Feromonem w bukowca

13 grudnia 2011 13:42 2011 Wersja do druku

Kolejny raz polscy naukowcy odnoszą większy sukces za granicą, niż w kraju. We wrześniu Zakład Doświadczalny CHEMIPAN działający przy Instytucie Chemii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, zaprezentował nowy feromon wabiący drwalnika bukowca, dla którego większy rynek zbytu znajdzie się prawdopodobnie poza granicami rodzimych lasów.
Drwalnik bukowiec to niewielki chrząszcz występujący niemal w całej Polsce. Spotkać go można także w większej części Europy. Uszkadza zarówno żywe drzewa, jak i pozyskany z nich surowiec. Jak mówi Tomasz Mokrzycki z Zakładu Entomologii Leśnej, Ekologii i Ekoturystyki SGGW owad ten ma dość mylącą nazwę, przez którą kojarzony jest niemal wyłącznie z buczynami. Tymczasem występuje on na wielu gatunkach drzew liściastych, choć głównie – jak wynika z własnych obserwacji entomologa – tych o twardym drewnie. Najczęściej wybiera drzewa już osłabione przez różne czynniki zarówno biotyczne jak i abiotyczne. Dodatkowo, często zdarza się tak, że drwalnik znaczony zaobserwowany na buku, automatycznie oznaczany jest jako drwalnik bukowiec. Jak pokazują dotychczasowe obserwacje w polskich lasach, drwalnik bukowiec nie stanowi w zasadzie problemu – nie są notowane ani prognozowane jego masowe pojawienia.

Jeden do wszystkich
Nieco inaczej jest na zachodzie Europy. Zwłaszcza obszary Niemiec czy Austrii są nękane przez masowe wystąpienia tego owada. I to właśnie austriacka firma zleciła zakładowi CHEMIPAN przygotowanie nowej substancji wabiącej. Jak mówi dyrektor CHEMIPAN-u Jerzy Raczko, to właśnie ze względu na duże szkody wyrządzane przez bukowca na terenie m.in. Ardenów, intensywnie poszukiwano w tamtych rejonach skutecznego związku wabiącego. Zakład stworzył dyspenser feromonowy, którego handlowa nazwa to TRYPODOR D. Testy przeprowadzone w 2010 r. na terenie Niemiec dały zaskakujące wyniki. Dyspenser okazał się być skuteczny nie tylko w przywabianiu drwalnika bukowca, ale także jego kuzynów – drwalnika znaczonego i paskowanego. Zespół dyrektora Raczko już od lat produkuje TRYPODOR wykorzystywany do odłowu drwalnika paskowanego, nękającego nasze drzewostany iglaste, głównie świerkowe i sosnowe. Podejmowano nawet próby wykorzystywania tego dyspensera w przypadku drwalnika bukowca, jednak kończyły się one niepowodzeniem. TRYPODOR D ma, jak mówi Raczko, całkowicie nowy skład i nie powinien być uznawany jedynie za modyfikację TRYPODOR-u. Niewątpliwą zaletą nowej substancji, jest fakt, że może być stosowana w tych samych modelach pułapek na korniki co dotychczas. Wadą może być natomiast cena – o około 20% wyższa. Gdy jednak weźmie się pod uwagę fakt, że TRYPODOR D wabi wszystkie gatunki drwalników, może okazać się to uzasadnione ekonomicznie. Pozostaje jednak problem stosowania nowego preparatu feromonowego w Polsce – jako, że drwalnik bukowiec nie jest u nas problemem, leśnicy raczej niechętnie podchodzą do wyższej ceny preparatu. – Nigdy nie zgłoszono zapotrzebowania na dyspenser, nie prowadzono i nie zamawiano badań nad metodami odłowu tego drwalnika – mówi Raczko.

Feromon lekiem?
Sam problem stosowania feromonów w leśnictwie, jako jednej z metod biologicznej ochrony lasu, od wielu lat budzi kontrowersje. Feromony, czyli lotne substancje wydzielane przez owady w celu komunikowania się – mogą zawierać informację m.in. o obfitości pożywienia, zagrożeniu czy obecności na danym terenie samic. Nasączony sztucznie wytworzonym feromonem dyspenser, umieszczony w odpowiedniej pułapce, przywabia owady, które zostają w niej uwięzione. Następnie owady powinny zostać np. zatrute. W związku z tym wielu leśników błędnie uznaje feromony za środek jedynie do zwalczania szkodliwych owadów. Wielu nadal traktuje je jako „lek na całe zło”. Tymczasem są one narzędziem do kontrolowania liczebności danego owada, a uzyskane z ich pomocą dane mogą pomóc w przygotowaniu wyprzedzających działań – mówi dr Mokrzycki. Dlatego do znudzenia należy powtarzać, że stosowanie w leśnictwie feromonów ma być tylko jednym z elementów kompleksowej ochrony lasu i nigdy nie powinno być stosowane jako jedyna forma ochrony. Zawsze też pamiętać należy o zachowaniu wszystkich zasad rozmieszczania i użytkowania pułapek. Najnowszy feromon na drwalnika bukowca, choć na razie prawdopodobnie nie będzie szeroko stosowany w Polsce, może się okazać pomocny właśnie w określaniu samego zagrożenia od tego owada. Jeśli tak się stanie to pozostaje mieć nadzieję, że badania takie potwierdzą jedynie dotychczasowe obserwacje, że nie jest on problemem dla naszych lasów.

Tekst i zdjęcie: Urszula Zubert