że nawiązanie symbiozy między korzeniami drzew a grzybem jest konieczne do prawidłowego rozwoju tych drzew. Stąd uzasadnione podejrzenie, że wraz z obcymi gatunkami przywędrowały ich symbionty mikoryzowe. Taką tezę potwierdzają obserwacje poczynione w innych krajach Europy, choćby w Niemczech, gdzie jak dotąd wykryto 10 gatunków północnoamerykańskich maślaków. Spośród nich w Polsce zidentyfikowano zaledwie jeden – maślaka wejmutkowego.
Dużą część spośród występujących w Polsce grzybów saprotroficznych (rozkładających martwą materię organiczną) stanowią przedstawiciele rzędu sromotnikowców. Większość z nich (jak okratek australijski czy mądziak malinowy) pochodzi z rejonów tropikalnych i subtropikalnych, ale spotykany jest również pospolity gatunek śródziemnomorski – okratek czerwony. Jak pokazują badania, występowanie owocników tych gatunków w dużej mierze uzależnione jest od warunków wilgotnościowych. Wywołuje to spory problem w ocenie rzeczywistego zasięgu występowania tych gatunków na nowych obszarach, gdyż większość cyklu życiowego grzybów przebiega pod powierzchnią ziemi, a jedynym, w dodatku krótkotrwałym symptomem ich występowania jest, pojawiający się lub nie, owocnik.
Inaczej jest w przypadku pierścieniaka uprawnego, gatunku spokrewnionego z naszymi pieczarkami. Wysyp jego owocników jest bardzo obfity i spektakularny. Gatunek ten sprowadzony został do Europy ze Stanów Zjednoczonych do celów hodowlanych i konsumpcyjnych. Po „ucieczce” z hodowli jest spotykany w kilku regionach Polski, w miejscach z dużą zawartością martwej materii organicznej, głównie w postaci kory lub zrębków sosnowych. Ostatnio grzyb ten został znaleziony w Arboretum Kórnickim, gdzie w 2011 r. pojawiło się kilka jego owocników, natomiast od końca maja można obserwować tysiące owocników, rosnących w kilku miejscach Parku. Nasuwa się pytanie – czy to już inwazja?
Tak liczne występowanie na stosunkowo małym obszarze dowodzić może dużych zdolności aklimatyzacyjnych tego gatunku, a ciekawość budzi ewentualny wpływ obcych grzybów na rodzimą mykoflorę.

Trudności badawcze

Inwazyjność rozumiana jako rozprzestrzenianie się organizmu na nowe obszary, a przy tym ograniczanie występowania rodzimych gatunków, w przypadku grzybów nie ma zastosowania. Głównym problemem są, wspomniana już, specyficzna natura występowania grzybów oraz brak możliwości oceny wpływu nowych gatunków na gatunki rodzime. Oczywiście można powiedzieć, że wprowadzenie nowego gatunku zwiększa różnorodność biologiczną, ale z drugiej strony nie są znane relacje między grzybem gospodarzem a grzybem przybyszem, często intruzem. Co więcej, jak dotąd nie opracowano metod, które pozwalałyby zaobserwować i określić takie relacje. Z tego względu za inwazyjne gatunki grzybów uznaje się wszystkie te, które przeniesione zastały na nowe obszary i mogą powodować ilościowe i jakościowe zmiany w zbiorowiskach rodzimych grzybów w danym środowisku.
Do wyjaśnienia fenomenu przenoszenia, aklimatyzacji i rozprzestrzenia się organizmów, takich jak grzyby, konieczne są lata obserwacji, podjęcie próby opracowania nowego podejścia metodycznego i szeroka rzesza zainteresowanych tą tematyką. Jak dotychczas, ze względu na osobliwy wygląd zarówno mądziaka, jak i okratków, budzą one ciekawość, także wśród leśników. Już samo to dobrze rokuje na przyszłość.

Marcin Pietras

Instytut Dendrologii PAN w Kórniku


Szersze informacje o okratku australijskim (Clathrus archeri) znaleźć można w „Lesie Polskim” nr 11/2010.
Badania nad zmiennością genetyczną tego grzyba w Polsce pozwalają przypuszczać, że przybył on do Europy niezależnie z kilku obszarów naturalnego występowania, a nie tylko (jak sugerowano dotychczas) drogą morską z Australii. Dalsze, prowadzone już badania nad zmiennością tego gatunku grzyba na świecie i w Polsce pozwolą w pełni opisać jego drogę introdukcji do Europy.
W związku z tym autor zwraca się z uprzejmą prośbą do wszystkich leśników, którzy w codziennej pracy napotkają tak osobliwy twór, przypominający czerwony kielich lub ośmiornicę, o zebranie i wysuszenie owocnika oraz kontakt e-mailowy pod adresem: mpietras@man.poznan.pl .