Książka Polska Rzeczpospolita Leśna – Wnikliwy reportaż czy emocjonalny atak?

Już co najmniej od dekady Lasy Państwowe (LP) borykają się z problemem niskiego poziomu zaufania społecznego. W obiektywnie bardzo krótkim czasie z instytucji cieszącej się poparciem i sympatią społeczeństwa stały się obiektem ataków i hejtu, a na drabince zaufania spadły tak nisko, że odbudowa dobrego imienia wydaje się praktycznie niemożliwa do osiągnięcia. Marek Józefiak, prawnik, działacz ekologiczny i publicysta, w swojej książce Polska Rzeczpospolita Leśna (Wyd. WAB, 2025) próbuje ujawnić mechanizmy działania tej wielkiej organizacji sprawującej nadzór nad niemal ¼ terytorium Polski.

Książka jest napisana świetnym językiem. Momentami ma się wrażenie, że czytamy dobry kryminał z wartką akcją, dialogami i tajemniczą zbrodnią w tle. Człowiek przewraca kolejne strony z nadzieją, że jak dotrze do ostatniej – dowie się, kto zabił. Tak, z jednej strony to atut, ale z drugiej – niestety, kto zabił, dowiadujemy się już po kilku pierwszych zdaniach. I niestety do końca kryminału nie ma zwrotów akcji.

O ile językowo książka jest naprawdę na wysokim poziomie i autor zgrabnie przeskakuje pomiędzy kolejnymi rozdziałami, jest przemyślana w swojej strukturze, oferuje nam mnogość danych, sytuacji, bohaterów, o tyle jako reportaż nie jest wnikliwa. Bo te dane, sytuacje i bohaterowie są dobrani pod określoną narrację. Mamy tutaj jasno postawioną tezę i już we wstępie jesteśmy kierowani na właściwe w mniemaniu autora tory, po czym jedziemy tym rozpędzonym pociągiem aż do samego końca. A jaka jest teza? Że LP są do szpiku kości złe, nawet pojawia się nawiązanie do struktury mafijnej, a wszystko spowija gęsta, tajemnicza mgła – i niestety autor zdaje się błądzić w tej mgle po omacku – bez refleksji, głębszej analizy i przede wszystkim wiedzy fachowej. Według tego, co serwuje nam Marek Józefiak, większość leśników to ludzie, którym – jak pisze autor – drzewa przesłoniły las, niedokształceni (bo szkoły leśne oczywiście nie dają żadnej wiedzy przyrodniczej), pazerni na pieniądze i klękający przed biskupem. W lesie nie widzą nic oprócz drewna. Upolitycznieni, zaślepieni żądzą zysku. Nie dbają o przyrodę, a wręcz ją niszczą.

Sam jestem leśnikiem z wykształceniem leśnym, mam kilkunastoletnie doświadczenie w pracy zarówno w LP, jak i w parkach narodowych, jestem pasjonatem przyrody, fotografii i kocham las. W wielu kwestiach zgadzam się z autorem. Zgadzam się, że LP wymagają reformy, że są skostniałe, że tak jak w wielu innych tego typu instytucjach występują patologie, zależność od polityki, korupcja, chęć zysku, nieuczciwość i działanie na szkodę. Taką samą książkę mógłbym napisać o policji, szkolnictwie, służbie zdrowia, straży pożarnej itp. Potrzeba zmian dostosowujących LP do sytuacji klimatycznej, politycznej i społecznej jest oczywista. Ale nie odbierajmy LP tego, co zrobiły i robią dla polskiej przyrody. Bo dzięki funkcjonowaniu tego gospodarstwa nasze lasy są bezpieczne, trwałe dla przyszłych pokoleń i utrzymywane w dobrym stanie sanitarnym. O tym autor nie pisze. Pisze za to w pierwszej części książki, że ratunkiem dla cennych przyrodniczo obszarów są parki narodowe. Potem, że parki narodowe źle funkcjonują, a później, że LP to wielki okręt, który nie może zmienić kierunku z minuty na minutę, ale w gruncie rzeczy ta instytucja jest potrzebna i nikt nie zgodzi się na jej likwidację. Czyli o co chodzi? Bo jeżeli tylko o pokazanie tego okrętu w najgorszym świetle, to nie ma to nic wspólnego z reportażem.

Nasuwa mi się jeszcze jedno bardzo ważne pytanie. Do kogo skierowana jest ta książka? Na licznych portalach czytelniczych możemy przeczytać, że przede wszystkim do studentów kierunków przyrodniczych i osób zainteresowanych działaniem instytucji publicznych. To jeszcze pół biedy, bo takie osoby z racji swoich zainteresowań pewnie podejdą do tematu wnikliwie i poddadzą półprawdy Józefiaka analizie. Ale mam obawy, że książka może trafić w ręce przysłowiowego wujka Staszka, który nie ma dużej wiedzy przyrodniczej, a do lasu chodzi na spacer z psem i na grzyby. Wujek Staszek wsiądzie do tego rozpędzonego pociągu i dojedzie do końca. Prawdopodobnie podda się jednostronnej narracji autora, tym bardziej że nastroje społeczne wobec LP są już takie, jakie są – ziarno upada na podatny grunt.

Myślę, że powinna powstać książka o LP, która zrównoważy nastroje i pokaże, jak zarządzane są polskie lasy w sposób obiektywny, bez nacechowania emocjonalnego, z propozycjami kierunków zmian i analizą stanu faktycznego. Książka Marka Józefiaka niestety taką pozycją nie jest. Mimo że do lektury podchodziłem z pozytywnym nastawieniem i nadzieją, że tak właśnie będzie – mocno się rozczarowałem.