Symbol na niwie leśnej

29 czerwca 2021 09:41 2021 Wersja do druku

Dziś zgadzamy się z głównym kierunkiem rozwoju leśnictwa, jakim jest zrównoważona gospodarka leśna przystosowywana do skutków zmian klimatycznych. Podzielone są zaś zdania dotyczące sposobów osiągania tego celu, dlatego łamy „Lasu Polskiego” są wciąż bardzo potrzebne środowisku leśnemu – mówi Janusz Zaleski, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.



Kiedy Pan po raz pierwszy zetknął się z „Lasem Polskim”?

Pismo to towarzyszyło mi niemal od dziecka z racji tego, że Tata był nadleśniczym (najdłużej w Nadleśnictwie Wipsowo). Często mówił do mnie, że w „Lesie Polskim” coś piszą o sprawach, którymi żyje nadleśnictwo. Tym samym przybliżał mi arkana zawodu leśnika. Pamiętam, jak cieszył się, gdy w tym periodyku znalazła się wzmianka o systemie bezkwitowego wywozu drewna jego autorstwa, znacząco ułatwiającym pracę leśniczych. Tata przejął sentyment do „Lasu Polskiego” po swoim ojcu Januszu, który był także nadleśniczym. Z opowieści wiem, że dziadek czerpał z tego pisma nie tylko fachową wiedzę o gospodarce leśnej, ale także informacje o tym, co dzieje się na górze – jak choćby o sporach między dyrektorem Adamem Loretem a związkami zawodowymi.

Od kiedy datuje się Pana roboczy kontakt z naszym dwutygodnikiem leśnym?

Od 1967 r. kiedy to w nadleśnictwie kierowanym przez Tatę została zorganizowana konferencja na temat szkód od zwierzyny z udziałem wielu naukowców i praktyków. Pokłosiem obrad stał się satyryczny rysunek w „Lesie Polskim” wykonany przez młodego wówczas asystenta, późniejszego profesora, Kazimierza Rykowskiego. Była to pierwsza relacja w tym piśmie z wydarzenia leśnego, w przygotowaniu którego brałem udział jako 15-letni pomocnik ojca.

Na studiach leśnych w SGGW również nie zapomniał Pan o „Lesie Polskim”.

Zapamiętałem (mowa o starszych latach studiów), że „Las Polski” był dostępny na uczelni, nawet w akademiku. Z zainteresowaniem śledziliśmy publikacje, bo w nich znajdowaliśmy odpowiedź na pytanie, co nas czeka, kiedy za rok, dwa otrzymamy dyplomy. Mam zachowany egzemplarz z 1977 r., w którym znajduje się lista absolwentów z poprzedniego roku. Jestem wśród nich.

Z czasem „Las Polski” poszedł za Panem w teren?

Prenumerowali go moi szefowie, gdy pracowałem na niższych stanowiskach w nadleśnictwach Dwukoły i Orneta. Gdy zostałem nadleśniczym również dbałem, by to pismo było dostępne dla pracowników biura i leśniczych. Miałem w czym wybierać, gdyż powstawały wówczas inne pisma leśne, ale z „Lasem Polskim” byłem najbardziej związany emocjonalnie. Stał się on najważniejszy dla mnie i moich kolegów leśników z uwagi na publikacje merytoryczne, dobrze wyważone, nie uciekające od trudnych spraw. „Las Polski” sprawdził się m.in. w latach 90., kiedy to zarówno w kraju, jak i w Lasach dokonywały się ustrojowe przemiany wymagające niekiedy dotkliwych operacji na żywym organizmie, takich jak zmiana struktury zatrudnienia czy prywatyzacja usług leśnych. Pismo to było wówczas bardzo potrzebne nadleśniczym, bo umożliwiało wymianę doświadczeń. Decyzje odnośnie przyszłości ludzi nie są łatwe, toteż każdy nadleśniczy był żądny wiedzy, jak robią to inni? Odpowiedzi znajdowali na łamach dwutygodnika leśnego. Słowem – „Las Polski” efektywnie towarzyszył w poszukiwaniu nowych dróg polskiego leśnictwa.

Po 20 latach pracy w terenie przeszedł Pan do Dyrekcji Generalnej LP?

Wówczas „Las Polski” miał dla mnie inne znaczenie niż w nadleśnictwie. Korzystając z jego łamów, mogłem tym razem docierać do leśników w terenie, informować ich o planach i zamierzeniach DGLP, kierunkach rozwoju leśnictwa, o przygotowywanych rozwiązaniach dotyczących ważnych spraw dla wspólnoty leśnej. Udało mi się wówczas radykalnie zmniejszyć ilość sadzonek na 1 ha, co napotykało na spory opór praktyków. Poprzez dyskusje i publikacje w „Lesie Polskim” mogłem wytłumaczyć i uzasadnić proponowane zmiany w hodowli lasu.

Potem było stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska...

To kolejny ważny etap mojej współpracy z „Lasem Polskim”. Wówczas wprowadzaliśmy sporo projektów związanych z aneksją Polski do Unii Europejskiej. Wspomnę o programie Natura 2000, w którego wdrażaniu „Las Polski” był potrzebny resortowi. Próbowałem też doprowadzić do nowelizacji ustawy o lasach pod kątem zmiany organizacji LP. Chodziło o to, by politykę leśną, strategię i działania LP podporządkować opinii społecznej wyrażanej przez Radę Lasów Państwowych. To się nie udało, ale jestem wdzięczny redakcji „Lasu Polskiego” za obiektywne przedstawianie zarówno moich argumentów, jak i opinii oponentów.

Po zmianie ekipy rządzącej w 2015 r. znalazł się Pan po drugiej stronie obozu władzy. „Las Polski” pozostał otwarty na Pana opinie?

Po prawie 40 latach pracy Dyrektor Generalny LP uznał, że nie jestem już lasom potrzebny. Moim pożegnaniem z Lasami był cykl artykułów na temat niezbędnych reform w LP, napisanych wspólnie z prof. Kazimierzem Rykowskim. Poruszyliśmy całe spektrum zagadnień dotyczących polskiego leśnictwa – począwszy od czysto filozoficznych, na organizacji LP kończąc. Zaproponowaliśmy nie tylko zmiany w LP, ale przede wszystkim nowy kształt polskiego leśnictwa XXI w., w kontekście m.in. postępujących zmian klimatycznych.

O ile wiem, kierownictwo LP nie było zachwycone tymi publikacjami, ale „Las Polski” je zamieścił, za co jestem wdzięczny. Tym samym wypełnił misję pisma niezależnego i otwartego na wszelkie opinie, bez czego leśnictwo nie może się rozwijać. Dziś zgadzamy się z głównym kierunkiem rozwoju leśnictwa, jakim jest zrównoważona gospodarka leśna przystosowywana do skutków zmian klimatycznych, ale sposoby osiągania tego celu mogą być różne. W tym względzie zdania wśród naukowców i praktyków są podzielone, co praktycznie oznacza, że łamy „Lasu Polskiego” są wciąż bardzo potrzebne środowisku leśnemu.

Czy Pana zdaniem „Las Polski” stał się jednym z elementów tożsamości polskiego leśnictwa?

Sto lat to sporo, więcej niż przeciętny żywot człowieka, to także dużo w życiu lasu i historii leśnictwa. Na przestrzeni wieku „Las Polski” był u narodzin LP, wspomagał reformy leśne, dokumentował losy leśników, integrował pokolenia, krzewił wiedzę o przyrodzie, promował naukę i osiągnięcia leśne. Dlaczego polskie leśnictwo nie miało złych okresów w minionym wieku mimo wielkich zawirowań dziejowych? Dlatego, że polski leśnik utożsamiał się z lasem.

Poczucie tożsamości rośnie, jeśli jest podbudowane symbolami. Jednym z nich na niwie leśnej jest „Las Polski”.

 

Rozmawiał: Emilian Szczerbicki